środa, 18 maja 2016

FUNDAMENT PRZYSZŁOŚCI


Spotykam ostatnio ludzi - tych, których zawsze podziwiałam, przy których ja szara myszka czułam się nijaka, niewidoczna. Ci ludzie zawsze byli dla mnie tak odlegli, choć często byli obok mnie. Mijam ich i nagle odkrywam, że pod tą piękną zewnętrzną maską makijażu, stroju, na miarę zszytego garnituru czy tych wszystkich zawodowych tytułów, kryją się wystraszeni, bezbronni i co najgorsze ustawieni na mechaniczne wykonywanie powierzonych i nałożonych zadań i norm społecznych mali ludzie. Coraz częściej słyszę: "Boję się!"; "Nie wiem co dalej robić ze swoim życiem"; "Chciałbym tak wiele zmienić, ale jak to zrobić? Nie mogę aż tak ryzykować!"; "Najlepiej jakby ktoś podszedł, wziął mnie za rękę i powiedział: zrób to i to i na pewno ci się uda i będziesz szanowany wśród innych. Bo ja tak naprawdę nie wiem co dla mnie jest najlepsze."

Nie wiem co o tym myśleć. Nie wiem czy zatrzymywać się i coś mówić. Nie wiem czy warto nawet krzyczeć "Walcz!". Nie wiem, bo wiem, że jeśli naprawdę chcieliby tych zmian i pokonania swoich lęków - to by po to sięgnęli; poszukali tych zmian, tego przysłowiowego szczęścia. Ale coraz bardziej przekonuję się, że oni tak naprawdę nie chcą tych zmian. Po prostu ich nie chcą. Jak to napisał Anthony de Mello w "Przebudzeniu": "Ściśle rzec biorąc, nie chcemy być bezwarunkowo szczęśliwy. Gotów jestem być szczęśliwy, jednak pod warunkiem, że będę miał to, tamto i jeszcze coś innego."

Wydaje mi się, że prawdziwy sens słowa "walcz" odczytają tylko Ci, którym naprawdę zależy na własnym szczęściu, którym zależy na zmianach, na wyjściu z pewnego marazmu albo z kręgu lęków czy zastraszenia; którzy są gotowi stanąć twarzą w twarz z problemami i stawić im czoła, przekroczyć tę strefę osobistego i wieloletniego komfortu. Wszyscy inni raczej odbiorą te słowa jak atak na ich osobę; jak wytykanie im błędów; jak mówienie: "I co nie dałeś rady. Siedzisz w tej dziurze, kiedy inni są już daleko przed tobą. Rusz wreszcie swój tyłek i goń ich."; inni odnajdą w słowie "walcz" znaczenie: "jesteś nieudacznikiem; tchórzem; nieukiem".

Dlatego czasami pozostaje usiąść, posłuchać o tej życiowej biedzie, która oprócz pokaźnych sum na koncie, nie dają takim ludziom nic więcej. A przecież mogli by za te pieniądze spełnić swoje marzenia, pokonać przeszkody, kupić porządną piłę i przeciąć te kraty, które ich zatrzymują. To nie prawda, że pieniądze szczęścia nie dają. Same z siebie może i nie, ale jeśli je dobrze zainwestujemy mogą uczynić nasze życie wspaniałą bajką o której zawsze marzyliśmy. Ale jeśli widzi się pieniądze jako banknoty, które dostaje się za pracę; jeśli po powrocie z tej nielubianej pracy nic już nie cieszy; jeśli codzienna konkurencja bycia taką lub takim samym jak ci obok mnie, albo co najgorsze byciem lepszym w tym co robi ten czy ta obok nas, tylko dla samej satysfakcji bycia lepszym - to ciężko widzieć w pieniądzach  potencjał, który byłby zapłonem do życia w pełni.

Życie nigdy nie będzie idealne; praca możliwe, że też może nie być wymarzoną, tą pełną pasji, ale tylko od nas zależy czy to co robimy; czy miejsce w którym jesteśmy; czy ci, którzy nas otaczają potraktujemy jak naszą karę, nieudolność czy jedynie jako środek w dojściu do naszego celu, do naszych marzeń, pragnień, do tego wymarzonego życia.

Zacznij od tego co masz obok; od miejsca w którym jesteś, od ludzi którzy są obok; od talentu, którym masz właśnie teraz; od pracy w której jesteś teraz i idź w kierunku swoich marzeń. Bo każda przyszłość tworzy się na tym co mamy i kim jesteśmy dzisiaj.


