środa, 9 marca 2016

Ten zwyczajny zwykły dzień

Gdybym nadal tkwiła w starym systemie myślenia i postrzegania świata a przede wszystkim siebie, nigdy nie odważyłabym się na napisanie tego co zawarłam chociaż w samym tytule. Jutro 10 marca będę mogła jak to mam w zwyczaju, wbiec na chwilę do pustego kościoła od kilku lat na Freta w Warszawie i szepnąć aby nikt oprócz Niego nie usłyszał: "Dziękuję".

12053 dni temu przyszłam na ten świat. Nic nie pamiętam - a może tylko nie wiem, że nie pamiętam. Urodziłam się również w czwartek 10 marca o godzinie 9.15. Nie zagubiłam się w nawale urodzonych niedawno dzieci, dzięki jednej żyłce, która była mocniej zarysowana na moim nosie a która jest ze mną do dzisiaj. To po niej moja mama miała pewność, że ja to właśnie ja. Tamtego dnia dzień trwał 11 godzin i 23 minuty. Mój pierwszy dzień życia trwał aż 11 godzin i 23 minuty.

A potem żyłam. Jak? No cóż. Tak jak potrafiłam najlepiej. Tak jak dyktowało mi moje ciało, rozum i serce. Nie raz wybierając tylko jedno z nich wpadałam w dziecięce i młodzieńcze tarapaty. Nie raz rzucałam się z moją ufnością w przepaść, wierząc bezgranicznie, że przecież ktoś mnie złapie, ocali, albo w nadmiarze darzących mnie uczuć skoczy za mną w czeluście mojego światopoglądu.
Uwielbiałam swoje dzieciństwo. Oczywiście to w mojej głowie, bo to zewnętrzne z każdym dniem stawało się coraz bardziej szare i głośne. Jednak to moje było cudowne. Stawałam się tym, kim pragnęłam być; szłam tam gdzie zamarzyłam pójść; robiłam to, co po prostu chciałam robić. Tak, po prostu. Bez analiz dorosłego człowieka, bez zastanawiania się, bez patrzenia pod nogi, czy nie leżą gwoździe, odłamki desek czy wystające kamienie o które mogłabym pociąć moje stopy.
Jako dziecko marzyłam aby uciec z domu. Znalazłam nawet starą szopę do rozbiórki i pomyślałam, że to będzie moja własność w której nikt mnie nie skrzywdzi, jednak sama myśl o tym, że mogło być mi zimno sprawiła, że zostałam w rodzinnym domu. Ale uciekłam, wiele lat później. Może nie całkiem w filmowym stylu, bo połowicznie za pozwoleniem ojca i za niezgodą matki, która stała w drzwiach i kategorycznie zabraniała mi wyjść. Marzyłam również aby brać narkotyki, aby doznawać tych tak spektakularnych odlotów, bycia na haju czy rozmawiania ze słoniem, który stoi na drewnianym płocie. Tego jednak nie zrealizowałam. Choć dzieliło mnie dosłownie 0,5 punktu na wynikach z egzaminu na Uczelnię w Piotrkowie Trybunalskim gdzie po dostaniu się byłam co prawda z perspektywy czasu ale pewna, że wpadłabym w towarzystwo, które może i zaprowadziło by mnie na sam dół ludzkiej rozpaczy. Na szczęście nie zaprowadziło.
Mój pierwszy pamiętny pocałunek, był przypadkowy i jak to bywa najczęściej nieudany. "Ty nie umiesz się całować z języczkiem - usłyszałam pod tym ciężkim grubym kocem, pod którym znaleźliśmy się wylosowani przez plastikową butelkę" Ale on też tego nie potrafił - więc byliśmy kwita. Ciężko oczekiwać po 12latce tamtych czasów, wychowanej pod srogą kontrolą rodziców w wiosce gdzie wzajemna wymiana informacji okazywała się szybsza niż dzisiejszy fb czy messenger aby znała tajniki tak mocno strzeżonej tajemnicy jaką był seks, uważany za świętość dla wybranych a grzeszność i wykluczenie dla pozostałych.   Przechodziłam w tym moim życiu przez tysiące stadium rozwojowych, poznawczych, kulturowych. Od żądnej rozkoszy ciała po tym jak chwile po nieudanym pocałunku poczułam chłopięce ręce między nogami, na szczęście lub i nie zasłoniętymi spodniami po wręcz ludzką fiksację bycia ponadczasową świętą, która podpisywała krucjaty czystości, trzeźwości; która każdą wolną chwilę spędzała w kościele, wygłaszając przesłania, które miały zbawić grzeszność ludzi, aby w niecałe trzy miesiące pod wpływem z pozoru oddanych przyjaciół wejść bez żadnej zgody w odrzwia satanizmu i uciekać czym prędzej od drzwi kościołów.
A potem były góry, Podkarpacie a potem były jedno studia, drugie; jedna obrona, druga. A potem pojawiła się Warszawa i tamta Róża. A potem pojawił się on a potem zniknął, tak z dnia na dzień. Zostawił pustkę, którą wypełniałam pięć lat łzami, wspinaniem się na szczyt, ku samej sobie. A potem powstał ten blog. A dzisiaj widzę całą panoramę tego co za mną. Mojego życia.

