wtorek, 5 lipca 2016

WYPRZEDZIĆ PROBLEM


Krajowa siedemnastka. Trasa Lublin - Warszawa. Gdzieś w połowie drogi na której przepisowo można jechać dziewięćdziesiąt, nagle wyrwałam się z zamyślenia i zdałam sobie sprawę, że od dłuższych chwil jadę niecałe siedemdziesiąt. Jak zahipnotyzowana jechałam za samochodami jadącymi przede mną, pewna, że droga jest zatłoczona i nic nie da się zrobić, jedynie biernie podążać tą siedemdziesiątką za innymi. Po chwili jednak wychyliłam się samochodem lekko w lewo i zobaczyłam, że te dwa jadące samochody przede mną jadą za Tirem, przed którym jest w zupełnie pusta jezdnia.

I wtedy do mnie dotarło, że ten Tir, to nic innego jak metafora życiowych problemów, który zasłania nam nie tyle widoczność co perspektywę życia, spowalnia je ale przede wszystkim biernie trzyma cały czas za sobą, nie dając możliwości życia takiego jakbyśmy chcieli i na jakie pozwalają możliwości naszego życia. W dodatku te dwie osobówki jadące za nim a zarazem przede mną są kolejnymi metaforami naszego podporządkowania się pod zaistniałą sytuację: "Bo jeśli on nie wyprzedza, to znaczy, że ja też nie mogę, no bo co sobie pomyślą, co powiedzą ci, którzy jadą za mną; że się wyłamuję, że kozaczę, że szpanuję." A potem pojawiają się te okropne myśli: że może gdybym miała lepszy samochód bo mimo, że to mercedes to przecież tylko mercedes, są od niego lepsze auta; gdybym dłużej jeździła, bo w końcu jeżdżę tylko od dwóch lat i nawet co miesięczne przejeżdżane ponad 2000 km są niczym - bo inni już od tylu lat; a żeby było mało to pojawia się jeszcze to!- gdybym była facetem a nie przysłowiową babą za kierownicą, może dałabym sobie przyzwolenie aby się odczepić od tego samochodowego wagonu i pojechać przed siebie. Zaczynam szukać wymówek; że pozwalam opanować się lęków, stereotypom, że boję się, że ktoś mnie strąbi, że nagle ni stąd pojawi się radiowóz, bo wyprzedzając będę musiała przekroczyć prędkość; że mandat; że strata pieniędzy; że punkty karne; że opinia; że poczucie winy; że to, że tamto...

A potem przychodzi chwila opamiętania, wyciszenia umysłu, odcięcie się od lęku i ROZEZNANIE. Zjechać optymalnie do lewej krawędzi; upewnić się czy mam wystarczająco miejsca na drugim pasie aby podjąć próbę wyprzedzenia zarówno osobówek jak i Tira; Rozeznać czy miejsce między jedną osobówką a drugą daje mi pole manewru do ewentualnego nagłego "schowania" się podczas wyprzedzania; spojrzeć w lusterka i mając widoczność rozpocząć manewr wyprzedzania.

www.muzyczneradio.com.pl 


Ile to razy, problem nie ważne jak mały nagle urastał do rangi wielkiego, bo kiedy przez długi czas zwolniwszy do siedemdziesiątki jedzie się za Tirem, po krótkim czasie nie jesteśmy w stanie widzieć nic innego jak tego WIELKIEGO I DŁUGIEGO TIRA.

Problem to tylko jadący przed nami TIR. Nic innego. I dopóki jedziesz jest zawsze szansa aby go wyprzedzić i pojechać dalej swoim rytmem i z perspektywą możliwości, które zawsze czekają na nas przed nami. A dopóki jedziesz znaczy, że żyjesz. A zazwyczaj jest tak, że kiedy podejmiesz próby wyprzedzania, TIR, kiedy to zauważy zjedzie na pas awaryjny ułatwiając Ci przejazd; jeśli nie zjedzie to może dlatego, że nie zauważy albo nie chce tego uczynić - tylko o ile wzrasta wtedy Twoje poczucie szczęścia, kiedy bez jego pomocy wyprzedzisz go i po chwili zostawisz go daleko w tyle.
A kiedy okaże się, że mamy przed sobą kilka Tirów pod rząd, pamiętajmy, że o ile nie łamią przepisów, kierowcy Tirów muszą zostawić miejsce między swoimi samochodami dla osobówek. Wtedy możesz odpocząć, nabrać nowych sił, odwagi, mieć te kolejne kilka chwil do rozeznania sytuacji i podjęcia kroków jak wyprzedzić samochód, który spowalnia Twoją jazdę - Twoje życie.

