czwartek, 2 czerwca 2016

CIEPŁO OBCOŚCI

Lubię obserwować ludzi. Ot tak, bez przyczyny. Lubię siadać na przystankach, ławeczkach, balkonie i patrzeć na ludzi. Na to jak się zachowują, poruszają; lubię bezczelnie przysłuchiwać się ich rozmowom w autobusach czy nawet jednym okiem czytać wiadomości, które piszą na swoich telefonach czy tabletach. Lubię wieczorami idąc chodnikiem zaglądać  przez okna wkradając się jak złodziej do rodzinnego życia... I wcale nie jest mi z tym źle, że tak bezczelnie wchodzę ludziom z boku w życie na te ułamki sekund lub minut.

Chyba robię to wszystko aby przekonać się czy moje zachowania są normalne, czy u innych jest podobnie; czy proza życia codziennego jest w każdym domu, nawet tym z pierwszych stron gazet podobna do mojej? Czy tak samo wstawiamy wodę do gotowania na kawę? Czy w takim samym pośpiechu zapinamy ostatni guzik w marynarce lub czy tak samo stoimy w oknie zasłaniając firanką naszą zapłakaną twarz... ?

A może po prostu lubię wychodzić z tego emocjonalnego i fizyczne domu i iść w świat do ludzi, do obcości? A może to właśnie jest ta moja indywidualność? Wyjątkowość? A jeśli tak, to dziękuję za nią Bogu, bo to coś, czego nie chciałabym nigdy utracić.

Ale robię też krok dalej, łamiąc może nawet za często granicę obcości, nieznania się z tą czy inną osobą. Odzywam się, zagaduję, uśmiecham. Pytam: "Skąd taki piękny szal?" "Dokąd Pani podróżuje?" Niekiedy oschłość zarówno werbalna jak i niewerbalna osób do których kieruję moje słowa aż boli na skórze i odbija się echem na duszy ale o wiele więcej dociera ciepła, sympatii i słów, których nie sposób zapomnieć.

Bo jak można zapomnieć rozmowę z przepiękną kobietą po sześćdziesiątce spotkaną w busie, która opowiada swoją historię życia - tą od bajkowej miłości, noszeniu na rękach przez kałuże po ślub i tragedie po nim, kiedy była bita, rzucana o ścianę, zamykana w domu oblanym benzyną i podpalonym; której własny mąż porywa ich kilkuletnie syna i trzyma zamkniętego w piwnicy. Jak można nad tymi słowami się nie pochylić. I nad tymi, że taka kobieta odnajduje w sobie siłę i ucieka na drugi koniec świata. Zamyka się w świecie matczynej miłości przez kilkanaście następnych lat po czym znajduje w sobie kolejną odwagę aby zaufać kolejny raz i pozwolić się kochać i odwzajemniać te uczucia. Jak opowiada, że NIGDY NIE JESTEŚMY W STANIE POZNAĆ DRUGIEJ OSOBY; że żadne uczucia, miłość czy seks nie da nam rozeznania w tym jaka ona jest naprawdę - bo człowiek to wielka i niezgłębiona tajemnica. Ale mówi też o tym, że życiu trzeba zaufać i umieć poczekać, bo wszystko co nas spotyka jest po coś; że każda trudność jest po coś; że jedni ranią a inni są aniołami do śmierci - tak jak ten drugi mąż, który zmarł na raka tydzień przed naszą rozmową....

Bo jak można zapomnieć radę człowieka, który mówi nam: "Zrezygnować może Pani w każdej chwili. To nic trudnego. Zawsze może Pani się zatrzymać w tej trudnej drodze; zadaniu. Może Pani odpuścić i poczekać na tych, którzy są za Panią, dodając sobie tym samym poczucia bycia lepszą. Ale proszę pomyśleć jaki jest sens w czekaniu na słabszych od Pani, tylko po to, aby przekonywać samą siebie, że jest Pani od nich lepsza. Czy nie o wiele więcej zyskuje Pani goniąc tych lepszych od Pani - nawet wtedy jak jest  trudno? Czy nie czyni Pani wtedy ze swojego życia czegoś większego, głębszego? Czy nie nadaje mu Pani wtedy sensu, drogi, celu? Zrezygnować to żadna sztuka ale brać udział w biegu, mimo zmęczenia i trudności to dopiero wygrana. Bo proszę pamiętać, nie liczy się tak naprawdę sam efekt końcowy ale droga ku niemu, którą Pani osobiście przemierza (...)"

