sobota, 2 stycznia 2016

BEZRADNOŚĆ



Wystawała, przebijając się przez ogrodzenie jednego z Ogródków Działkowych w Warszawie. Było wtedy piękne czerwcowe popołudnie, 2010 rok. To były chwile, tylko dla mnie z aparatem przewieszonym na ramieniu, z wystawioną twarzą do zachodzącego słońca. Niestety dziś tak postrzegam tamte chwile. Wtedy widziałam je inaczej..

Wtedy chodziłam dla zabicia czasu, aby choć na chwilę zapomnieć o samotności, która przebijała moje serce. Wtedy każda sekunda bycia tylko ze sobą - była piekłem, była wszędobylskimi lustrami, na których z każdej strony widziałam napis: "Jesteś do niczego!; Nikt cię nie chcę! Nie nadajesz się aby Ciebie pokochać!" Wtedy ciągle postrzegałam moją wartość przez ludzką aprobatę, przez bycie z kimś lub chociaż bycie obok kogoś. Momenty bycia tylko ze sobą były momentami, kiedy czułam się jak gnój, jak śmieć, jak dziwka, której twarzą było to, co ma pod majtkami. 




Zatrzymałam się przy niej i czułam jak coś się we mnie łamie. Z jednej strony chciałam uciec, potem w tych głupich drwinach z samej siebie szeptałam coś do siebie o pięknym zdjęciu jako wyrazie sztuki o tym o tamtym - ale tak naprawdę dotarło wreszcie do mnie, dotarło rozrysowane czarno na białym - że tak właśnie wygląda moje życie. I co bym nie mówiła, jak bym nie obrabiała tego zdjęcia - to jestem tam ja. Byłam wściekła na cały świat, na samą siebie, na ludzi, że... - że do jasnej cholery nie jestem tymi patykami ale Różą.

Co było dalej? Zwykłe chwilowe postanowienia; rozrzutne hasła wypisywane na kartach, pamiętnikach. Te pragnienia zmiany Siebie, kochania, szanowania. A po chwili kolejne nic, kolejna stagnacja, nawet cofanie się, kolejne emocjonalne skulenia w sobie  w strachu przed innymi i kolejne przykrywanie się patykami, które to nieliczne udało mi się nawet przełamać i odrzucić na bok.

O bezradności - mojej bezradności a dokładnie o mnie bezradnej słyszałam całe dzieciństwo, dorastanie a nawet wtedy kiedy zaliczałam się już do ludzi dorosłych. "Bezradna" - to moje drugie imię, czasami nawet pierwsze. Śmieszne, infantylne, głupie - bez względu jak kto by tego nie nazwał - ja żyłam w przekonaniu, że bezradnym jest się do końca życia, że nic nie da się już z tym zrobić. Koniec. Kropka. 

A jednak. 1,5 roku temu słuchałam jak Brian Tracy opowiada o bezradności nie w kategoriach Matki Guru a wręcz plamie oleju rozlanym na stole. Wreszcie po tylu latach dotarło do mnie, że bezradność można zlikwidować, może nie od razu i nie wszystkim co  wpadnie w ręce ale można. 
Od tamtej chwili  odzwyczajam się od bezradności. I nawet nie sposób opisać ile tego we mnie było - i jest ciągle. Ile tej życiowej wmówionej stagnacji znalazło sobie ciepły kąt w moim życiu; ile zmarnowałam okazji w życiu; ilu straciłam cudownych ludzi; ile kilogramów talentu, potencjału i mądrości nie zostało wykorzystane - bo żyłam w przekonaniu, że za słowami wypowiadanymi przez innych nic nie istnieje, że muszę pozostać tu gdzie jestem z tym: "nic nie jesteś warta"; "nic nie umiesz"; "nic nie osiągniesz" itd... 

