wtorek, 16 sierpnia 2016

Z WIDOKAMI NA NOWE

Czekałam na tę chwilę, kiedy mogę wreszcie przelać myśli na papier. Czas, który za mną był zarówno piękny jak i trudny; dający wiele niezapomnianych wspomnień jak i naginający emocje do granic wytrzymałości a czasem i łez. Nie sposób podzielić się wszystkim; nie sposób wszystko nawet opisać, bo ciągle gdzieś w środku odczuwa się jakby to działo się chwilę przed a, nauczona z rodzinnego domu, że nie kroi się gorącego ciasta bo zrobi się zakalec, skupię się na tym co można naruszyć w jestestwach posiadanych wspomnień.

Za mną wyjazd nad morze a tak naprawdę za nami. Mój prawie że, pięcioletni syn okazał się przecudownym kompanem podróży. To były nasze rodzinne wakacje, choć zawsze jak wypowiadam słowo "rodzinne" zastanawiam się czy mogę z tą moją niepełną rodziną kwalifikować siebie do miana wczasowych rodzin z pełną obstawą ojca i matki. Ale na przekór sobie czynię to od niedawna z wielką dumą. A więc to były moje pierwsze rodzinne wakacje z których cieszyłam się jak dziecko i które na długo a może na zawsze zapiszą się jak pięknie napisana książka, którą pamięta się długo. Było tam wszystko: dziecięca swoboda, radość, chwile grozy, małe lub większe wypadki, cudowne zachody słońca i wspólny posiłek, który mogliśmy dzielić ze znajomymi u których nocowaliśmy. To tak niewiele, ale kiedy choć na chwilę łamię się codzienność i zasiada się z kubkiem kawy w obecności drugiego człowieka - to nie ma w takich chwilach nic piękniejszego. Mam nadzieję, że nasza nieopisana wdzięczność jakoś dotrze do znajomych, którzy otworzyli przed nami swoje drzwi ale i serca.







Jastrzębia Góra; Karwia; Wydmy Łąckie


A potem była przeprowadzka na nowe mieszkanie. To jak wyjście z klatki na wolność; z ziemi w niebo. Przez ostatni rok mieszkaliśmy na pierwszy piętrze z widokiem na trzy ogromne drzewa i 11 piętrowy blok. W małej 30 metrowej kawalerce. Teraz wznieśliśmy się jak już wiecie na 10 piętro na granicy przyległego prawie że do Warszawy miasteczka, co sprawia, że nic nie ogranicza nam widoczności na Warszawę a mało tego daje z drugiej strony widoczność na całe miasto. Tęskniłam za tym, za mieszkaniem na wysokościach, ponad wszystkimi i w sąsiedztwie nieba, jeszcze trudno mi uwierzyć, że po 6 latach to marzenie się spełniło. Teraz mamy dwa pokoje, ponad 43 metry, okna na wschód i zachód, przestrzeń i to Niebo, które od zawsze było moją miłością. Potrafię zachwycać się każdą namiastką zmieniającego się nieba. I to niesamowite jak wiele dzieje się na nim podczas całego dnia, nawet jeśli spoglądając w nie z ulicy wydaje nam się, że nic się nie zmienia przez cały dzień. 
Sami oceńcie:


 A to widok na Pałac Kultury i Nauki z ok 30 km i przyległe mu wieżowce:)







I z tymi widokami Was dziś zostawię. Aby dać sobie możliwość do częstszego przebywania w tej blogowej strefie. 

25 komentarzy:

  1. Pięknie opisałaś swoje przeżycia i spostrzeżenia, obraz niemal poetycki, przeczytałam z radością, bo słychać między wersami poczucie błogości. Niebo robi niesamowite wrażenie, a widoki masz jak w rajskim pensjonacie.
    Czy możesz siebie z synem nazywać rodziną? Jak najbardziej, rodzina to uczucia i wspólnie spędzany czas, a ile widuje sie tzw. pełnych rodzin, gdzie każdy żyje obok...
    Ta pozytywna energia aż bije z 10 piętra:-)
    Samych pięknych chwil dla Was:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Jotko. Pozytywna energia faktycznie jest odczuwalna także dla mnie. Wieczorne życie ptaków nad naszym balkonem, ich korowody, "tańce" to coś wspaniałego. A rodzina? No cóż, żyjemy ciągle w bardzo stereotypowym kraju, gdzie mimo postępującej zmiennej mentalności nadal odczuwa się szufladkowanie i przynależność do takiej a nie innej grupy społecznej. Ale z każdym rokiem więcej we mnie dumy i samodzielnego uznania siebie,nas za Rodzinę:) Dziękuję tym mocniej za te słowa z Twojej strony.