Bo jak można zapomnieć słowa płynące z ust tak rozpoznawalnej twarzy polskiego kina i teatru, która mówi: "Wie Pani, 25 lat temu nie wiedziałam kim jestem, byłam kukiełką w ludzkich rękach. Miałam depresję, dla samej siebie byłam nikim, choć dla ludzi byłam Kimś. Walczyłam długo o siebie, o tę mnie prawdziwą. To długa i ciężka walka - ale wie Pani co? Tylko ta walka nadała sens mojemu życiu. I dziś wiem, że każde moje marzenie ma racje bytu i spełnienia (...)"

Wszystko to i wiele innych zdań, słów rozmów tych kilkugodzinnych w przedziałach wagonów czy na ławkach na Rynkach miast. Każdy coś po sobie zostawił w moim sercu; Każdy w jakiś sposób pomagał mi ukierunkować moje myślenie o walkę o moje życie. I to właśnie Ci obcy, nieznani mi ludzie, których widziałam minutę, godzinę, dzień i których możliwe już nigdy nie zobaczę, nie poznam nawet imienia, wieku, pochodzenia..będą ze mną dopóki pamięć mnie nie zacznie zawodzić. Będą ze mną też ich  słowa i zarysy twarzy i to ciepło, mimo, że obce ale dające o wiele więcej schronienia i bezpieczeństwa niż to, które  przypisane na co dzień, od górnie, do którego zawsze mam się zwracać o pomoc.

Człowiek jest naprawdę niesamowitą tajemnicą, ale wystarczy czasem drobny gest dobroci, przyjaźni, uśmiech, czy zwykłe: "piękny kapelusz" aby przełamać te narzucone nam do głów bariery obcości.



A czym Was zaskoczyli Ci obcy i nieznajomi ludzie? Ile otrzymaliście ciepłych słów i uśmiechów - tych bezcennych, za które nie musieliście nic płacić.
Przesyłam Wam więc wspaniały uśmiech i pamiętajcie, że jesteście wspaniałymi ludźmi :)

Renata.

31 komentarzy:

  1. Wiesz czasami przechodząc obok domów innych osób, podgląduję ich codzienność i patrzę czy różni się ona bardziej od mojej. Kiedyś powiedziałam Pani przy kasie, że ma pięknie wyregulowane brwi... spojrzała na mnie tak, jak bym była conajmniej wariatką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może wynikało to z braku zaufania do ludzi a może z braku umiejętności przyjmowania komplementów. Trudno to ocenić - ale wiesz co? Wydaje mi się, że mimo wszystko po powrocie do domu ta Pani stała przed lustrem i uśmiechała się do swoich brwi. Jestem nawet o tym przekonana. Więc pozwolę sobie stwierdzić, że Twoje miłe słowo nie poszło na marne - tylko nie dane Ci było się o tym dowiedzieć.

      Usuń
    2. Całkiem możliwe, inna kwestia jest taka, że ludzie rzadko mówią sobie coś miłego.

