poniedziałek, 16 listopada 2015

"DAJCIE CZASOWI CZAS!"

Kilkanaście lat temu uczyłam się grać na gitarze. Struny metalowe, piekielnie wysoki próg, co niemożnością dla początkującego było złapanie podstawowych chwytów nie wspominając o barowych. Po 15 minutach przyciskania pod opuszkami palców zbierała się krew, niekiedy metal strun przecinał skórę. Każde dociskanie kolejnej struny sprawiało ból, niekiedy tak wielki, że całe ciało zaczynało drżeć. Nie miałam szczęście do gitary. Znajoma chciała się pozbyć, ja pragnęłam nauczyć się grać. Moja naiwność i jej chęć wzbogacenia się. Nic więcej pisać nie trzeba.

Uczyłam się grać sama. Kilka kartek z rozrysowanymi chwytami i stary znaleziony śpiewnik.

- Tylko pamiętaj, aby łapać chwyty od razu całe. Nie dokładaj oddzielnie każdego palca, bo będziesz się uczyła w nieskończoność - usłyszałam po jakimś czasie od znajomego.

Nie do końca wiedziałam o co mu chodzi, ale posłuchałam. Spędzałam godziny na to aby trafiać w odpowiednie struny.  Pamiętam  krew na palcach i twarde jak kamienie bąble na opuszkach. Ale pamiętam też moje pierwsze zwycięstwa, kiedy palce w jednym czasie złapały chwyt "C". Od tamtej pory nie przeszkadzała mi ani krew ani twarde opuszki.

Nauczyłam się grać - ale nigdy nie uwierzyłam, że potrafię grać sama. W akompaniamencie innych gitar - tak; sama - nigdy. W międzyczasie kupiłam sobie drugą; nową, lepszą i w pełni moją. Od ponad ośmiu lat nie miałam gitary w rękach. Schowana w pokrowcu leży na szafie w rodzinnym domu. Porzuciłam ją - bo nie wystarczyło mi odwagi aby grać samodzielnie, aby uwierzyć, że potrafię to zrobić. Nawet nie spróbowałam..

Listopad to dla mnie miesiąc, kiedy odważyłam się na inną samodzielność. Na swoją życiową samodzielność a może samotność. To czas, kiedy obserwuję siebie, moje zachowania, reakcje, moje opinie na temat innych ale przede wszystkim na temat samej siebie. Pierwszy raz w życiu od tak dawna świadomie stoję jakby w jednym miejscu. Z boku siebie.. Od niczego nie uciekam, w nic co jak magnez, który ciągnie do przeszłości, do tego co dobrze znane - nie wracam.  Doznaję uczuć, emocji, których nigdy do tej pory nie doznałam i pozwalam im przeze mnie przepłynąć.. Są dni że tęsknota jak wichura szaleje po mojej duszy, że ciało, serce stoi już w drzwiach z kluczami w dłoni i błaga mnie, aby stąd uciec, aby więcej już żadnych emocji nie wpuszczać.. Tak, są dni kiedy to przeraża ale są momenty kiedy to fascynuje. Pierwszy raz fascynuje mnie moja osobowość z całą różnorodnością.

Zawsze się bałam intensywności emocje, tak jak bałam się  łapania chwytu całego jednocześnie - tylko dlatego, że ktoś powiedział, że to trudne.. Ale jedno i drugie wymaga dania sobie świadomie czasu. Czasu w którym  równie świadomie porażki będą czymś normalnym, codziennym. A mało tego, będą jak schodki, które o ile z nich nie zawrócę zaprowadzą mnie do wyznaczonego celu..

I siedząc na jednym z nich zdałam sobie sprawę, że przez te wszystkie lata, jakaś siła we mnie, nie pozwoliła mi sprzedać tej mojej gitary...




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję, że chcesz towarzyszyć w mojej osobistej wędrówce. Każde słowo pozostawione w tym miejscu, jest dla mnie ważne i cenne. Zapraszam i czuj się jak u Siebie :)