23 komentarze:

  1. To bardzo trudna kwestia. Czasem człowiek dojdzie do muru, zwłaszcza jeśli inaczej wyobrażał sobie pewne kwestie swojego życia i wtedy najlepsze jest chyba terapia. Samodzielna praca jest dobra, jest konieczna, ale przy dłuższym marazmie musi zapalić się czerwona lampka... W wypadku osób "idealnych", którzy doszli w życiu na pewien poziom - garnitury szyte na miary, tytuły naukowe itd. nagły strach, niechęć do życia to bardzo częsta oznaka depresji, wypalenia zawodowego wręcz życiowego. Wtedy bez psychiatry i prawdopodobnie leków chęci do walki o lepsze jutro raczjej same nie wrócą. Bo jeśli mózg nie wyprodukuje serotoniny to jak człowiek może mieć chęć do życia? Co zaskakujące depresja to zwykle choroba właśnie tych ludzi "wyższej ligi".. .Aczkolwiek nie zmienia to faktu, że są ludzie, którym marazm odpowiada, walczyć nie chcą i nigdy nie chcieli, żyją byleby do weekendu, byle do świąt, byle do urlopu, porostu byle jak...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napisałam ten post, tak naprawdę oparty o doświadczenia jednej bardzo bliskiej mi osoby. Każde moje słowo typu: "Ale przecież to od Ciebie zależy zmiana tego jak żyjesz" czy ""A jaki masz plan aby zmienić to co ci doskwiera?" i tym podobne zdania, całkiem spontaniczne i jak dla mnie oczywiste aby wyjść z tego lęku i zatrzymania. Jednak dla tej osoby, były jak rażenie prądem. Nagle otrzymałam odpowiedź, że nie wiem co mówię, że to bajka a życie jest inne; że nie mam kredytu to nic nie wiem o tym, że nie można ot tak zmienić swojego życia itd, itd. Kilkanaście zdań sypanych z rękawa, które miały mi zamknąć buzię i udowodnić mi, że w przypadku tej osoby zmiany są niemożliwe... To przykre, bo życie, szczęście i taka codzienna radość tej osoby jest mi naprawdę bliskie i pragnę dla niej jak najlepiej.
      A terapia czy tym bardziej psychiatra o których piszesz? No cóż, żyjemy w świadomości, że taki rodzaj pomocy to dla osób marginalnych: alkoholików, narkomanów, tym, którym życie nie wyszło a przecież "ludziom na poziomie" - życie z pozoru wyszło..

      Usuń
  2. Świetny temat, świetna ilustracja na koniec. Moja koleżanka kiedyś powiedziała: chciałabym, żeby mnie wreszcie zwolnili, bo meczę się w tej robocie, a sama nie mam odwagi odejść, bo dzieci itd. Ale gdyby mnie wywalili, to może zmusiliby mnie do działania i zmiany...
    Ludzie rezygnują ze zmiany z różnych powodów, czasem prozaicznych, nie wszyscy są przebojowi i dlatego niektórzy są prezesami, a inni podwładnymi. Jeśli chęci zmiany nie mamy w głowie i nie ma silnej motywacji, to nikt nam nie pomoże. Znam inną wersję zdania pod obrazkiem: kto bardzo chce szuka sposobu, komu się nie chce szuka wymówki...
    Z drugiej strony chce się powiedzieć: jeśli nie stać was na zmiany to nie narzekajcie i po trzecie - w każdej sytuacji możemy ugrać coś dla siebie, wystarczy zmienić nastawienie.
    Pozdrawiam:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odważyłam się napisać ten post, dlatego, że sama kiedyś żyłam w takim zamgleniu umysłu, że ja nic sama z siebie nie mogę, że dopiero inni, mogą mi powiedzieć co mam robić. Jednak pomimo tego zakazu moja dusza, od zawsze wyrywała się do przodu i pragnęła czegoś więcej niż podążania za innymi. To wymaga odwagi ale i ryzyka, że zaczynając żyć po swojemu i spełniać swoje marzenia można stracić bardzo wiele z tego życia co mieliśmy, można zostać opuszczonym przez wiele osób, którzy byli cały czas dla nas "pomocni". I wydaje mi się, że ludzie boją się w dużej mierze tej samotności, tego pozostawienia przez innych i tego,że od tego konkretnego momentu będą musieli sami podejmować decyzje i sami brać za nie odpowiedzialność i co najważniejsze nie będzie już mieli na kogo zgonić swoich niepowodzeń.
      A cytat też lepiej podoba mi się: "Jeśli czegoś pragniesz znajdziesz sposób, jeśli nie znajdziesz wymówkę." - ale nie znalazłam takiego obrazka:)