I powiem Wam, że jestem Bogu wdzięczna za nie, choć jeszcze wczoraj ścierałam łzy z mojej twarzy, wykrzykując Mu, że w wielu momentach był niesprawiedliwy. Wieczorem pozwalając aby woda zmywała ze mnie niemoc, zrozumiałam wreszcie sercem to co wydawało mi się, że rozumiem od dawna. To co dziś tak bardzo boli, jutro może zacząć prowadzić mnie do miejsca w którym poczuję na sobie falę szczęście; to co dziś rozchyla kąciki mych ust w wyrazie uśmiechu i zachwytu, jutro może pociągnąć za sobą sznurek na którym zaczepiona jest nadzieja i ta dzisiejsza wiara i strącić ją w otchłań ludzkiego znienawidzenia.
Życie jest tajemnicą, która ujawnia się najczęściej w nietuzinkowy sposób; która obchodzi nasze życie nieraz wielokrotnie nim zasiądzie spokojnie na progach naszego domu. A my chcielibyśmy tak wszystko na już; jednorazowo; często chętni zagarnąć tylko kawałek aby coś mieć, aby coś znaczyć. A życie jest przestrzenią, w której mogą i wydarzają się cuda, a których my nie jesteśmy już w stanie zauważyć, bo nie pasują do naszego dawno wyrytego w głowach scenariusza najczęściej zaczerpniętego z tego co odniosło furorę, sukces, uznanie.

Czy składaliście sobie życzenia z okazji swoich urodzin? Takie prawdziwe, te wyjątkowe, jakich zapewne nikt inny Wam nie złoży bo Was nie zna aż tak głęboko? Ja nigdy. Raz nawet stanęłam przed lustrem i powiedziałam jakby na siłę: "Wszystkiego Najlepszego!", ale raczej z obawy, że nikt inny tego nie zrobi niż z dobroci i prawdziwej chęci spełnienia tego.

Jeśli pozwolicie zatem?:

Droga R.
Życzę Ci tak z głębi naszego życia abyś nie pozwoliła już nigdy nikomu dać się zawrócić na drogę na której musiałabyś być zależna od ludzkiej obecności, dotyku, uznania, słowa czy gestu. Abyś wytrwała do końca na tej właściwej i w pełni Ci należnej drodze Twojej wolności nie przez siłę ale z miłości do samej siebie, z tej wewnętrznej potrzeby i pragnienia życia tak jak tego pragniesz; jak żyjesz już teraz;

Abyś nie uciekała od zranień, niepowodzeń, łez, smutku - bo na nich nauczysz się najwięcej o istocie swojego życia; jednak nie uciekając nie oznacza pozwolenia na to abyś dawała się ranić. Walcz do końca o swój należny szacunek i życie, bo walka nie znaczy nienawiść ale miłość - miłość która została Ci dana abyś  była za nią odpowiedzialna;

