poniedziałek, 18 kwietnia 2016

KWIETNIOWA CODZIENNOŚĆ


Kwiecień dopiero w połowie, ale mój kwiecień w tym roku jest dla mnie bardzo osobistym miesiącem. To czas, kiedy wiele spraw nabrało innego wymiaru a tak naprawdę całe moje życie nabrało innego wymiaru - Mojego!

Ten blog powstał z myślą o opisywaniu drogi osoby będącej DDA czyli takiej jak ja, zwłaszcza tej drogi, która rozpoczynała się finiszując terapię a rozpoczynając to prawdziwe życie na własną rękę. To niesamowite jakie przemiany dokonały się w mojej głowie, otoczeniu, w tych wszystkich rolach jakie reprezentuję sobą: kobieta, matka, córka, siostra, przyjaciółka, znajoma..

Kwiecień jest szczególny przez odkrycie tego "czegoś" co tak niszczyło moje życie.To "coś" było  na kształt deski - tej ostatniej, której nie mogłam podnieść, bo ciążyły na niej inne deski: krótkie, długie, ciężkie, lekkie. Wszystkie deski to efekt domu, symbolizującego moje życie, który został zburzony przez alkoholizm mojego ojca. Terapia i cała praca nad sobą to nic innego jak podnoszenie deska po desce, odłamek drewna po odłamku aby dokopać się do mojego życia, które znajdowało się pod tą ostatnią, na ziemi, przez lata przysypane, przywalone. I właśnie tym rozpoczął się kwiecień. Ujrzeniem tej ostatniej deski i decyzją aby ją wreszcie podnieść i co najważniejsze odrzucić. To było najtrudniejsze doświadczenie w całej terapii, w całym moim życiu - ale dopełniło moją wolność i dało przeświadczenie uwolnienia się od przeszłości z tego co bolesne, zagradzającego drogę do bycia w pełni sobą; szczęśliwą...

Więc tym samym kilkanaście dni po mojej rocznicy urodzin, narodziłam się na nawo do życia. Ale jak to po narodzinach, wszystkiego trzeba się nauczyć. Więc się uczę, smakuję, dotykam, próbuję, słucham, oglądam. I przede wszystkim poznaję samą siebie w świadomości, że nic i nikt już mi nie ciąży z dawnych lat, że jestem TU OD TERAZ tylko ja w pełni.

Co poza tym przyniósł kwiecień:
Wiosnę, zaglądające przez otwarte okna ciepło i słońce. Więc i ja mogłam na nowo (po zimie) wyjąć mapę i szukać miejsc gdzie chcę pojechać. Na początek coś co jest niedaleko, aby przełamać zimowe zmęczenie i zasiedzenie i przygotować ciało do tego co chcę w przyszłości zwiedzić, odkryć, odnaleźć.

1. MODLIN.
A dokładnie Twierdza Modlin, która przerosła nasze wyobrażenie co do długości w przejściu pieszo, a co niechlubnie pokazało, że nikt z nas kondycyjnie jeszcze nie był na to gotowy, z naciskiem na plątającego się między nogami mojego czterolatka. Obeszliśmy połowę, druga w najbliższej sprzyjającej okazji.






2. DĘBY/ RYNIA

Mając tak naprawdę niecałe 20 min. samochodem do Jeziora Zegrzyńskiego, postanowiłam zwiedzić go z wszystkich możliwych stron. Już rok temu co prawda sporadycznie zaczęłyśmy zatrzymywać się ze znajomą w miejscach z dala od mola i plaż, jednak to była kropla w morzu tego co to jezioro ma do zaoferowania. Wszędzie ciągnę ze sobą mojego małego wędrownika, któremu nóżki często odmawiają posłuszeństwa, więc domniemam, że zwiedzanie Zegrza zajmie nam trochę czasu. Ale "skradanie się" do niego z różnych stron: od lasu, od wałów, od wiosek to coś niesamowitego i dającego tyle odkrywczej radości niż podjechanie samochodem od strony ruchliwej drogi na Serock.




