piątek, 19 lutego 2016

POZNANIE PRAWDY NIE JEST TAK WAŻNE JAK TO CO Z NIĄ ZROBISZ.


Przebij się przez to.
Ból? Będzie zawsze. Pamiętaj. Nigdy nie zniknie. A jeśli zniknie to nic nie będzie mieć już sensu.
Przebij się. Na drugą stronę. Uderz z całych sił w tę ścianę, w ten cholerny mur.
Nie, on nie jest twardy. On da się rozbić, rozkruszyć.
Musisz tylko w to uwierzyć. Musisz uwierzyć, że jesteś w stanie tego dokonać, choćby nogą jak z Twoich – naszych marzeń, kiedy zamknięte w pokoju ćwiczyłyśmy w myślach karate aby zagłuszyć krzyki dobiegające z kuchni.
Wal z całych sił, aż się zmęczysz, aż rozkruszysz ten cały Twój dziecięcy lęk, który zbudował ten przeklęty mur.

I co? Co widzisz? Jasno nie?
 I ten blask słońca…
I ta poranna cisza…

Naprawdę uwierzyłaś, że to wszystko nie miało sensu? Wartości? Swojego przeznaczenia? Naprawdę byłaś przekonana, że trzeba tylko dobiec do mety? Tylko tyle, że potem już nic, że to wszystko ot tak się rozpływa? Naprawdę myślałaś, że tamto cierpienie było tylko po to, aby Cię zgnoić, upodlić, wyśmiać i zdeptać? Naprawdę?

Pamiętasz tamten ciągły chaos? Te ciągłe zmiany zdania, kary? Pamiętasz to? A pamiętasz Twój strach, kiedy nie wiedziałaś co się zaraz wydarzy: czy ktoś Cię zgnoi czy się do Ciebie uśmiechnie. Pamiętasz – widzę to w Twoich oczach. Tak szczerze nie wiem jak to znosiłaś, jak mimo wszystko potrafiłaś żyć jakby nie działa się żadna tragedia a zwykła kłótnia o zostawione brudne skarpetki ojca na fotelu.  Ale dzięki Twojej determinacji i tej umiejętności życia ponad ciągłą niewiadomą dnia obecnego, ponad permanentną zmianą zdań, odbierania nagle powodów do radości, zmieniania zdania z pochwalnych na karzące – ja dzisiaj mogę stawać twarzą w twarz z chorobą mojego dziecka, z brakiem konkretnych diagnoz, z tą świadomością, że nadzieja lepszego jutra, w każdej chwili może mi zostać odebrana. Mogę dzisiaj toczyć walkę o jego zdrowie a może i życie nie czekając na nikogo, kto mógłby, powinien lub musi stać obok jego szpitalnego łóżka.

A pamiętasz tamtą biedę? Te zakłady, kto znajdzie więcej pustych butelek w przydrożnych rowach i kto pierwszy pobiegnie do mamy aby powiedzieć jej, że nie musi się już martwić, bo dzięki tym butelkom będziemy miały już zaraz chleb – taki świeży, chrupiący i jeszcze zostanie na masło? Pamiętasz, prawda? Takie wspomnienia nigdy nie blakną.

Uważasz, że dziś jestem bogata?

Hmm, jestem bogata. Nie nie, nie bogata w papierowe banknoty – bogata w możliwości, jakie stawia mi życie. Dziś, dzięki tamtym butelkom potrafię położyć na stole taki sam chrupiący chleb i dziękować za niego Bogu, jak mało kto, bo krojąc widzę tamten kuchenny stół i mamę, która ociera łzy i tuli nas do siebie. I jej uśmiech, kiedy patrzy na nas zajadające się tym dla wielu zwykłym chlebem. Tamte butelki nauczyły mnie szukanie rozwiązań choćby tych marginalnych ale rozwiązań a nie skupiania uwagi na trudnościach;

Uśmiechasz się – widzę..  Zastanawiasz się pewnie, czy coś jeszcze powiem? Czy powiem o tym, o czym teraz myślisz?

Tak. Nie sposób przejść obojętnie obok tej woni alkoholu, która wchodziła w każdą szparę ściany, podłogi, nawet dywanu; obok tej przeogromnej pustki, tej mgły wręcz czarnej od natężenia niebycia duszy mimo ciała i serca, które przecież biło; nie sposób tak po prostu pójść nie potykając się o jego przejmującą obojętność.
Wiem, nie chcesz tam być; nie chcesz wąchać, patrzeć i nie chcesz już czekać na niego – ale widzisz on nam jednak coś dał wtedy. Wiem – co chcesz powiedzieć – ale dał nam coś o czym nie mogłaś wtedy wiedzieć. Jego alkoholizm dał nam siebie nawzajem. To nasze prawdziwe „ja” nasze dzisiejsze „my”.

Nie rozumiesz? Usiądź. Nie wstawaj. Obiecuję, nie będzie już bolało.

Wiesz, on dał to wszystko Tobie a Ty z mocą dziecięcego serca zbudowałaś z tego Mnie.
Dał Ci pudełko. PUSTE PUDEŁKO. Dał Ci po prostu PUSTKĘ którą zamknął w szarym pudełku, po czymś i kazał Ci to wynieść do śmieci, kiedy  Ty czekałaś na prezent, który Ci obiecał zanim wziął do ręki pierwszy kieliszek. Tak, pamiętam. Rozpłakałaś się,  wybiegłaś, schowałaś głowę w sierść psa i czekałaś, że on po Ciebie przybiegnie. Weźmie Cię na kolana, przytuli, przeprosi, powie do Ciebie: „Moja Księżniczko”. Ale on nie przyszedł. Nie był w stanie wstać z krzesła. A po chwili nawet nie pamiętał, co kazał Ci przed chwilą zrobić.

