wtorek, 1 grudnia 2015

PRZEDŚWIĄTECZNOŚĆ



Cały miniony miesiąc przyglądałam się mojemu uzależnieniu; temu wszystkiemu co trzymało mnie na uwięzi u innych ludzi. Dużo zobaczyłam, jeszcze więcej zrozumiałam. I zazwyczaj kończyłam właśnie na tym: WIEM! I albo się zatrzymywałam w tym miejscu mojej wiedzy, albo pozostawiałam  zmiecione w jedną kupkę śmieci i biegłam dalej. Nigdy nie dokończyłam sprzątać. Wiele razy rozwalałam w przypływie złości albo raczej niemocy to co udało mi się zmieść w jedno miejsce. Wszystko dlatego, że się bałam. Bałam się zmienić, bo bałam się tego, tego i tamtego. I tak tkwiłam zapatrzona i zanurzona w marzeniach o tej pięknej mojej przyszłości, cały czas jednak tkwiąc w jednym i tym samym miejscu, które cechowała przeszłość. 



Listopad dał mi również możliwość aby odważyć się postawić pierwsze kroki, aby pójść dalej poza wiedzę. Wyjść z tego latami zasiedziałego przedziału komfortu. Nie były to łatwe kroki, bo po pierwsze nowe, dotąd napiętnowane lękiem, odrzuceniem ale w konsekwencji dawały mi poczucie lekkości i przeświadczenie, że skoro mogę uczynić to i to - to mogę uczynić o wiele więcej. Wtedy też odważyłam się spojrzeć w dotąd jeszcze pozamykane zakamarki mojego życia, których tak mocno się wstydziłam, brzydziłam i bałam, które czyniły ze mnie głupią, bezmyślną i nieporadną życiową dziewczynkę, której nie wolno z racji popełnionych błędów podnieść do góry głowy i czuć się częścią tego świata a jedynie podwładną tych wszystkich demonów mojej przeszłości. Zrozumiałam też, że pomimo tak ogromnych zniszczeń w moim życiu, tylu wydanych wyroków na mój temat, tylu szyderstw, wyśmiań, porzuceń mnie i wystawienia prawie że mojego życia na sprzedaż przez emocjonalne ubezwłasnowolnienie mnie - mogę je naprawić. Mogę je odbudować.  





Obserwacja z boku będzie nadal dla mnie ważna, jednak chcę iść dalej, stawiać kolejne kroki. Dlatego właśnie grudzień będzie miesiącem działania. Takiej przedświątecznej sprzątaniny. Dokończenia spraw przed którymi uciekałam całe życie i za które to niepowodzenia winiłam innych. Bycie odpowiedzialnym za swoje życie. Nie da się raczej wykładać matematyki na studiach nie znając tabliczki mnożenia. Można udawać co prawda, ukradkiem liczyć na kalkulatorze lub telefonie - ale to męczące i pełne napięcia i strachu, że ktoś przyłapie w końcu, wyśmieje, zwolni. Tak też ciężko wejść w dorosłe życie nie nauczywszy się bycia dzieckiem, nastolatkiem. Oczywiście możliwe - ale strasznie męczące, owiane lękiem, strachem że w końcu ktoś się pozna. Zresztą wystarczająco długo żyłam w taki sposób. Mimo nadchodzących mrozów wierzę, że tymi działaniami uda mi się zbudować most łączący całe moje życie, dzięki któremu będę mogła bez obaw iść do przodu nie uciekając i nie bojąc się przeszłości. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję, że chcesz towarzyszyć w mojej osobistej wędrówce. Każde słowo pozostawione w tym miejscu, jest dla mnie ważne i cenne. Zapraszam i czuj się jak u Siebie :)