KSIĄŻKI/ FILMY

W porównaniu do marca, kiedy przeczytałam 7 książek, od początku kwietnia do teraz przeczytałam zaledwie dwie i dwie kolejne zaczęłam. 
1. "Dzika droga" - Cheryl Strayed. Na podstawie tej książki powstał film o tym samym tytule, który polecałam kilka postów wcześniej. Pierwszy raz film obejrzałam pierwszy. Zawsze czytam książkę a potem oglądam film. Tym razem nie żałuję tego kroku. Nie zawiodłam się ani na jednym ani na drugiem. Książka, zwłaszcza w początkowych rozdziałach ma w sobie wiele opisów przyrody, nazw miejsc po których bohaterka podąża. Czasami gdyby nie upór aby przeczytać do końca, było to bardzo nudzące. Po pewnym czasie, kiedy bohaterka zaczyna spotykać na szlaku ludzi, którzy podobnie jak ona wędrują szlakiem PCT książkę naprawdę czyta się szybko. Nie ukrywam, że książka, która opisywała wędrówkę szlakiem ale tak naprawdę wędrówkę w głąb samej siebie, wędrówkę aby siebie prawdziwą odnaleźć była mi bardzo bliska - jest tak naprawdę nadal. 

2. "Na rozstajach" - Jose Mauro de Vasconcelas (o ile nie przekręciłam nazwiska, rozczytując moje zapiski). Hmm,.. Ciężko mi coś konkretnego napisać o tej książce. Miała 80 kilka stron. Przeczytała się szybko i to jej zaleta. Szczerze nie znalazłam tam głębszego przesłania, jakiejś akcji. Książka w zamierzeniach z tego co zrozumiałam z opisu z tyłu miała być książką o odwadze rzucenia wszystkiego dla swoich marzeń o byciu sobie wiernym. No i faktycznie na końcu książki ten 20 letni chłopak porzuciwszy studia, wcześniej dziewczynę niby wyrusza po swoje marzenia. Tylko, że książka się kończy. A wszystko co wcześniej, skupia się jedynie na przeszłości, na dzieciństwie, na relacjach w domu, głównie z ojcem. Nie powiem, żeby był to czas zmarnowany, ale czy sięgnę po inne książki tego autora? Może kiedyś..

Film:

Tak naprawdę tylko jeden:
"Podróż na sto stóp" (2014). OPIS  Miły, łatwy do oglądania. O wartościach rodzinnych, o marzeniach, o wyborach, o byciu wiernym sobie o miłości w tle i przede wszystkim o gotowaniu.

COŚ Z CODZIENNOŚCI:

Kupiłam rower. Jeden jedyny jaki miałam w życiu to polski zwykły Romet, sprezentowany mi na Komunię. Zawsze marzyłam o takim górskim, z przerzutkami. Ale rodziców nigdy nie było stać, potem były studia, potem praca, dziecko i pomyślałam, że zawsze będzie coś "potem". Więc kupiłam. Pierwsza przejażdżka próbna to ponad 6 km - a potem dwa dni trudności z siedzeniem:)
Zaczęłam też chodzić, to decyzja jeszcze sprzed roweru. To taki przedsmak zmian mojej kondycji, dbania o zdrowie i wygląd, który właśnie jest w rozpisce i do rozpoczęcia realizacji początkiem maja, zaraz po potrzebnych badaniach. 

Uff... To mój pierwszy wpis na tym blogu odsłaniający tak szczegółowo moją codzienność. Wbrew wszystkiemu to nie takie łatwe. 
Miłej drugiej połowy kwietnia dla Was, mimo, że pogoda trochę mam wrażenie bawi się z nami w chowanego.

Renata.