Cały grudzień upłynął mi pod hasłem: "Działanie". Na początku oczywiście były ambitne ponad miarę, jednak początki miesiąca szybko je zweryfikowały. Zaczynałam kilkakrotnie układać choćby mój plan dnia; wypisywać priorytety, zadania do wykonania. I to w szczególności na tych prostych i błahych czynnościach dnia codziennego najwięcej się nauczyłam. I to dzięki nim uwidoczniła się bardzo moja bezradność. Zaczęła się mozolna praca nad sobą. Takie państwo w państwie. Pracując na sobą całościowo musiałam pracować szczególnie mocno nad poszczególnymi przywarami różnie to określane jako: "z lenistwa"; "z niechcenia" "z braku odpowiednich środków, pieniędzy, ludzi i możliwości". Zrozumiałam, że to nie lenistwo, nuda czy brak czegoś - ale strach, wewnętrzne lęki no i ta cholerna bezradność trzymały mnie  uwięzioną za mnóstwem starych ale mocnych gałęzi.

To zdjęcie jest dla mnie bardzo symboliczne i bardzo moje, nie tyle przez bycie jego autorem ale przez wizualną więź z moim wewnętrznym "ja".  Za każdym razem zatrzymuję się na chwilę, kiedy natykam się na niego. Kiedy je robiłam, kiedy naciskałam spust migawki wewnętrznie żyłam zamknięta w wysokiej wieży, w zamku otoczonym bajkową krainą ludzi, zwierząt, rycerzy i księżniczek. To właśnie świat, jaki widziałam z okna zamkowej wieży:


NIEDOSKONAŁOŚĆ:
 

"(...)Prosiłam w modlitwach o inny scenariusz,
Wierzyłam, że miłość zawsze jest do końca,
Może poszarpana, może cała w łatach, ale zawsze wierna jak pies zostawiony przy pobocznym słupie..
Wierzyłam też w ludzi, w ich szczerość i prawdę, w dobro, które ponoć w każdym jest człowieku..
Wierzyłam w marzenia, te tak wręcz banalne, na przekór mądrości, tradycjom i szeptom..

Wierzyłam też w życie, że nie jest przypadkiem, że każdy narodził się by móc spełnić misję.." (R.)


14 komentarzy:

  1. Zdjęcie naprawdę wywołuje dużo emocji i nie dziwie Ci się, że przypomina Ci o tym jaka kiedyś byłaś.
    Dobrze, że zdecydowałaś się na walkę i powoli zmieniasz swoje myślenie i siebie.
    Życzę Ci, żeby ten rok był dla Ciebie bardzo dobrym rokiem, pełnym zmian, radości, szczęścia i pokonywania swoich leków i pamiętaj "life is for the living" :)
    A tak przy okazji, to cudna piosenka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za życzenia, mocno w nie wierzę a do tego układam już scenariusz jak zrealizować Twoje życzenia w moją stronę, których to ja też sobie życzę:) Pokonywanie lęków - tak, to chyba jeden z głównych składników poczucia spełnienia. A piosenka? Tak - to dla niej wróciłam do klasycznego szablonu, aby mogła wybrzmiewać :) Pozdrawiam ciepło.

      Usuń
  2. Życzę Ci, abyś wyrosła ponad te patyki :-) Może się okazać, że jesteś różą pnącą i potrzebujesz tylko odrobiny słońca, aby wspiąć się aż do nieba!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak przeczytałam Twoje słowa zatrzymałam się na chwilę i po raz kolejny dostrzegłam jednośladowy tor mojego myślenia. Nie pomyślałam, że można być różą, która się pnie do góry. Bardzo Ci dziękuję za to porównanie - może faktycznie to ten właściwy kierunek mojego życia :) A Słońca życzę nam obu! Pozdrawiam ciepło, pomimo mrozów:)

