piątek, 20 listopada 2015

"ŻEBY DOJŚĆ, TRZEBA ZACZĄĆ IŚĆ!"



Można się czołgać, można podjechać, złapać stopa. Nieważne. Trzeba wyruszyć. W moim przypadku wyruszyć w głąb siebie zanim wyruszę przed siebie. Dla jednych to strata czasu, dla innych głupota, dla kolejnych kompletne ześwirowanie i niezrozumienie. Dla mnie to właśnie dojrzałość. I tylko to jest dla mnie najważniejsze. Nawet gdybym miała nie zdążyć przeżyć czegoś innego to wędrówka w głąb mojej świadomości albo raczej nieświadomości jest dla mnie nie tyle bardzo ważna, potrzebna ale fascynująca.



Wczoraj zrobiłam przerwę w mojej obserwacji mnie samej z boku, z dystansu. Wzięłam ponownie kartki, długopisy i zrobiłam trzy listy: 1) Czego się dowiedziałam w tym ostatnim czasie? 2) Co wymaga przepracowania z tej pierwszej listy? I trzecia jakże ważna: Co udało mi się dokonać? Długo się zastanawiałam nad tą trzecią - no bo po co? szkoda czasu; to nic innego jak egoizm, jak chwalenie siebie... Po tym natłoku myśli wróciłam do listy pierwszej i dopisałam:

  • Zrozumiałam, że chwalenie siebie uważam za coś gorszącego, grzesznego, coś czym lekceważę innych, czym się wywyższam a czego mi nie wolno.
Pierwsza lista ma w sobie ponad 30 praw, czy prawd które zobaczyłam, zrozumiałam -  które do tej pory kierowały moim życiem a ja bezwładnie pochylałam głowę i z obojętnieniem mówiłam: "Mam to gdzieś, niech się tak dzieje." Niektóre prawdy czy prawa były zdumiewające. Tak pochowane i zakamuflowane, że gdyby nie ta przestrzeń przy jednoczesnej akceptacji wszystkiego co we mnie, możliwe, że nigdy bym tego nie zrozumiała. Na przykład:

  • dlaczego całe dzieciństwo chodziłam w spodniach z jeansu. I to takich grubych. Nawet wtedy, kiedy w lato panował przeszło 38 stopniowy upał;
  • dlaczego tak bardzo uzależniłam się od konta na fb; dlaczego tak strasznie kontrolowałam wszystko to, co tam zamieszczałam a jeszcze bardziej to co, ktoś umieszczał w komentarzach, czy na mojej tablicy; dlaczego nigdy nie dodałam pierwszego lepszego zdjęcia zrobionego na wakacjach, tylko zawsze musiałam je najpierw obrobić, udoskonalić; dlaczego tak bardzo raziły mnie wpisy i "niechlujność" na profilach znajomych;
  • dlaczego zawsze chciałam "zdobyć" tych, którzy byli "na topie", którzy mieli pewien prestiż, którzy dla przeciętnego człowieka byli ponad nim, bez możliwości wejścia w ich świat;
  • dlaczego moje życie toczyło się tylko w przestrzeni tego co było albo tego co będzie - nigdy tego co teraz. 
Ujrzałam też siebie jako zwykłego człowieka a nie nadczłowieka jak dotąd i to tylko to" nad" miało oznaczać skrzywdzone, bezbronne dziecko w całej swej  niewinności. No właśnie nie. Zobaczyłam jak wiele we mnie wręcz nienawiści do ludzi. Takiej chęci sponiewierania innymi - głównie tymi, którzy mają to, czego ja nie mam a czego tak bardzo pragnę. Zobaczyłam moje skłonności do skłócania ludzi, do wręcz stawiania ich w złym świetle. Wszystkie te moje destrukcyjne zachowania miały oczywiście swój początek w rodzinnym domu, to były też mechanizmy obronne małego dziecka, które pozwalały mu przetrwać, wyszarpnąć jakąś emocjonalną kromkę chleba, bo wiedziało, że nikt mu jej ot tak nie przyniesie. Te mechanizmy były tak silne, ta walka o gramy miłości, uwagi i akceptacji, że nie chciały odpuścić. Te kilkanaście dni, które za mną dały mi to zrozumienie jak raniące były i są to mechanizmy dla mnie samej ale przede wszystkim dla innych. To dziwne a nawet śmiesznie smutne, ale do teraz żyłam w przeświadczeniu, że ja nikogo nie skrzywdziłam, niczemu nie jestem winna. A nawet jeśli zrobiłam tak jak zrobiłam to tylko dlatego, że tak musiałam. Ale przecież nie chciałam skrzywdzić a skoro nie chciałam to tak naprawdę nikogo nie skrzywdziłam - dokładnie tak jak moja Mama. 

Druga lista ma w sobie imiona osób, które skrzywdziłam - mniej lub bardziej. Ma w sobie te obszary mojego życia za które do tej pory nie brałam odpowiedzialności. To trudna lista - ale chyba najcenniejsza i dająca największe emocjonalne zyski i zwycięstwa. 

Na trzeciej do wczoraj były tylko dwie pozycje. I wydawały mi się niczym, dopóki ich nie napisałam, nie popatrzyłam i nie zobaczyłam stojącej za nimi przeszłości i mojego doprowadzenia sprawy do końca pomimo strachu, wstydu.. Dziś dopisałam trzecią pozycję..

Ten blog jest tak naprawdę namacalną zmianą na moje uczenie się być dokładnie tu gdzie jestem, dzielenie się doświadczeniami, które przeżywam właśnie dziś, czy wczoraj wieczorem. Nie kilka lat temu, czy nie za kilka lat. Doświadczanie tego co tu, to specyficzne moje doświadczania tego co tu jest jakby koniecznie zanurzone po trochu w przeszłości aby nadać temu "tu" wyrazisty i czytelny dla mnie kolor. Ale dzięki przeżywaniu tego co w tej chwili - mój wzrok coraz częściej zatrzymuje się na drzewie, kałuży, staruszku, czy kolorze kubka, który trzymam w ręce. Banalne -  ale dla mnie nieznane do teraz.


1 komentarz:

  1. Małymi kroczkami, krok po kroku - podążaj swoim tempem ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że chcesz towarzyszyć w mojej osobistej wędrówce. Każde słowo pozostawione w tym miejscu, jest dla mnie ważne i cenne. Zapraszam i czuj się jak u Siebie :)