Życzę Ci odwagi do marzeń, bo ludzka natura niejednokrotnie wplątuje w dorosłość: niepewność; lęk o tych, dla których jesteś kimś ważnym; pewną strategię tego co opłacalne i tego z czego lepiej zrezygnować. Nie porzucaj nigdy marzeń; szukaj ich w sobie i z odwagą je spełniaj - dla siebie -dla doświadczeń i przeżyć, które niosą ze sobą a których tylko tu za życia możesz doświadczyć;

Życzę Ci zaufania pomimo. Pomimo tego czego doświadczyłaś w życiu; pomimo tego, że czasami bezpieczniej niż zaufać jest uciec i nie wrócić. Ufaj - pomimo.
I kochaj również Pomimo. Kochaj w przestrzeni ludzkiej wolności: swojej i innych. Miłość jak całe życie ma wiele odmian, smaków, kolorów, doznań i ścieżek. Odnajdź je wszystkie.

Życzę Ci głębin i wyżyn prawdziwego życia - Twojego życia  - Pomimo.




20 komentarzy:

  1. Filmik zamieszczony u dołu jest trafnym podsumowaniem tego, co powyżej. Czasami trzeba mozolnie pchać się na szczyt, pocić, złorzeczyć, żeby stamtąd zobaczyć, jak piękny jest świat i jak mali jesteśmy wobec natury...
    Wszystkiego najpiękniejszego:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) Masz rację, droga na szczyt czy to naszego życia czy zwyczajny górski szczyt nigdy nie jest łatwa. Ale warto się wspinać, złorzeczyć i pchać się przesz ciasne niekiedy szczeliny. Pozdrawiam ciepło.

      Usuń
  2. Nigdy nie czytałem tak oryginalnego, odważnego wpisu o sobie. Nigdy nie czytałem też życzeń składanych samemu sobie. Ja lubię datę swoich urodzin, ale zawsze, gdy one już są, myślę sobie, że jestem coraz starszy, że nie robię tyle, ile bym chciał.
    Z satanizmem się nie zetknąłem, bo zawsze bałem się duchów i magii, ale miałem różne fazy w życiu: religijną obojętność, głęboką religijność, później agnostycyzm.
    Mój pierwsze pocałunek też był wstydliwy i nieudany, a pierwszy seks to szkoda gadać;)
    Życzę Ci realizacji wszystkich marzeń:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twój komentarz nie odbiega szczerością i oryginalnością od mojego wpisu:) Po przeczytaniu go długo nie schodził mi uśmiech z twarzy:) Co do satanizmu to było to coś okropnego i długo się z tym męczyłam i wychodziłam z tego - i nikomu tego nie życzę. Niestety, młodość to też naiwność i wiara w dobro dla nas schowane na każdej wyciągniętej dłoni - a niestety nie zawsze ono tam jest. Na szczęście to za mną oby już na zawsze. Dziękuję za życzenia:) Pozdrawiam.

      Usuń
  3. Wszystkie Najlepszego. Aby już nigdy nie wiało smutkiem.
    Jakoś nie przyszło mi do głowy, aby sobie składać życzenia urodzinowe. Nie zliczyłam też dni życia. Czasami wspominam, jak każdy, ale te dobre chwile, bo kocham się cieszyć. Każdy człowiek ma czasem pod górkę, a nawet jak Syzyf. Co się stało, to się nie odstanie - głowa do góry, pierś do przodu i uśmiech nr 8, niechaj ludzie myślą, że jesteś najszczęśliwszą osobą na świecie.