      Usuń
  2. Ja rowniez obserwuje...i wyciagam wnioski ;) Podobno mam duza empatie..Czasami komus wspolczuje, czasami jestem szczesliwa, ze to mnie nie dotyczy.
    Z racji wykonywanego zawodu musze rowniez rozmawiac- jako sprzedawca- doradca czasto staram sie "dojsc" do drugiego czlowieka- czasami pochwala, czasami tylko bedac biernym sluchaczem... czasami walczac sama z soba aby nie "walnac z grubej rury" ;)
    Kazdy czlowiek to inna historia, pozory czesto myla i nie wolno oceniac innych na podstawie chwili rozmowy..Podobno jak wolamy w las- tak nam echo odpowiada i tego sie trzymam.
    Staram sie wywolac usmiech na twarzy rozmowcy...zadowolenie z zakupu ale rowniez przyjemnosc z obcowania ze mna :) Daje duzo swojej energii- moze czasami zbyt duzo ale wierze, ze kiedys wroci ona do mnie ze zdwojona moca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Często nie wiemy jak zostajemy odebrani; często wydaje nam się, że nasze starania poszły na marne a w rzeczywistości - tej w której nie mamy już udziału - okazuje się inaczej. Też wychodzę z założenia, że warto traktować drugą osobę, w taki sposób jak my byśmy chcieli być potraktowani.

      Usuń
  3. Chyba wszyscy lubimy podglądać innych. Lubimy się porównywać.
    Myślę, że wszędzie powinny być zachowane proporcje. Jeśli ktoś całymi dniami patrzy przez okno i obserwuje sąsiadów, to nie jest zbyt zdrowe i mądre.
    Ale jeśli ktoś robi to przy okazji spaceru czy jazdy samochodem, to chyba nie ma w tym niczego złego.
    Tak jak piszesz - od obcych ludzi często można dowiedzieć się niesamowitych rzeczy, a czasami nawet dzięki temu zmienić swoje życie.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja myślałam, że to tylko ja lubię podglądać życie innych ludzi:) O śledzeniu z okna sąsiadów nawet nie pomyślałam, bo to zupełnie inna bajka.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  4. Często spacerując patrzę w okna mieszkań i domów i zastanawiam się jak mija dzień mieszkańcom. Co robią, dlaczego w każdym pomieszczeniu pali się światło...
    I słucham też, w autobusach, w kolejce do kasy ale nigdy nie zagaduję

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zawsze się zastanawiam czy ludzie, których widzę w domach są dla siebie życzliwi czy czekają tylko okazji aby z tego domu wyjść, uciekając od siebie nawzajem; zastanawiam się czy rodzina w jakiej są, to dla nich radość, szczęście czy łzy, smutek i przymus bycia w tym miejscu z tymi ludźmi.

      Usuń
  5. Gdy ktoś mnie zagaduje, zwykle grzecznie odpowiadam, ale nie ciągnę rozmowy. Sama też nie zaczynam - ot, nie przepadam. Kiedyś sporo jeżdziłam pociągami, i własnie wtedy do szału doprowadzały mnie różne ludzkie historie... może jestem aspołeczna albo co. Owszem, grzecznie gdy zapytają, ale nic od siebie i nie chcę słuchać, gdy ktoś mnie bez mojej woli słuchaczką czyni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ciekawe co napisałaś, bo poniekąd blogi są takim uzewnętrznianiem swoich historii a czytając je słuchaczką właśnie się stajesz. Już któryś raz tym co piszesz pokazujesz mi piękno INNOŚCI. Wychylając się z kanonu choćby słuchania tych pociągowych historii, jesteś dowodem na zwyczajne lubienie czegoś innego i asertywność w mówieniu "dziękuję, nie lubię słuchać". I to jest piękne - nie sądzisz?

      Usuń
    2. Pewnie tak... bo w ogóle to ja lubię słuchać, ale z mojej decyzji.