36 komentarzy:

  1. Sporo tego...
    Twierdzę Modlin kiedyś oglądałam, ale właśnie z naciskiem na "oglądałam", więc jeszcze do zaliczenia, dzięki za przypomnienie. Zegrze jestem na tak, tam jest mnóstwo fajnych miejsc, warto poszukać.
    Wspomnianych książek i filmu nie znam, ale nie wyglądają na moje klimaty:). Za to rower... hm... trzy lata temu nabyłam nowy. Jeden sezon jeździłam, mało, ale jeździłam. I koniec. Za każdym razem, gdy go widzę w garażu, grzecznie wiszący na ścianie na specjalnych hakach, obiecuję sobie, że już jutro. I nic. No to powodzenia życzę. We wszystkim.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak właśnie sama zobaczyłam ile można przeżyć, doświadczyć w przeciągu zaledwie 17 dni kiedy człowiek odważy się na życie a nie czeka na to wieczne "potem". I dziękuję nie omieszkam dalej czerpać radość z życia, zwiedzać Zegrze i nie tylko, uczyć się jeździć, czytać itd..:)Czego i Tobie z serca życzę.

    OdpowiedzUsuń
  3. BArdzo pozytywny ten Twój wpis :) masz lekkie pióro , całkiem ty przyjemnie, mam ochotę cofnąć się z Tobą do momentu gdy ten blog powstał i jak tylko Dzieciaki zasną - z pewnością to zrobię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Miło się czyta takie słowa. Zapraszam zatem do mojej blogowej i nie tylko przeszłości :)

      Usuń
  4. Czyli pasje mamy podobne: zwiedzanie i rozwój , jak to mówią duchowy. Odwiedzonych przez Ciebie miejsc jeszcze nie znam, ale wszystko przede mną.Film oglądałam, bardzo mi się podobał.
    Rower kupiłam dwa - trzy lata temu i gdy tylko nadarza się okazja, jadę, ale dla przyjemności nie dla wyczynu.
    Fajnie piszesz o sobie i dziękuję, że pozwalasz nam poznać lepiej co tam siedzi w twojej głowie.
    Zdjęcia piękne, z przyjemnością obejrzałam. Pozdrawiam słonecznie:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Jotko. Zawsze byłam introwertykiem. I zawsze było mi trudno wpuścić kogokolwiek do tego co kryją moje myśli - prawdziwe myśli. Ale zdałam sobie sprawę, że żyję tylko raz i zamykanie wszystkiego szczelnie w szuflady swojej świadomości to droga donikąd a ja dokądś chce dojść :) Pozdrawiam.

      Usuń
    2. Tym bardziej doceniam i jeśli pomoże Ci to otworzyć się i poczuć lepiej, zawsze chętnie poczytam :-)

      Usuń
  5. Co do DDA, mam strasznie ambiwalentny stosunek do tego syndromu. Kiedyś nie chciałem się do tego przyznać, wstydziłem się tego. Później byłem dumny, że chodzę na terapię i pracuję nad sobą. Myślałem, że jestem wyjątkiem. A teraz nie wiem, co o tym myśleć. Bo DDA w Polsce są miliony.
    Kiedyś sporo jeździłem na rowerze. Od paru lat w ogóle nie jeżdżę, ale miłość do chodzenia mi została. Bardzo lubię spacery po lesie, zdobywanie szczytów górskich, lubię też zwiedzanie twierdz i zamków.
    Gratuluję liczby przeczytanych książek:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten blog jest dla mnie specyficzny i nie ukrywam bardzo osobisty, mimo, że dzieję się nim tak naprawdę z całym światem. Pisanie od zawsze pokazywało mi inny aspekt danej sytuacji, mnie samej, otoczenia. Ten blog w momencie zakładania był taką liną po której wchodziłam w świat po terapii. Dziś jest inaczej, ale w jakimś stopniu chciałam pozostać wierna tematyce, która towarzyszyła mi przy powstawaniu. A DDA? No cóż. Z tego co się orientuję zacząłeś terapię wcześniej niż ja i wcześniej skończyłeś. Zapewne inaczej na wiele spraw patrzysz. A czy ja mam jakiś stosunek do tego syndromu DDA? Nie wiem. Możliwe, że jeszcze za wcześnie aby opcjować za tą czy inną stroną.
      Rower jest dla mnie w pewnym stopniu nowością, bo ostatni raz jeździłam w szkole średniej:) ale chodzenie, no cóż, przeszłam w swoim życiu wiele kilometrów - ciało jednak pamięta.
      Za gratulację dziękuję. Tak naprawdę od stycznia udało mi się przeczytać 24 książki, więc sama z siebie też jestem dumna, choć czynię to z największą przyjemnością.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. Właśnie sobie przypomniałem, że w pierwszych miesiącach po założeniu przeze mnie blogu, sporo osób, które komentowały moje posty to były DDA. Ludzie, którzy głównie o tym pisali na swoich blogach.
      Zauważyłem, że po kilku miesiącach ci ludzie (niektórych bardzo polubiłem) przestali zaglądać na mój blog. Przestali komentować. Niektórzy mieli nawet pretensje, że nie piszę o DDA, tylko na inne tematy.
      A przecież to tylko część życia. Pisanie tylko na jeden temat byłoby zwyczajnie nudne. I wywoływałoby wymioty. Przynajmniej ja tak mam.
      Gratuluję ogromnej ilości przeczytanych książek:)Ja w tym roku na razie 16.