      Usuń
  3. ja zawalczyłam, gdy miałam dla kogo - oprócz siebie. Bo dla siebie, to niekoniecznie mi się chciało. I jeszcze wtedy, gdy ktoś, kogo cenię, i na kim mi zależy, w końcu uznał mnie za równą sobie. I nadal jestem zdania, że warto uważać z marzeniami - warto mieć takie, które są możliwe do realizacji i wtedy działać. Gdy marzenie odpływa za daleko, to w sumie sie odechciewa, zamiast motywować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki temu co napisałaś zrozumiałam, że nie każdy musi czy ma potrzebę żyć po swojemu; że są osoby, które żyjąc obok innych czy dzięki temu, że inni są w ich życiu mają wszystko czego od życia oczekują. Co prawda Cię nie znam, ale jak czytam Twoje wpisy sugerują, że takie życie Ci odpowiada i jestem w nim szczęśliwa - i to jest najpiękniejsze. W końcu życie ma wielu dróg i jeśli Twoja droga jest dla Ciebie wystarczająca - to niech taka będzie do końca :)

      Usuń
  4. Trzeba walczyć, ale zdążyłam już zauważyć, że nie wszystko zależy ode mnie. Czasem coś przychodzi łatwo bez starań, ot tak sobie po prostu. A czasem człowiek walczy, stara się, staje na głowie, a tu wielkie "nic z tego". Mądry temat. Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś znalazłam cytat Ignacego Loyoli: "Tak Bogu ufaj, jakby całe powodzenie spraw zależało tylko od Boga, a nie od ciebie; tak jednak dokładaj wszelkich starań, jakbyś ty sam miał to wszystko zdziałać, a Bóg nic zgoła". I tak naprawdę słowo "Bóg" każdy może zastąpić według swoich poglądów czy wiary: "Los"; "Ziemia"; "Budda" itd, ale wydaje mi się, że w nich kryje się to, co napisałaś. Nie mamy nad wszystkim wpływu i to chyba dobrze, bo wtedy życie by nas nie zaskoczyło. Sama wielokrotnie miałam sytuacje, kiedy zrobiłam naprawdę wszystko co było możliwe, aby dana sytuacja się wyjaśniła, marzenie spełniło i nic się nie działo. Pozostało mi potem zaufać Bogu, przeznaczeniu. Po jakimś czasie okazywało się, że to, że nie wyszło było najlepszym co mogło mnie spotkać.

      Usuń
  5. Pracuję z takimi ludźmi na co dzień. Staram się im pomagać. Taka jest rola coacha. Ale nie zawsze to jest takie proste. Cała edukacja opiera się na wpajaniu wiedzy i wyszukiwaniu słabych stron. Teraz ci ludzie być może wiedzą co to jest cosinus, znają układ wydalniczy raka i potrafią rozróżnić morenę czołową od dennej. Niestety, nie wiedzą jak się komunikować ze sobą, nie zdają sobie sprawy, że ludzki mózg traktuje każdą zmianę, jak zagrożenie, nie mają pojęcia, jakie są ich silne strony oraz talenty i w jaki sposób mogą je wykorzystać. Część z nich być może uległa wypaleniu zawodowemu, a to jest straszna choroba, która paraliżuje cały proces decyzyjny.
    Być może część marudzi i tak naprawdę żadnych zmian nie chce. Większość, po prostu nie wie od czego zacząć, jak się za proces zmiany zabrać, boją się o swoje bezpieczeństwo. Zewsząd otrzymują mnóstwo rad, świetnych rad, które akurat tym ludziom na nic się nie zdadzą. Brakuje im kogoś, kto by ich po prostu wysłuchał. Od prawdziwego wysłuchania, bez dawania rad można zacząć proces zmiany.
    Rozpisałem się, ale poruszyłaś temat, który jest moją pasją :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam w głowie Twoje wojaże podróżnicze i rodzinne opowieści, że zapomniałam o Twoje pracy jako coacha:) I chyba za wiele dopowiadać nie muszę, ale tym bardziej dziękuję za tak profesjonalny głos w dyskusji.

      Usuń
  6. Gdy po 2,5 roku dusilam sie w pracy zwolalam narade rodzinna i prawie wspolnie zadecydowalismy, ze to ja musze cos zmienic- rozmowa z pracodawca nic nie dala, nadal trwal mocno w swych przepisach, ukladach i planach- na brak porozumienia, polozylam na stole wypowiedzenie. Mina szefa - mozesz sobie wyobrazic :)
    Jednak do czego zmierzam- mysle, ze mimo rad i pomocy nie wszyscy maja ta "odwage" i trwaja i bladza oraz sie mecza. Ja mialam wsparcie meza i jego slowa w uchu- dasz rade, my damy rade- ty zawsze cos znajdziesz jak nie dzis to za miesiac. Dzis pracuje w innej firmie od 4 lat i mam nadzieje, ze tam wlasnie sie zestarzeje ;) choc nigdy nie wiadomo ;)
    Zawsze mowie, ze kazdy jest kowalem swego losu- i czesto brak mi empatii ...
    Pozdrawiam i dziekuje za kolejny fajny wpis wymagajacy chwili zatrzymania i przemyslenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To co napisałaś: "ty zawsze coś znajdziesz jak nie dziś to za miesiąc" - pokazuje, że w życiu - nie ma ośmielę się napisać nigdy (choć nauczyłam się, go nie używać) jednego rozwiązania. Ale my tak często boimy się bo w głowach mamy mur, szarość i tylko to jedno rozwiązanie w którym tkwimy.
      Gratuluję odwagi, wsparcia, Rodziny. To ogromnie wiele, jak ma się wspierających ludzi wokół siebie.
      PS. Podesłałam maila, czekam na Twój adres bloga :)