      Usuń
  2. Ciesze sie bardzo, ze za Wami takie cudowne chwile :) Rownie mocno cieszy mnie fakt zmian- realizacji pragnien i marzen :)Jestem pewna, ze wielokrotnie jeszcze pozwolisz podziwiac nam widoki z okna- chyba nie potrzeba Ci TV? ;) To spojrzenie w dal i mozliwosc wyciszenia badz naladowania/ zaleznie od potrzeby , to cudowna samoterapia :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cudownie to ujęłaś. Bo faktycznie to nie o sam widok w sobie się rozchodzi ale o to co on daje. I kiedy zapytałaś o TV dotarło do mnie, że faktycznie tak jest, że sam z siebie jest ale nie mam potrzeb aby go włączać, w dodatku kiedy wieczory jeszcze takie długie i piękne.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  3. Oczywiście, że jesteście rodziną z synkiem! Bez wątpienia :)
    a co do morza... nawet nie wiesz jak Ci zazdroszczę! Nie byłam nad morzem ładnych parę lat. Tęsknię za zapachem ryby z frytkami, tymi kręconymi chemicznymi lodami, piaskiem w butach i muszelkami... :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) Piasek mam do dzisiaj jeszcze w samochodzie tam i ówdzie:) Lodów nie jadam od dzieciństwa - więc trudno mi się odnieść do ich morskiego smaku, za to jadłam gofra w Pucku i jak na razie był to jeden z najpyszniejszych jakie jadłam. Smaku ryb z frytkami również nie zaznałam, bo korzystałam z gościnności i stołu moich znajomych. Ale to daje mi okazję do ponownego powrotu. Wyjazd nad morzem był tak naprawdę kwestią chwili - jedziemy. Byliśmy zaledwie trzy dni - ale to wystarczyło aby głowa i ciało odpoczęło. Może po prostu wybierz się nad morze, choć na dwa dni a nie na wakacje nad morze - mimo wszystko to różnica i nie trzeba aż takich przygotowań:)

      Usuń
  4. Im wyższe piętro, tym widoki rozleglejsze i na początku zapierają dech w piersiach, ale kiedy stają się codziennością człowiek obojętnieje. Ze wszystkim tak jest - nieprawdaż?

    I nie mów o sobie i dziecku "niepełna rodzina". Rodzinę stanowią więzi z drugim człowiekiem, a nie ich liczba. Stanowicie rodzinę i już!

    Pozdrawiam słonecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem jak będzie to teraz na tym mieszkaniu, czy faktycznie zobojętnieje. Bo to dopiero będzie, ale 6 lat temu wynajmowałam mieszkanie również na 10 piętrze na Rakowcu w Warszawie. Mieszkałam tam niecały rok, bo osobista sytuacja zmusiła mnie do opuszczenia, ale ani przez chwilę nie zobojętniało mi patrzenie przez okno, czy siedzenie o północy na balkonie w ciepłe noce i wpatrywanie się na kołujące samoloty nad Okęciem. Więc wierzę, że teraz będzie podobnie. Zresztą to o nie sam widok się rozchodzi jak już wynikło z dyskusji powyżej ale o to co ten widok daje. A oprócz widoku jest niebo, które każdego dnia daje inne widoki:):):)

      Dziękuję Tobie również za ciepłe słowa odnośnie Rodziny. To wiele znaczy.

      Usuń
  5. Widoki-zarówno z pobytu nad morzem jak i te z okna mieszkania-przecudowne.
    Mam nadzieję,że będzie się Wam tam dobrze mieszkało.
    Pozdrawiam ☺

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Ja również w to chcę bardzo wierzyć, w dodatku, że odczuwam jeszcze nieprzyjemne sytuacje z poprzedniego mieszkania. Jednak wierzę, że zła passa przełamała się tymi chmurami i blaskiem słońca:)
      Pozdrawiam. Przybędę z wizytą niebawem.