      Usuń
  6. Miałem często tak, że spacerując po mieście, patrzyłem na rozświetlone okna bloków i myślałem, jak inaczej wyglądałoby moje życie, gdybym tam się urodził, z tamtą rodziną mieszkał...
    Niestety, nie potrafię zagadywać ludzi. Mam dużą barierę pierwszego kontaktu. Natomiast, gdy podróżuję sam, to wtedy ludzie zagadują do mnie. Nie wiem, jak to się dzieje, ale nawet idąc samotnie pustym szlakiem, to zawsze natknę się na innego wędrowca, który ze mną chce się podzielić słowem. Jest to bardzo przyjemne :-)
    Z największą serdecznością spotkałem się na Kurpiach, w okolicach Łomży i Ostrołęki. Tam było wprost zatrzęsienie niezwykle życzliwych, obcych ludzi :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A do mnie mimo wszystko na blogu "zagadałeś" pierwszy :) Nie znam Cię osobiście, ale czytając Ciebie naprawdę sprawiasz wrażenie osoby, z którą chciałoby się przegadać godziny o wszystkim i o niczym. Widocznie masz coś w sobie, co przyciąga dusze innych.. :)

      Usuń
    2. "Zagadałem" pierwszy? Chyba tak :-) Ale u Ciebie pisanie przychodzi mi łatwo. Poruszasz tematy, które mnie inspirują. Robisz to w taki sposób, że czuję się, jak bym Ciebie znał i po prostu wzbudzasz chęć rozmowy, pogadania :-)

      Usuń
    3. To miłe i chyba w dużym stopniu budujące. Dziękuję:) Jak widać ta obcość jest chyba tylko w naszych głowach:)

      Usuń
  7. Bardzo ciekawy i pełen emocji post, poznawanie ludzi, nawet ich niewielkiej historii zmienia nas, nasz punkt widzenia na rzeczywistość czy nawet na innego człowieka.

    Ja mam kontakt z ludźmi codzienny, gdyż pracuje w księgarni i z tego co zauważyłam to więcej starszych ludzi lubi rozmawiać z nieznajomymi, kiedyś przyszła pani 70 letnia i opowiadała mi jak dbała i dba o siebie, o tym że w wieku 40 lat nauczyła się jeździć na nartach, a dwa lata temu chodziła po górach ze swoimi dziećmi, wnuczkami, a nawet jedna prawnuczka. Uwielbiam słuchać ludzi, każdy z nich ma swoją niepowtarzalną historie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś Maks napisała coś takiego, że ludzie starsi potrzebują rozmowy z innymi ludźmi, choćby dlatego, że pozbawieni są tych wirtualnych rozmów z innymi. Też lubię słuchać o ludzkiej odwadze, o łamaniu stereotypów, uprzedzeń, tego co nam przystoi w danym wieku a co nie... To piękne.

      Usuń
  8. Wielu jest otwartych ludzi, z którym warto jest pogadać, poznać ich historię. Sama czasami zagaduję do niektórych, ale reakcje są różne, jedni nie mówią nic, inni patrzą z ukosa, niewielu odpowiada lub wdaje sie w rozmowę.Rozumiem, że nie każdy ma ochotę na rozmowę z obcą osobą, sama nie zawsze mam...
    Fajnie zatytułowałaś swój post, oddaje nasze relacje z innymi i pociąg do ludzi w ogóle :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powyższe komentarze pokazują naszą różnorodność. Tą inność ale jako coś indywidualnego. Czasami ciężko nam a mi na pewno zrozumieć, że ktoś lubi coś innego i sprawia mu to radość, kiedy mnie np drażni lub zniechęca.. Ja podobnie ja i Ty, również czasami zamykam się na cały świat i pragnę aby cały świat zamknął się na mnie i mnie nie zauważał a już na pewno nic do mnie nie mówił..Ale to chyba normalne i potrzebne..:)

      Usuń
    2. Myślę, że każda wrażliwa dusza potrzebuje wyciszenia i nie zawsze musi nawiązywać kontakty ze światem, zwłaszcza gdy pracuje sie wśród ludzi odczuwa sie potrzebę odpoczynku w samotności.