Znalazłam to pudełko niedawno. Nie wyniosłaś go na śmietnik ale trzymałaś u siebie w szafie z ubraniami. Chciałaś zrobić mu na złość, prawda?
Dziwisz się, że nie było puste? Było zapełnione po brzegi.
 Czym? Naprawdę nie pamiętasz co w niego wkładałaś?

A pamiętasz te wszystkie marzenia? Tak, właśnie te;
A pamiętasz te wszystkie wyznaczone szlaki, nieodkryte miejsca, te plany na każdą chwilę życia?;
A ten napis: „NIEMOŻLIWE, NIE ISTNIEJE”, który krzyczała każda komórka Twojego ciała, którego nauczyłaś się na pamięć   nie głową a sercem? Jak szłaś z odwagą po swoje łamiąc jednym uśmiechem te ludzkie „niemożliwe”. Naprawdę o tym zapomniałaś?
A ten upór? Tą walkę zawsze do końca o to czego pragnęłaś, choćbyś musiała zaryzykować własnym życiem, samotnością i byciem wykluczoną i naznaczoną? Upór był Twoją tarczą, która odpierała wszelkie ataki, chroniąc cel i sens wędrówki po dane marzenie.
A ta ciekawość świata, odmienności, kultur, zwyczajów, języków,  którą tam udało Ci się również upchnąć. Ona wystawała najbardziej, wiesz?  To przez nią w głównej mierze, to pudełko tak bardzo mi przeszkadzało, że postanowiłam je wreszcie otworzyć i zrobić porządek z tym co było w środku.

Teraz już rozumiesz? Czy teraz widzisz jak wiele On nam wtedy dał? On nie zmarnował nam życia, może nie dał nam miłości własnej, tej ojcowskiej na którą czekałyśmy całe życie – ale dał nam coś, co okazało się mieć większą wartość – dał nam - dał mi prawdziwą miłość mnie samej. Nauczył mnie co to znaczy kochać siebie prawdziwie. Nauczył mnie co to kochać Ciebie.

Zrobiłam miejsce we wnęce pokoju. Pomożesz?
I co? To dla nich idealne miejsce, nie?  Choć Upór postawiłabym obok Ciekawości.
A Niemożliwe przesuń trochę w prawo - i szlaki oprzyj o łodygę kwiatka .

To co? Wyrzucamy wreszcie pudełko do śmieci?
Masz rację o wiele lepiej wygląda to wszystko na półce niż w szarym pudełku…
Czyż nie jesteśmy bogate? No sama przyznaj?





7 komentarzy:

  1. Witaj. Przyznaję, że jesteś odważną kobietą. Lecz sama odwaga, nie opiera się tylko na opisie, swej przeszłości, czy też teraźniejszości. Opiera się też, miedzy innymi, na okazaniu i oddaniu swych uczuć. Opiera się, na jej dostrzeżeniu i zrozumieniu. A, jej przekaz w taki sposób, w jaki ją przekazujesz jest szczerością. Pięknie napisane. Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie gniewam się. Tym bardziej,że czytanie czyiś blogów i ich komentowanie, nie jest żadnym obowiązkiem. Dlatego jestem tobie wdzięczny,za to że mimo twoich trudności starasz się odczytać moje słowa. Pozdrawiam nadal ciepło.

    OdpowiedzUsuń
  3. Przyjemnie jest na twoim blogu, ciekawie piszesz ale rozprasza mnie muzyka, bo lubie czytac w ciszy i skupieniu. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Muzykę możesz zawsze spauzować. U góry masz pasek odtwarzania muzyki, po jego prawej możesz zatrzymać a po lewej możesz regulować głośność muzyki. :) Pozdrawiam!

      Usuń
  4. Dziś jestem w kiepskim nastroju więc nie dociera do mnie nawet najbardziej pozytywny i motywujący wpis.
    Wierzę jednak, że możemy dużo, bardzo dużo, musimy tylko chcieć i wytrwale dążyć do celu, a wszystko, co nas spotyka - traktować jako coś naturalnego, coś, co dzieje się z jakiejś ważnej przyczyny ;]
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. witaj. przypuszczam, że długą drogę przeszłaś, skoro jesteś w tej chwili w stanie tak logicznie, z uczuciem wszystko w pokoju poukładać, wyjąć z pudełka. nie każdy do potrafi, nie każdy da sobie szansę dojścia do takich wniosków. w tym Twoja siła. życzę Tobie i Twojemu dziecku, byście mieli szansę do takiego tworzenia Waszego wspólnego świata, w którym nie będą potrzebne tak wielkie porządki. żeby wszystko było klarowne i bez niedomówień... bez obecności szpitalnego łóżka. pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  6. Podobnie jak u Safy, znajduję u Ciebie wiele cennych refleksji, dlaczego cennych? Bo bezpośrednio u źródła mogę poznać to , co nie było mi dane (choć akurat tego nie żałuję)i spróbować zrozumieć, a piszesz pięknie i bez nadmuchania...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że chcesz towarzyszyć w mojej osobistej wędrówce. Każde słowo pozostawione w tym miejscu, jest dla mnie ważne i cenne. Zapraszam i czuj się jak u Siebie :)