czwartek, 7 stycznia 2016

"W ZWYCZAJNEJ CHWILI MOŻNA ZNALEŹĆ COŚ WYJĄTKOWEGO."


      W dniu kiedy dotarło do mnie przesłanie "bezradności" w tym samym czasie dotarło do mnie przesłanie "porażki". Dotąd porażka - to jak spadający głaz z wysokiej skały, w dodatku niewidocznej. Każde działanie - miało tylko jedno rozwiązanie. Albo uda ci się wstrzelić albo zestrzelą ciebie, sponiewierają słowem, wmówią, żeś bezradna, głupia, że na niczym się nie znasz, nic nie potrafisz. Jedna jedyna szansa: "Masz zrobić to dobrze." Tyle!

I nagle w głośnikach usłyszałam, że Thomas Edison nie odniósł porażki po prostu odkrył 10.000 błędnych rozwiązań. Tak, to było jak noworoczne papieskie przesłanie usłyszane w całym szeleście słów w moim ojczystym języku, który zrozumiałam z dokładnością każdego detalu, w którym zrozumiałam wszystko to co zostało wypowiedziane między tym, co wypowiedziane nie zostało - i to nie przez fakt bycia kobietą, ale z faktu emocjonalnej jasności, jaka wdarła się siłą po tylu latach do mojego mózgu.



Poczułam się jakby ktoś tym jednym zdaniem odsunął te dotychczasowe głazy, dzięki czemu mogłam po tylu latach wyjść z tej jaskini głazowych porażek zamieniając słowo "porażka" na "błędne rozwiązanie".

Życie naprawdę nabrało od tamtej pory dla mnie innego wymiaru. Działanie było niczym innym jak eliminacją błędnych rozwiązań. Strach zaczął pomału słabnąć na sile. Kiedyś mnie przerażał - bo wiedziałam, że mam tylko jedną szansę. Sama ta świadomość była wielkim ograniczeniem. Teraz dostałam całą paletę szans. Mogłam strzelać do woli, wiedząc, że nie mam limitu i wiedząc, że za którymś razem wstrzelę się właściwie.

Chwila, która dopięła moje przekonanie o słuszności i potrzebie porażki dała mi coś jeszcze, jakby odkryła przede mną malutką część, która dobrze dokręcona pozwala tej machinie kręcić się we właściwym kierunku a tym samym wskazywać zawsze ten właściwy kierunek.

Zawoziłam dziecko do przedszkola, odbierałam. Wracałam, jechałam po niego. I tak cztery razy dziennie, za każdym razem korki i ta walka z czasem ile tym razem się spóźnimy ile będziemy wracać w godzinach szczytu. Postanowiłam poszukać alternatywnych dróg - choćbym miałam nadrobić kilometrami ale aby nie stać i nie tracić czasu. Znalazłam pewien objazd na mapie. Byłam pewna, że nauczyłam się go na pamięć. Pojechałam. Zostawiłam za sobą jeden korek, drugi. I nagle droga która  widniała na mapie, w niczym nie przypominała tej, w którą właśnie wjechałam. Pole, łąki i nagle koniec drogi. Wielki kolczasty płot i brama z napisem "Wojsko Polskie". Zerknęłam w lusterko, dziecko usnęło. Kwestia czasu nie miała też wtedy znaczenia, bo wracaliśmy do domu. Mogłam pozwolić sobie na wszystko. Najpierw się rozbeczałam jak mała dziewczynka dowalając sobie jednocześnie jaka ja bezradna jestem, jaka niezdarna, jak nic nie potrafię, że taka, owaka, że cała do dupy. Ani ze mnie matka, ani dorosły. No nic. Jedno wielkie nic. I jeszcze ten napis, drukowanymi dużymi literami: WOJSKO POLSKIE jak twarz surowego ojca patrzył na mnie i jakby posyłał ironiczny uśmiech z wiązanką słów: "I co. Nie dałaś rady! Wiedziałem, że nie dasz rady!" Wysiadłam z samochodu. Po chwili zorientowałam się, że teren Wojska to tak naprawdę teren Lotniska. Uwielbiam samoloty. Lotnisko od zawsze dawało mi poczucie wolności, siły i jakby oddawało mi moją prawdziwą osobowość. I to była ta pamiętna chwila, ta śrubka, która została dokręcona.
Moja droga, która zakończyła się przed wojskową bramą nie okazała się porażką, ale błędnym rozwiązaniem, które mogłam wykreślić z mojej listy, co pozwoliło mi zbliżyć się o jeden krok do właściwego rozwiązania. To błędne rozwiązanie wtedy, okazało się być właśnie tym pytaniem, które nachodziło mnie w momencie powrotu do jaskimi po nieudanym strzale: "ciekawe, co by się stało, gdybym użyła tamtej a nie tej strzały? Ciekawe czy wtedy bym trafiła?". Dzięki temu, że stałam trzymając w emocjonalnych rękach błędne rozwiązanie mogłam odpowiedzieć sobie na to pytanie, postawić kropkę i nigdy więcej nie tracić czasu na zastanawianie się co by było gdyby.. Sprawdziłam. Skrótu nie znalazłam, znalazłam za to bramę z napisem WOJSKO POLSKIE!  Tyle i aż tyle, bo dzięki temu mogłam zawrócić do głównej drogi i szukać dalej.

