niedziela, 13 grudnia 2015

Kiedy zaczęłam żyć, życie wchodziło już bez pytania w moje życie.


Pierwszy raz od nie wiem nawet kiedy spałam z zapalonym światłem. A cały wczorajszy wieczór i dzisiejszy dzień był czasem, kiedy nie mogłam w żaden sposób siebie doświadczyć, zintegrować się z sobą. Czuć, że jestem to ja. Był we mnie przeogromny lęk - wręcz taki dziecinny, kiedy wydaje się, że pod łóżkiem i w każdym możliwym zakamarku czeka na ciebie jakiś przerażający stwór, który jedyny czego pragnie to cię pożreć - dosłownie pożreć, może nawet zabić. Jedyne czego pragnęłam cały czas to aby ktoś dorosły i życzący mi dobrze schował mnie w swoich ramionach - dokładnie tak jak chowa się portfel, głęboko aby nikt nie ukradł i nie widział. Tego właśnie pragnęłam, potrzebowałam. Aby ktoś rozprowadził wokół mnie aurę, która sprawi, że stanę się nie tyle bezpieczna, co niewidoczna dla tych wszystkich czyhających potworów i złych mocy. Niestety nikt nie mnie nie schował. Nawet nie pomogło to emocjonalne dopieszczenie, którego doświadczyłam całe sobotnie popołudnie w towarzystwie mojej przyjaciółki i jej przytulenie..

Nie wiem kim byłam, nie wiem co tak naprawdę się we mnie wydarzyło. Nie znalazłam nawet lekarstwa aby choćby uśmierzyć ten ból.
Nie pamiętam czy kiedykolwiek coś podobnego przeżywałam. Może właśnie jako dziecko? Może to właśnie ono po tylu latach wreszcie mi zaufało na tyle aby uzewnętrznić we mnie ten paraliżujący lęk? A może to była ta dziecinna traumatyczna samotność, to opuszczenie w najważniejszych chwilach tego dziecięcego życia?

Nie wiem. Godzinę temu pierwszy raz po ponad 24 godzinach wreszcie poczułam, że wewnętrznie wracam do siebie. Pomału - ale odczuwam siebie w sobie...

Tak czy inaczej to było doświadczenie trudne, bo nawet sny były jakby przeciw mnie, pełne lęku, ciągłych pobudek..

Jednak to doświadczenie wiele mnie nauczyło. Po pierwsze uszanowałam ten wewnętrzny lęk i dałam mu możliwość aby wybrzmiał, nie gnoiłam siebie, nie deptałam siebie.. Tuliłam. Tak. Mocno siebie tuliłam.. I byłam sama ze sobą tak blisko - jak możliwe jeszcze nigdy..

Teraz kiedy to wszystko mija mam wrażenie jakbym budziła się z jakiegoś koszmarnego snu.. Niestety to nie był sen.. A życie -  które wreszcie zrozumiałam, że nie da się na nie przygotować. Ale któremu można pozwolić w sobie wybrzmieć.

I nawet ten cały post jest taki niezgrabny, bo jeszcze zerkam w stronę drzwi,  czy aby nikt się nie wkrada, rozpraszając przez to moje myśli.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję, że chcesz towarzyszyć w mojej osobistej wędrówce. Każde słowo pozostawione w tym miejscu, jest dla mnie ważne i cenne. Zapraszam i czuj się jak u Siebie :)