I chyba to co często nas gubi. Tir to tylko samochód, którym kieruje Człowiek, który ma serce, dusze, emocje i ludzkie odczucia i bardzo często ułatwi nam przejazd - ale zazwyczaj wtedy jak damy mu jakiekolwiek znaki, że my tego chcemy.

Problemy - to nic innego jak sytuacje na które składają się w większości ludzie i ich emocje, zdania, wymiana jakże często sprzeczna komunikatów, niezrozumienie itd - ale zawsze lub prawie zawsze człowiek. A człowiek jak każdy z nas jeśli zauważy, że ktoś próbuje zmienić daną sytuację - może nam pomóc ją rozwiązać a nawet jeśli nie, nasza radość wygranej bez jego pomocy wzrasta do niebotycznych wymiarów.
Rzadko kiedy Tir nagle skręca w boczną drogą, dając nam wolną przestrzeń. Problemy też rzadko same z siebie się rozwiązują. Zamiast czekać może warto ROZEZNAĆ się w sytuacji i podjąć odpowiednie kroki aby nie torować sobie samemu życia a często po prostu wyprzedzić i ominąć to co  znalazło się na naszej drodze.


groteski.pl


Wszystkim kierowcom Tirów jak i osobówek, którzy do tej pory pokazali niesamowitą kulturę jazdy ale i tą osobistą - bardzo dziękuję.

SZEROKOŚCI W ŻYCIU!


22 komentarze:

  1. Jak to mi przypomina moje przemyślenia kilka lat temu!
    I też je porównywałam do jazdy samochodem, ale na tira nie wpadłam ;)
    Choć nadal są momenty, kiedy jadę za tirem i strach nie pozwala wyjechać mi zza niego, to jednak coraz częściej się to udaje.
    A jeden post wcześniej masz przepiękny obrazek - "wybacz, że nie cieszyłam się swoim życiem".
    Daje do myślenia, tak jak Twój cały blog.
    Z przyjemnością Cię obserwuję. Kawałek normalności w świecie, gdzie wszystko się wszystkim udaje, jest pięknie, cudownie i bez skazy...
    Pozdrawiam! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, chyba głównie za tą normalność. To była ogromna walka z samą sobą aby o niej pisać a tym samym wyłamać się z kanonu całej gamy zwycięstw, sukcesów, pogoni za czymś...
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  2. Piękna metafora - wiem jak trudne jest wyprzedzanie TIRa, choć nie jestem kierowcą, ale choć nie jestem też psychologiem wiem jak ważne jest w życiu odważyć się i spróbować i jak ważne spotkać na drodze życzliwych "kierowców".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami jak widzę tę kulturę i tą życzliwość o której wspomniałaś na drodze często się aż wzruszam a potem zastanawiam się jak samochód zmienia człowieka. Tak jak gdybyśmy wsiadając za kierownicę stawali się innymi ludźmi. Aczkolwiek i niestety idzie to też w drugą stronę - czego również doświadczyłam. Ale to kolejna metafora życia:)

      Usuń
  3. Doskonała metafora życia i zestaw wskazówek:). Tez mam sporo przemyśleń za kierownicą... bywa, że na 4-5 tysięcy kilometrów miesięcznie:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Często czuję się wysiadając po kilkugodzinnej jeździe z samochodu jakbym wychodziła od psychologa; głowa pełna przemyśleń, wniosków ale też rozwiązań czy niekiedy rezygnacji. Takie życie w życiu :)

      Usuń
  4. Jakie świetne porównanie! Bardzo do mnie przemawia! Nic tylko napisać "przysłowiowej babie za kierownicą" - SZEROKOŚCI! :)

    Pozdrawiam i w wolnej chwili zapraszam do siebie :)

    http://w365dnidookolazycia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta "Szerokość" się przyda. Dziękuję:) Wiele jeszcze daj Boże przede mną kilometrów za kółkiem i w życiu.