Wypróbowałam jeszcze wiele dróg i ulic. Żadna nie okazała się alternatywą.  Rozwiązanie znalazłam  wynajmując mieszkanie nieopodal przedszkola - ale każda kolejna próba i każde kolejne błędne rozwiązanie sprawiły, że poznałam tamto miasto jak własną kieszeń. I mimo, że już tam nie mieszkam, to za każdym razem jak tam jestem i jak w oddali mijam ogrodzenie Wojska zawsze uśmiecham się i przepełnia mnie duma, bo z perspektywy czasu wiem, że tamta brama była moim największym sukcesem, ofiarowując mi całą paletę rozwiązań.

Od tamtej chwili traktuję porażkę jak zabawę w ciepło-zimno z dziecięcego podwórka. Co prawda na początku słyszę wielokrotnie w głowie: "zimno, zimno, zimno, ciepło, znowu zimno, zimno...." aż za którymś razem zazwyczaj w najmniej oczekiwanym momencie słyszę: "GORĄCO!  JESTEŚ U CELU! PROWADZIŁ SIĘ KRZYSZTOF HOŁOWCZYC!"

16 komentarzy:

  1. Niełatwo znaleźć najlepsze rozwiązanie, ale jaka potem jest radość i satysfakcja, gdy się w końcu uda ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. I chyba o to chodzi. Pamiętam ile było frajdy w zabawę w chowanego a ile radości jak udało się wszystkich znaleźć:) To chyba podobnie. Kwestia jak będziemy postrzegać "problemy" a co za tym idzie "porażki".
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiesz, miałam kiedyś takiego wykładowcę, który często powtarzał nam, że porażka to odwleczony sukces - z perspektywy czasu doszłam do wniosku, że coś w tym jest...

    OdpowiedzUsuń
  4. Chyba potrzeba czasu, osobistych doświadczeń aby niekiedy te odwieczne mądrości z wiedzy przemienić w czyn,w rozumienie sercem a nie jedynie umysłem. Tak było na pewno u mnie. Wiedzieć to jedno a doświadczyć i zrozumieć sercem to drugie. Na szczęście drugie okazało się większym dobrem niż pierwsze:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo mi się ta opowieść podoba. Wiele osób też ma takie bramy z jakimś napisem. Porażka jest bardzo potrzebna, dzięki niej dowiadujemy się o sobie więcej, niż osiągając sukcesy. Tylko z porażki należy się uczyć, wyciągać wnioski, wtedy można zajść naprawdę daleko. Edison, chyb największy współczesny wynalazca, jest tutaj świetnym przykładem. Słyszałem, że już można znaleźć szkoły, gdzie uczą "obchodzenia się z porażką". Niestety, w większości szkół, ktoś, kto poniósł porażkę uważany jest za gorszego i głupszego :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak napisałeś, niestety szkoła czyni wielkie spustoszenie w pojmowaniu porażki a przez to tak często w dorosłym życiu postrzegamy sami siebie w kategoriach gorszych, głupszych. Medialna machina obecnego życia sprawia, że chcemy dużo, szybko i najlepsze; że brakuje nam czasu na przemyślenia, na wyciąganie wniosków. I chyba kwestia uczenia się na porażkach to kwestia świadomości dokąd chcę dojść i w jakim celu.. A szkoły zajmujące się porażką? Ciekawe. Nie słyszałam. Pozdrawiam :)