      Usuń
    3. Całe DDA ma w sobie wiele faz, tak przynajmniej było i jest u mnie. Przyznawanie się do tego, chęć mówienia o tym całemu światu, szukania "bratnich dusz po fachu", chęć odcięcia się od tego, akceptacja i chyba umiejętność życia ze świadomością bycia DDA w tle - to o czym piszesz. Wydaje mi się, że wreszcie udaje mi się żyć z tym syndromem w tle. I masz rację pisanie ciągle o tym samym może być nużące - więc gdzieś w sobie ucieszyłam się, że wreszcie dopięłam moją terapię (choć już poza terapią) na ostatni guzik i mogę wreszcie zacząć żyć normalnie a tym samym pisać choćby o zakupie roweru:)
      Twój wynik książkowy równie imponujący i również gratuluję. A która z dotychczas w tym roku przeczytanych przez Ciebie książek wywarła na Tobie największe wrażenie?

      Usuń
    4. Fajnie, że udało Ci się zakończyć terapię z pozytywnym skutkiem:)
      Lubię książki historyczne, np. o II wojnie światowej, ale wiem, że wielu ludzi nie interesuje taka tematyka. Jeśli miałbym polecić jakieś uniwersalne, które przeczytałem w tym roku to byłyby: "Życie na pełnej petardzie" Kaczkowskiego, "Niezłomny" Hillenbrand, "Warto podążać za marzeniami" Kamińskiego.

      Usuń
    5. Ja faktycznie też za historycznymi nie przepadam, ale podziwiam ludzi, którzy zaczytują się w takich książkach a potem zazdroszczę im tej wiedzy, której ja nigdy nie miałam. Jakoś historia zawsze była mi nie po drodze:)
      Ale te uniwersalne wzbudziły moje zainteresowanie, więc nie omieszkam po nie sięgnąć. Dziękuję:)

      Usuń
  6. Po pierwsze jestem pełna podziwu za taką otwartość. Naprawdę trzeba mieć w sobie mnóstwo odwagi by tak się otworzyć i myślę, że może to zmotywować wielu ludzi do stanięcia twarzą w twarz z własnymi demonami. Mnie też ten post trochę kopnął w nieco lepszą stronę własnych przemyśleń. Dobrze, że są jeszcze takie blogi jak Twój :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz uświadomiłaś mi, że trzymałam w sobie zamknięte nie tylko te demony ale też i odwagę. Dopiero otwarcie drzwi mojej przeszłości pozwoliło uwolnić się też odwadze, która z czasem wzięła górę nad tym co niszczyło. Dziękuję:) I za te miłe słowa również.

      Usuń
  7. Podziwiam Cię, bo niełatwą drogę przechodzisz i przechodzisz z sukcesami. To jest bardzo inspirujące :-)
    Wycieczki wiosenne, to pięknie spędzony czas. A roweru gratuluję, pierwsze kilometry są zawsze kłopotliwe dla naszego siedzenia, a kobiety mają gorzej. Potem przyzwyczaisz się, a radość z wycieczek rowerowych jest bezcenna :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę kobiety mają gorzej na rowerach? A ja cały czas żyłam w świadomości, że to mężczyźni mogą odczuwać dyskomfort jazdy:) Chociaż o rowerach wiem tyle, że trzeba pedałować i trzymać kierownicę:)
      A moja życiowa droga? Nie staram się porównywać do innych. Wydaje mi się, że każdy ma trudności na miarę swoich możliwości i tego się trzymam. Ale dziękuję za podziw, to zawsze miło łaskocze kobiece serce:)