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) Ja też nigdy przed tym nie życzyłam sobie życzeń. Może nawet gdybym przeczytała je u kogoś innego pomyślałabym, że to głupie. Ale do pewnych zdarzeń się dorasta ale też nie każdemu takie dorastanie jest potrzebne. Minione dni wyliczył mi wujek Google:) I dziś wreszcie to zrozumiałam, że każdy z nas ma problemy na miarę własnych sił, nie tylko ja. Pozdrawiam:)

      Usuń
  4. Życzę Ci wszystkiego co dobre i zdobycia wielu życiowych szczytów ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Witaj R. Zdobyłaś się na to, na co niewielu z nas stać. Wielu z nas prowadzących blog, opisuje swoje teraźniejsze życie. Wielu z nas, próbuje to życie przedstawić, w taki sposób układając słowa, by nie odkrywały całego siebie. Powodami takiego, a nie innego sposobu przekazywania swych odczuć, są lęki i obawy. Sama, się tego nie boisz i chwała ci za to. Jeśli, nawet się boisz, przełamujesz w sobie ten lęk i realizujesz siebie. Tylko, pozazdrościć. Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj. Oczywiście, że się boję i to dlatego nieraz napisanie jednego posta zajmuje mi kilka godzin przez walkę z tym co we mnie, z tymi myślami o opinię innych, o ich aprobatę czy wykluczenie. Ale cała ta wieloletnia praca nad sobą pokazała mi, że w moim przypadku walka z lękami, zwłaszcza tymi mocno utwierdzonymi we mnie to jedyna i właściwa droga do pełni życia. W każdej walce czasami też się przegrywa - ale dopóki żyję każda wygrana jest możliwa :) Pozdrawiam równie ciepło.

      Usuń
  6. Cieszę się, że przebyłaś tak długą i trudną drogę - gdyby nie ona nie byłoby Cię tutaj. Życzę Ci spełnienia marzeń, sto lat :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twoje komentarze, podobnie jak Twoje posty u Ciebie zawierają zawsze wszystko to co zawierać mają i rzadko kiedy jest coś co można dopowiedzieć:) Więc powiem tylko jeszcze DZIĘKUJĘ:)

      Usuń
  7. wpis bardzo osobisty z drugiej strony lekko się czytało, wszystko jest zrozumiałe, jedyne co mi się nasuwa po przeczytaniu to to, że co nas nie zabije to wzmocni, każde doświadczenie nawet to przykre czegoś uczy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za te miłe słowa. Też kiedyś myślałam, że co nas nie zabije to nas wzmocni, jednak życie pokazało mi, że nie zawsze tak jest. Zabić nie zabije, ale jak to powiedział już kiedyś p. Jacek Walkiewicz, wzmocnić nie musi. Może sponiewierać i tak zostawić. I to jest prawda. Wzmacnia wtedy jeśli chcemy się czegoś nauczyć i przede wszystkim jeśli chcemy wyjść z tego upadku. A niestety - nie każdy tego chce... Ale to już inna historia. Niniejszym bardzo się cieszę, że moje tak różnorakie doświadczenia - nie zawsze łatwe, miłe i przyjemne - dają takie przemyślenia. Pozdrawiam :)

      Usuń
  8. Nie wiem, czy bym potrafił tak otwarcie o sobie napisać. Sądzę, że nie. Dlatego Cię podziwiam. Z życzeniami mam problem - nigdy ich nie umiałem składać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja mam wrażenie, gdy Cię czytam, że opowiadanie o Swoim życiu przychodzi Ci naprawdę z lekkością, stąd Twoje stwierdzenie o domniemanej nieumiejętności spowodowało u mnie lekkie zadziwienie..

      Usuń
  9. Przede wszystkim wszystkiego dobre :) Tekst okazał się piękny i wzruszający i miał w sobie dużo ciepła mimo, że niektóre momenty wprawiały w smutek i zadumę. Ogromny szacunek za tak szczerą wypowiedź.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z wielkim opóźnieniem ale dziękuję za życzenia:)

      Usuń
  10. Tyle dni zycia...tyle czy dopiero tyle???
    Jak przeżyjemy te dni zależy od nas...
    Udanych wyborów nie tylko z ikazji urodzin:):):!!! zyczę:):)
    Pozdrawiam z mej różowej chmurki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Wybory zawsze są trudne, ale każdy czegoś uczy, coś wnosi nowego.. Pozdrawiam:)

      Usuń

Dziękuję, że chcesz towarzyszyć w mojej osobistej wędrówce. Każde słowo pozostawione w tym miejscu, jest dla mnie ważne i cenne. Zapraszam i czuj się jak u Siebie :)