      Usuń
  3. Świetne zdjęcie, takie poetyckie:)
    Czasami uświadomienie sobie, ile lat straciliśmy, ile świetnych chwil minęło nam bezpowrotnie, bo baliśmy się coś zrobić albo nie wiedzieliśmy jak, może być bardzo budujące.
    U mnie takie otrzeźwienie przyszło kilka lat temu i od tamtej pory staram się nadrabiać stracony czas..
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy czytam Ciebie, odnoszę wrażenie, że kiedyś szedłeś podobną drogą ku Samemu Sobie i zwyciężyłeś. Więc nie pozostaje mi nic innego jak podążać dalej ku górze aby móc żyć pełnią życia i prawdziwie. Wychodzi na to, że idę we właściwym kierunku:)

      Usuń
    2. Czasami lubię chwalić samego siebie, ale myślę, że jeszcze sporo brakuje mi do tego zwycięstwa. Nigdy nie osiągniemy doskonałości, ale na pewno warto do niej dążyć:)

      Usuń
  4. Piękne zdjęcie i wyobrażam sobie jakie ma dla Ciebie znaczenie, bo czuję to, o czym pisałaś..
    Zarówno Twój komentarz na moim blogu, jak i treść tej notki zrobiły na mnie wrażenie.
    Życzę wszystkiego najlepszego, zasługujesz na to :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, tylko tyle i aż tyle...
      Odwdzięczam się również życzeniami wszelkiego dobra dla Ciebie.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  5. Mówi się, że jeden obraz wart jest tysiąca słów. Może to trochę trywialne i oklepane, ale to zdjęcie róży naprawdę zastępuje tysiące słów. Jeżeli lubisz plany wspomagać obrazem, to proponuję zrobienie na nowy rok mapy marzeń - proste, skuteczne i samo tworzenie jest przyjemną zabawą :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mapa marzeń zawsze kojarzyła mi się z burzą mózgów a ta forma ćwiczenia jakoś do mnie nie przemawia. Ale aby nie pozostać bierną jednego założenia w mojej głowie, poszperałam w Googlach i o dziwo moje przypuszczenia okazały się błędne. Co prawda jedno i drugie ma w sobie wiele cech wspólnych ale faktycznie mapa marzeń zwizualizowana robi wrażenie. Dzięki za pomysł. Skorzystam, nie tyle do planów noworocznych ale równie w szczytnym celu mojej osobistej drogi:) I pomyśleć że na jutro zaplanowałam struganie kredek, które odkładam już od dawna:)
      Pozdrawiam ciepło.

      Usuń
    2. Cieszę się, że zainspirowałem :-)

      Usuń
  6. Ważne żebyś szła już do przodu, nie ma co rozpamiętywać. Połową sukcesu jest skupienie się na pozytywach i działaniu, mówieniu o tym w czasie teraźniejszy :) Stwórz mapę celów, rozbij je na mniejsze i realizuj w wyznaczonym czasie. Każdy mniejszy cel ma Cię przybliżać do osiągnięcia głównego. Postaw sobie cele konkretne, po których spełnieniu nie będzie się liczyło nic więcej, bo często mamy też takie mniej wartościowe. Pomyśl też od razu o przeszkodach jakie możesz napotkać w ich spełnianiu i wymyśl od razu ich rozwiązanie. Jak napotkasz te problemy, będzie Ci łatwiej :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziękuję za pomysły i rady. Są cenne. Korzystam z nich już od kilku lat:) Jednak wreszcie pozwalam aby życie mnie trochę zaskoczyło - nawet tą trudną sytuacją - na którą nie mam gotowego rozwiązania - bo wtedy uczymy się najwięcej o sobie samych:) Za to wolę być przepełniona przekonaniem, że co by mnie nie spotkało - Dam radę!:) I czasami też lubię mieć te mniej wartościowe cele - aby po ludzku nie zwariować:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że chcesz towarzyszyć w mojej osobistej wędrówce. Każde słowo pozostawione w tym miejscu, jest dla mnie ważne i cenne. Zapraszam i czuj się jak u Siebie :)