      Usuń
  8. Renato, tak jak Karolina jestem pełna podziwu dla Twojej otwartości. Kiedy mnie coś trapi dokuczliwie, to rozprawiam się z tym sama - mam silne rozbudowaną potrzebę bycia "Zosią-samosią", ku utrapieniu moim bliskich. Demony nie są rzadkością, każdemu bez wyjątku wchodzą w drogę. Tyle, że jednemu wystarczy tumpnać nogą, aby je przepędzić, a innemu całego życia za mało. Bywa też, że wystarczy wejść w dorosłość, albo musi się wydarzyć coś nowego, co pozwala spojrzeć na przeszłość z pozycji obserwatora. Np. pewnej mojej koleżance wystarczyło urodzenie dziecka, aby otrząsnąć z bólu własnego dzieciństwa.

    Wiosenny czas jest wyjątkowo budujący. Z dnia na dzień zmieniająca się przyroda daje nam niesamowity zastrzyk energii. Sama zmiana garderoby na lżejszą powoduje, że ciało nabiera werwy.

    Już dawno nie byłam w okolicach Zegrza, więc dzięki za przypomnienie. Do Modlina wybraliśmy się kiedyś z przewodnikiem, ale też nogi uchodziłam po pachy. Zapamiętałam, że Cytadela Twierdzy Modlin jest najdłuższym budynkiem w Europie. Niestety lub stety, sprzedany jakiś czas temu za 18 ml zł, z wykorzystaniem na kompleks hotelowo-mieszkalny. Warto by się tam wybrać i zobaczyć jak to teraz wygląda.

    7 książek w miesiąc? A myślałam, że ja czytam niebotycznie dużo. Chylę czoła. Właśnie skończyłam czytać "Warchoł Polski" - autor Jerzy Besala, o Rzeczypospolitej Szlacheckiej. Polecam miłośnikom polskiej historii.

    Pozdrawiam słonecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję za to co napisałaś i ile napisałaś. To zawsze dla mnie świadczy, że człowiek, który to pisze nie robi tego dla zwykłego komentarza za komentarz, ale pragnie po ludzku podzielić się swoimi przemyśleniami. Tak jak napisałaś każdy ma tą swoją drogę, która prowadzi go z przeszłości przez teraźniejszość ku przyszłości.

      Tęskniłam za słońcem z całego serca. Nadal tęsknię bo pomimo zieleni ciągle mi go za mało.

      Od początku kiedy Cię czytam podziwiam Cię za Twoją wiedzę warszawską a teraz okazuje się, że nie tylko warszawską. My byliśmy bez przewodnika w Modlinie, ale zastanawialiśmy się czyja to własność i co z tym zrobią, bo potencjał ogromny, miejsce wokół również - ale zniszczeń naprawdę wiele - aż szkoda, że aż tyle.
      A książki? No cóż. Po prostu je kocham a jeśli się kocha to zawsze znajdzie się czas.

      Pozdrawiam Cię równie serdecznie.