      Usuń
  6. Czasami trzeba bardzo dużo razy próbować, żeby się udało, ale na pewno warto.
    Wielu ludzi porażki zniechęcają, a przykład Edisona pokazuje, że porażki są niezbędne, by odnieść sukces.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego też lubię pochylać się nad biografią ludzi odnoszących sukcesy. Lubię czytać o ich krokach w dochodzeniu do założonego celu. Większość ludzi uważa, że ci którzy odnieśli sukces - odnieśli go za pierwszym razem. Nie mówi się głośno o dochodzeniu do sukcesu o potknięciach, upadkach, zwątpieniach. Są tylko brawa, medialność na salonach i tyle. Często nawet nie mówi się, ile czasu zajęło danej osobie dotarcie do wytyczonego celu. Są flesze, celebryci i sukces. Nawet nie człowiek a jego SUKCES. Na szczęście ostały się księgarnie i biblioteki :)

      Usuń
  7. No i super - tak właśnie myślą wielcy ludzie :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kilka wyrazów - a potrafią oddać więcej niż cały mój wpis :) Dziękuję:)

      Usuń
  8. Kiedy nachodzą mnie myśli typu "nie dasz rady" staram się pamiętać, że inni dają radę. Skoro ktoś tam się nie boi to dlaczego ja mam się bać? A jak nie wyjdzie to jakie to będzie miało znaczenie za 5 lat?

    A historia Edisona, Andersa czy Disneya to najwspanialszy dowód na to, że porażki nie istnieją :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Andersie i Disneyu nie czytałam - ale zaciekawiłaś mnie, w najbliższym czasie sięgnę po ich życie. Dziękuję:)

      Usuń
  9. Czytam i czuwam przy Tobie:)
    K.

    OdpowiedzUsuń
  10. Reniu podziwiać Ciebie za wytrwałość, za nazywanie rzeczy po imieniu, za odnajdywanie samej siebie. Naprawdę nie każdy potrafi tak robić, ją sama nie umiem a może nie chce nazywać rzeczy po imieniu z jakiejś obawy, własnego leku. Ale to co dały mi twoje słowa to to by nie npatrzec e przeszłość i iść do przodu, pomylisz się to nieważne, idź dalej im dłużej będziesz szukać odpowiedniej drogi tym mniej się będziesz mylić przy jej odnajdywaniu bo błędy jakie popełniłaś pozostaną w twojej głowie i już nigdy ich nie popełnisz. To tak jak z Twoją pomyłką, raz zabladziłaś ale już zawsze wiedzialaś, że skręcenie w tamtą drogę nie doprowadzi do celu, lecz jednak z drugiej strony przybliży do rozwiązania, bo z tych 10 opcji jedną mniej miałaś do sprawdzenia i zostało ich tylko 9... Pozdrawiam.
    P.s. imię masz ładne. Ją też długo do swojego nie umialam się przyzwyczaić. Czułam się jak stara baba taka typowa urzędniczka. Dopiero z czasem przywykłam i zdanie zmieniłam, zależy kto i jak Twoje imię wypowie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Dziękuję, Twoje słowa wiele dla mnie znaczą. Masz rację, wytrwałość okazała się chyba najlepszą podporą w tej drodze po Siebie, kiedy nie raz upadałam. A raczej kiedy setki razy upadałam. A imię? To tak jak piszesz, potrzeba czasu, zmiany własnego podejścia i uczenia się akceptacji tego na co nie mamy wpływu. Wydaje mi się, że to gdzieś się "ułoży" w mojej głowie jak poukładam resztę życiowego chaosu z przeszłości. Ale świadomość, że Tobie się to udało - to wielka przestrzeń do dążenia w tym samym kierunku:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że chcesz towarzyszyć w mojej osobistej wędrówce. Każde słowo pozostawione w tym miejscu, jest dla mnie ważne i cenne. Zapraszam i czuj się jak u Siebie :)