      Usuń
  9. Cudowne przesłanie na końcu, dziękuję i również przesyłam dużo ciepłej energii! :)

    Doskonale rozumiem o czym mówisz. Zdarzyło mi się stać w korku i uśmiechnąć się do kierowcy obok mnie- jego mina wyrażała prawie pogardę. Co zrobiłam? Uśmiechnęłam się szerzej i zaczęłam mu machać- i właśnie wtedy na jego twarzy zagościł szeroki uśmiech. Odmachał mi i pomyślałam sobie jak mało wiemy o ludziach. Jak drobne gesty zmieniają rzeczywistość. Pozdrawiam serdecznie kochana :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też kilkakrotnie byłam w roli tego kierowcy, gdzieś ktoś obok się do mnie uśmiechnął a ja w pierwszej chwili spanikowałam i nie wiedziałam jak się zachować. A potem miałam nadzieję, że osoba da mi tę drugą szansę na odwzajemnienie uśmiechu.. I często ją dostawałam:)

      Usuń
  10. Pięknie napisane. Z ogromną przyjemnością przeczytałam.
    Poczułam się, jakbym zerknęła w lustro. Tylko nie zaglądam ludziom do okien. Niedawno moją uwagę zwrócił głęboki smutek malujący się na twarzy nieznajomego. Zaczęłam się zastanawiać skąd u niego ten smutek, czy właśnie spotkało go coś przykrego, czy może to efekt całego życia. Miałam ochotę się uśmiechnąć, ale i tak by tego nie zauważył - dzieliła nas szyba w autobusie.
    Zagadywanie, uśmiechanie się to nie jest norma. Ludzie w większości nie spodziewają się po obcych niczego dobrego danego bezinteresownie. Łatwiej im przychodzi komunikatywność na imprezach publicznych, w kolejce do kasy, w pociągu. Może winien jest "umiarkowany" temperament mieszkańców północy? A może po prostu brak genu ciekawości?

    Pozdrawiam słonecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest właśnie dziwne, ale boimy się ludzkiej dobroci, uśmiechu - zwłaszcza bezinteresownego. I tak jak często nie mamy problem z rozdawaniem go i byciem życzliwym dla ludzi obok, tak trudność nam sprawia przyjmowanie tego uśmiechu od innych. Też tak mam. Kiedy to ja zagaduję i się uśmiecham jest rewelacyjnie, ale kiedy czyni to ktoś względem mnie, wtedy nie raz nie wiem jak się zachować a nawet ogarnia mnie strach, że pod tym uśmiechem kryje się człowiek, który chce mi zrobić krzywdę.. Po części to myślenie jest nawet głupie, ale trudno je ot w jednej chwili zmienić i uwierzyć w dobro tkwiące w innych.

      Usuń
  11. Bardzo głęboka,mądra ta Twoja notka! W pierwszej jej części odnosiłam wrażenie, że to o mnie! Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Czyli nie jestem osamotniona w mojej ciekawości świata i ludzi? :)
      Pozdrawiam.

      Usuń
  12. Ja również często obserwuję ludzi! Lubię analizować ich mimikę, ruchy, mowę ciała. Jednak myślę, że robię to z innego powodu. Myślę, że bardziej interesuje mnie psychologia człowieczego zjawiska. Dlaczego ludzie postępują tak, a nie inaczej? Dlaczego są jacy są? Jaki mają wpływ na innych. Tego typu zagadnienia mnie nurtują :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdzieś to wszystko chyba się przeplata, ta cała psychologia, którą i ja lubię. Niniejszym aż dziwię się, że tyle osób lubi tak jak i ja obserwowanie innych.

      Usuń
  13. Wpadłam tu sobie i ... zatraciłam się. Tak cudownie tu ciepło, emocjonalnie. Zostaję na dłużej, rozkoszując się nowym "obcym" w moim życiu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa. To zawsze łechcze moją duszę:) Ostatnie dni mam zabiegane, ale jak znajdę chwilę przyjdę z odwiedzinami. Pozdrawiam.

      Usuń

Dziękuję, że chcesz towarzyszyć w mojej osobistej wędrówce. Każde słowo pozostawione w tym miejscu, jest dla mnie ważne i cenne. Zapraszam i czuj się jak u Siebie :)