      Usuń
  9. witaj. zabierałam się do skomentowania Twojego wpisu tak długo, że zdążyłaś dopisać dwa kolejne... Nie chciałabym tu napisać jakiegoś banału, bo każdy Twój wpis to porcja wszelkich emocji i przemyśleń - tak cennych i ważnych, że nie wolno mi ich popsuć żadną błahostką. Na pozór kompletnie różne miałyśmy dzieciństwo. Bo ja byłam "zaopiekowana", turystycznie wyeksploatowana i tak na dobrą sprawę, to ptasiego mleka mi nie brakowało. Pozornie, bo widzisz - życie pokazało, że to też "przegięcie", tyle że w drugą stronę. Do tego stopnia, że choć bardzo dorosła ze mnie istota, to jednak ten słup (czy filar) uwiera mi do dziś (nie puściłam go chyba dotąd). On sprawił (przypuszczalnie), że psychika wywarła wpływ na ciało fizyczne. Nie mogę sobie w tej chwili pozwolić na chwilę słabości. Muszę być czujna i dbać o to, by jeździć na rolkach na jak najdłuższe dystanse... Tak pięknie o tym piszesz. Zazdroszczę Ci tych spostrzeżeń. Nie mówię, że ja ich nie mam, ale chyba nie aż takich, budzących tyle emocji.
    Gratuluję Ci zakupu roweru. To dobra rzecz, nie tylko zdrowa, ale też dająca pewną niezależność, że nie powiem o pewnej "lekkości bytu". Podobają mi się Twoje zdjęcia. Mają magiczne kolory. Dawno takich nie widziałam - może to specyfika fotografowanych miejsc...
    Serdecznie Cię pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja Droga - wolno Ci pisać tu wszystko co chcesz napisać, bez ubierania myśli w te jak sama napisałaś odpowiednie słowa. Nie chodzi o to "odpowiednie" ale o obecność i Twój głos, mimo, że wirtualny. W tych postach tyle emocji i przemyśleń z mojej strony - bo emocje były mi całe życie obce, wręcz zakazane. Stąd może ich i za wiele, ale poniekąd po to stworzyłam tego bloga, aby móc przelewać te emocje na "papier" i wydobywać ich z siebie. Ale to nie obliguje nikogo, do uważności na słowa, które chce napisać. Więc pisz śmiało, wszystko: z błędami, z małych liter, z sensem czy bez. Pisz jak tylko będziesz miała taką ochotę.

      I dziękuję Ci z całego serca, że podzieliłaś się ze mną - i nie tylko - kawałkiem swojej historii, z pozoru pięknej ale jak sama piszesz dla Ciebie trudnej. Wiesz, jeszcze przed terapią wydawało mi się, że jak dorosnę, jak będę miała te dwadzieścia kilka lat a już trzydzieści to moje życie zmieni się samo; wszystko co przeszkadzało zniknie, ja dorosnę; nie będzie mi przeszkadzać ludzką opinia a już na pewno nie moich najbliższych - bo będę dorosła. Ale to nie działa w tą stronę. Na pewno nie u mnie. Wiek, za wiele nie zmienia. Zewnętrznie się starzejemy, zmieniamy, chodzimy wolniej, wydajemy więcej - ale wewnętrznie ciągle jesteśmy tacy sami - często z dziecięcą twarzą i wystraszonym sercem.

      Ale zrozumiałam, że dopóki żyjemy - naprawdę wszystko jest możliwe. Nasza wewnętrzna zmiana także, to puszczenie się tego słupa także i wyruszenie ku swojemu prawdziwemu życiu. Jeśli tego właśnie pragniesz, to wierzę, że pokonasz lęki i wyruszysz w swoją życiową podróż a jeśli ten słup stał się częścią Twojego życia i Ci nie przeszkadza to również życzę abyś żyła w zgodzie z samą sobą pomimo jego obecności. A z tego co piszesz u Siebie - wiem, że to potrafisz.

      Pozdrawiam również ciepło:)

      Usuń
  10. Miło mi przeczytać, że kwiecień dobrze Ci się "plecie" i miło mi przeczytać, że stawiasz swoje kroki coraz dalej i dalej. Mam nadzieję, że krok po kroku dojdziesz do najwłaściwszej dla Ciebie drogi.
    Dlaczego tu do Ciebie zaglądam? Jak to często bywa, trafiłam tu z jakiegoś innego bloga. Przeczytałam wszystkie wpisy od samego początku. ZAwsze tak robię, kiedy blog mnie zainteresuje. Miałam zupełnie inne dzieciństwo niż Ty, więc uważnie zapoznawałam się z kolejnymi tekstami, zastanawiałam się nad Twoimi przeżyciami i emocjami. Wczytałam się i po prostu zostałam.
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To miłe co piszesz. Dzięki temu, że zostałaś u mnie, ja poznaję też i Twoje życie. I może nasze tak odległe jak piszesz dziecięce światy są jakimś dowodem na to, że odmienność może jednak łączyć a nie jedynie dzielić?