      Usuń
    2. maila nie dostalam.... oto adres:
      lux.usowa@wp.pl

      Usuń
  7. Bardzo ciekawy temat, to prawda czasami nie potrafimy wyjść z własnej strefy komfortu i spróbować czegoś innego, czegoś co będzie nas cieszyć i rozwijać.
    Dobrze jest jak mamy wsparcie innych osób, ale bez wsparcia tez możemy ruszyć z miejsca i zmienić coś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to mówią: "Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma." Wydaje nam się często, że gdybyśmy mieli to co mają inni na pewno dalibyśmy radę; lub gdybyśmy byli z tym lub z tamtym człowiekiem to świat byłby u naszych stóp a tak w pojedynkę czy z tym lub tamtą przy boku to się nie da.. Taka nasza przewrotna natura myślenia.

      Usuń
  8. Tak naprawdę ludzie noszą maski, i często tylko stwarzają pozory, gdzie na pierwszy rzut oka wydaje nam się, że możemy tylko zazdrościć. A jaka jest prawda? Często ludzie opierają się na grze pozorów...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, ale bez wiary w samych siebie często nie jesteśmy w stanie zauważyć tych masek, które są dla nas równie często wyznacznikiem jak powinno wyglądać nasze życie. Smutne...

      Usuń
  9. Kiedyś miałem straszne kompleksy wobec innych. Myślałem, że inni są bardziej przebojowi, silniejsi, bogatsi ode mnie. W ostatnich latach widzę, jak wielu ludzi jest nieszczęśliwych, wystraszonych, zadłużonych czy zwyczajnie leniwych.
    Nawet ci bogaci są czasami nieszczęśliwi i to jest przerażające. Ja też uważam, że pieniądze są bardzo ważne. Możemy za nie kupić świetne mieszkanie, wypasiony samochód. Możemy kupić za nie zwiedzanie świata i zdrowie.
    Chciałbym kiedyś dużo zarabiać, ale bez krzywdzenia i oszukiwania ludzi. Bo relacji z ludźmi nie da się zastąpić żadną kasą.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To wszystko jest prawdą co napisałeś. Wydaje mi się, że Ci "zamaskowani" bardzo często też chcą być tacy jak ktoś inny, stąd te maski na ich emocjonalnych twarzach.. Takie błędne koło bycia kimś, kim w rzeczywistości nie jesteśmy.

      Usuń
  10. Nie byłam w sytuacji, by marazm wiązał mi ręce, bo jestem człowiekiem czynu, pasjonatem poszukiwań. I mam nadzieję, że się to nie zmieni.

    Słonecznego weekendu.

    Jeśli znajdziesz wolną chwilę to zapraszam na mojego drugiego bloga poświęconego poszukiwaniu odpowiedzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z przyjemnością zajrzę, choć jak sama widzisz więcej mnie teraz nie ma w sieci niż jestem. Wiele się u mnie teraz dzieje, wiele nowych aktywności, taka wiosna życia. Jednak dołożę starań aby zaglądać zarówno na obecny jak i na ten drugi Twój blog.
      No i życzę aby naprawdę nigdy ta pasja poszukiwań nie umarła w Tobie..

      Dziękuję wyjazd weekendowy był w pełni słoneczny:)

      Usuń
  11. Mnie przychodzi na myśl (często o tym wspominam bo i często powracam do niej) książka "Potęga podświadomości" J. Murphy podsuń ją bliskiej osobie jeśli uwierzy wyrwie ja z marazmu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta książka stoi u mnie na półce od kilku lat. Wielokrotnie już ją widziała, ale to raczej nie trafia do niej, więc od razu odkłada. Wydaje mi się, że do tej książki mimo wszystko trzeba dojrzeć w sobie, trzeba chcieć coś zmienić, trzeba uwierzyć, że jest się w stanie samemu coś zmienić w swoim życiu; trzeba mieć świadomość bycia odpowiedzialnym za swoje życie ale przede wszystkim myśli i postrzeganie siebie... Bo bez tego, ta książka jak i wiele podobnych będą czymś niedorzecznym i tylko będę odstraszać.

      Usuń

Dziękuję, że chcesz towarzyszyć w mojej osobistej wędrówce. Każde słowo pozostawione w tym miejscu, jest dla mnie ważne i cenne. Zapraszam i czuj się jak u Siebie :)