      Usuń
  5. Twoja metafora to strzał w dziesiątkę. Ale wiesz, im jestem starsza coraz częściej dochodzę do wniosku, że problemy tak naprawdę są częścią naszego życia, i po prostu są. Kwestia dotyczy bardziej tego jak sobie z nimi radzimy: niestety jedni radzą sobie lepiej, drudzy gorzej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak najbardziej masz rację. Życie bez problemów lub jak wolę nazywać bez wyzwań byłoby niczym pusta kartka, ciągła linia czy droga bez możliwości sprawdzenia naszych możliwości jako kierowców drogowych i życiowych.

      Usuń
  6. Piękna metafora, chyba jeszcze nigdy nie spotkałam się z tak dojrzałym, a zarazem tak życiowym porównaniem. Jestem kierowcą, wiem co znaczy jechać za tirem, ale wiem też że te problemy które spotykamy w życiu są po coś. Wszystkie upadki, przeszkody tak naprawdę pozwalają nam kształtować siebie i być silniejszymi. Bo nie ważne ile razy upadniesz, ważne ile razy się podniesiesz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już nie jeden raz jechanie za przysłowiowym Tirem uchroniło mnie od fotoradarów:)

      Usuń
  7. W samo sedno... choc czasami latwiej sie jedzie, czasami to mordega- oby jednak dojechac do celu- ta satysfacja, te osiagniecia niesamowicie wzmacniaja i daja "kopa" na kolejne trasy!
    Dla mnie jednak najgorzej jest gdy "po drodze" musze jechac objazdem badz inna droga- ciezko mi sie ogarnac i czasami takie nieprzewidziane zmiany wytracaja mnie z rownowagi- wtedy zastanawiam sie nad swoja slaboscia ... czasami nawet jestem rozgoryczona, ze ja - zodiakalny baran - tego nie ogarniam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jestem zodiakalną rybą a boję się wody, nie umiem pływać i do niedawna przerażało mnie jechanie czy chodzenie przez mosty. A może taka właśnie jesteś? Lubisz to co znasz, krótko jasno i konkretnie:) Może to powód do radości a nie rozgoryczenie?

      Usuń
  8. Podoba mi się ta metafora. Tir jest takim problemem - lecz czasami niekoniecznie trzeba go natychmiast wyprzedać, czasami warto poczekać na właściwy moment :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami warto a nawet to konieczne. Ale wiesz są też momenty, że świadomie wybieram jechanie za Tirem i nie wymijanie go? Mam wtedy okazję aby zagłębić się w swoje myśli czy wsłuchać w muzykę płynącą z radia:)

      Usuń
  9. Witaj. To raczej nie są problemy. To co napisałaś, oczywiście jeśli chodzi tylko o mnie, dotyczy bardziej wyborów. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale czy wybory nie dotyczą czegoś co przed nimi? Wyzwanie, problem, zakup butów, studiów, męża czy wyprzedzenie Tira? - ale raczej wybór musi mieć przed sobą COŚ :) ale to tylko moje zdanie.

      Usuń
  10. Bardzo lubię jeździć samochodem, chociaż jeżdżę rzadko, bo przeważnie poruszam się autobusami lub na nogach.
    Ale jazda autem skłania do wielu przemyśleń. U mnie też powstają wtedy m.in. pomysły na posty. Kiedyś często jeździłem na rowerze. Wtedy też w głowie powstawały ciekawe refleksje, modlitwy, plany.

    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby tylko samochód a i terapeuta zarazem, który wysłucha naszych myśli; i przyjaciel, który pocieszy zapłakaną kobietę; i kumpel, który zawiezie na piwo itd... :) miłych przemyśleń na kolejnych przejechanych kilometrach.

      Usuń
  11. Wspaniała metafora. To prawda z tymi problemami, czasami wolimy po prostu od nich uciec niż je rozwiązać i się męczymy niepotrzebnie, a czasami wystarczy jedna decyzja i wszystko się zmienia.

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie znam smaku wleczenia się za mentalnym tirem. Stawianie czoła problemom i niespodziankom mam w genach. Natomiast nie przepadam za sąsiedztwem tirów na prawdziwej drodze, to jak potkanie mrówki ze słoniem.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że chcesz towarzyszyć w mojej osobistej wędrówce. Każde słowo pozostawione w tym miejscu, jest dla mnie ważne i cenne. Zapraszam i czuj się jak u Siebie :)