      Pozdrawiam i cieszę się, że zostałaś :)

      Usuń
  11. wpisy codzienne... takie lubię najbardziej. choć towar to deficytowy, bo teraz króluje wszędobylski stajlajf i poradnictwo, co jeść, jak się ubierać oraz jak uprawiać seks z partnerem ;)
    pozdrawiam i miłej reszty kwietnia życzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Daleko mi do doradzania zwłaszcza w tych wskazanych przez Ciebie kwestiach :) Przełamuję zatem moje wewnętrzne lęki i piszę o sobie. Pozdrawiam serdecznie! :)

      Usuń
  12. Zajrzalam przez przypadek... zostane jesli pozwolisz?
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że pozwalam a wręcz jest mi niezmiernie miło. Fotel po lewej, kawa na stoliku, ciasteczka obok niej.. Rozgość się zatem i czuj się dobrze na tyle na ile to możliwe:)

      Usuń
    2. Dziękuję! Wszystko bardzo mi odpowiada. Czytam i odkrywam wspomnienia, które zakopalam i zapomnialam. ...Nie będę tu jednak rozmawiac o sobie..twoj blog, twoje miejsce o wyjatkowej mocy. Miejsce z dusza! Pozdrawiam!

      Usuń
    3. Możesz jak najbardziej pisać o sobie, dzielić się Soba, jak tylko masz na to ochotę. Wspomnienia, doświadczenia i tak naprawdę całe nasze życie współtworzy się dzięki innym ludziom, przyrodzie, naturze. A może właśnie to ja znajdę w Twoich wspomnieniach i doświadczeniach coś ważnego dla mnie samej? :)

      Usuń
  13. Witaj. Dziękuję za własnie taką interpretację mojej pisaniny. Zrozumiałem, to co napisałaś o poezji. Nie potrafię jej tworzyć, a to w jaki sposób napisałem swoją notkę, nie ma nic z nią wspólnego i nie miało nią być:) Odkrywanie, jest czymś fascynującym. Zwłaszcza kiedy o tym się marzyło i wreszcie przyszedł na to czas. Jesteś przykładem, że zły los potrafi się odwrócić. Jakim kosztem, to już inna sprawa. Jednak warto walczyć o swoje życie. Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, choć spóźnione. Pozdrawiam wiosennie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za życzenia, dopóki trwa życie warto świętować swoje urodziny, choćby każdego dnia:) A odradzanie i odkrywanie? Tak to właśnie jest jak napisałeś. Droga ku temu prowadzi różna, a często ta trudniejsza jest o wiele bardziej wartościowa niż ta prosta, łatwa. Więc życzę sobie jak i Tobie wiele wspaniałych ścieżek, które będą prowadzić nas ku celom, które każdy z nas sobie postawi.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  14. Pozytywnie myślisz i to liczy się najbardziej :) Myślę, że jak jeszcze popracujesz nad podnoszeniem tych desek, to osiągniesz swój cel i już żadna przeszkoda życiowa nie będzie Ci straszna :)
    Trzymaj się ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Zakasuję zatem rękawy i podnoszę dalej:)
      Pozdrawiam ciepło.

      Usuń
  15. Jestem w szoku, naprawdę prywatny wpis! czytałam i musiałam się upewnić, że to Twój blog :)

    Gratuluję zakupu roweru! Też niedawno nabyłam. Też miałam komunijny romet... nie da się na nim jeździć, bo jest tak ciężki, że kolana odpadają.
    A co do dzikiej drogi, to również oglądałam i czytałam. Polecam Ci też książkę tej samej autorki - "małe cuda" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) "Małe cuda" właśnie dziś zaczęłam czytać:)

      Usuń
  16. Witaj. Już kwitną bzy. Czas upoić się ich zapachem, i ułoży z nich bukiet, jak i ze słów. Pozdrawiam wiosennie.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że chcesz towarzyszyć w mojej osobistej wędrówce. Każde słowo pozostawione w tym miejscu, jest dla mnie ważne i cenne. Zapraszam i czuj się jak u Siebie :)