      Usuń
  6. Rodzina to Wy, bo ważne, że tak się razem z synem czujecie. Cudowne widoki, i te wakacyjne, i te już domowe.Bardzo lubię tak patrzeć na Warszawę, aż lekko zazdroszczę:). Powodzenia na nowym mieszkaniu, i częstych kontaktów tutaj:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Niestety nie mam na tyle dobrego sprzętu fotograficznego aby łapać przepiękne momenty nad Warszawą. Mój aparat niestety już nie dosięga takich odległości:) I ja też mam nadzieję, unormować jakoś moje przebywanie na blogu. Kwestia organizacji czasu i siebie, którą wreszcie mogę poczynić.

      Usuń
  7. Jesteście rodzinka, możesz być tego pewna.:)
    Super, że wyjazd jak najbardziej się udał, zdjęcia przepiękne, już jak człowiek patrzy to odpoczywa.

    A co do mieszkania, to gratuluję i wspaniale, że marzenie się spełniło. A te widoki ah, jestem pod wrażeniem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Wyjazd faktyczne się udał, może dlatego, że był zwykłym koleżeńskim wyjazdem a nie wyjazdem na wakacje z całą otoczką przygotowań i oczekiwań? Widoki z okna? No cóż zaprzeczać nie będę, że robią wrażenie:)

      Usuń
  8. Świetne zdjęcia:)
    Bardzo lubię otwarte plaże, właśnie takie jak w Karwi, Jastrzębiej Górze czy Łebie.
    Lubię też stać na balkonie i obserwować niebo. Chociaż przeważnie stoję w nocy i patrzę na gwiazdy.
    Gratuluję nowego mieszkania:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) W nocy też stoję na balkonie, zwłaszcza podziwiam księżyc w całej swej okazałości, jednak mam aparat, który ma już swoje lata i zdjęcia nocy wychodzą bardzo złej jakości, więc fotografuję tylko to co dzieje się w dzień. A otwarte i publicznie dostępne plaże - warto korzystać i upajać się widokami i możliwością bycia tam, dopóki być możemy, zwłaszcza, że to ponad 500 km od nas, co nie daje tak częstych możliwości do bywania.

      Usuń
  9. Nie mam żadnych wątpliwości, ze Ty i Twój Synek to normalna Rodzina 😉 Życzę Wam życzliwych ludzi wokół i pięknych widoków, których mogę Ci trochę pozazdrościć, bo mieszkam na parterze. Zdjęcie z budynkami - fantastyczne.
    Pozdrawiam 😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Tak jak pisałam wyżej, z pewnych nałożonych stereotypów i mentalności w jakiej się przebywało trudno się wychodzi trzymając w dłoniach coś odbiegające od powyższych norm. Ale sama pomału dorastam do myśli, że Rodzina to nie ilość osób a uczucia i to co się przeżywa.
      A widoki? No cóż, sama jestem pod ich wrażeniem, zwłaszcza że tak długo o nich marzyłam. Sama mieszkałam rok czasu na pierwszym piętrze, więc wiem co to znaczy. Z drugiej strony w końcu nie widoki i poziom na którym się mieszka tworzą atmosferę domu rodzinnego a ludzie i wspólne doświadczenia i to co nas łączy i jednoczy.

      Usuń
  10. Też spędziłam wakacje z Juniorem tylko i to były nasze pełnoprawne, rodzinne wakacje. Nie mam wątpliwości i Ty jej też nie miej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) Przyzwyczajam się do pełnoprawności posiadania Rodziny:)

      Usuń
  11. ja za morzem nie przepadam wolę góry :) ale mimo to miło patrzeć na te bezkresy wodne. obserwuję:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś też nie wyobrażałam sobie jak można czerpać przyjemność z bycia nad morzem i uciekałam tylko w góry. Ale jednak można i teraz bardziej ciągnie mnie nad wodę niż w góry, choć nadal sercem jestem również na szczytach gór:)

      Usuń
  12. Przyzwyczaiłem się do mieszkania nisko, ale tych widoków z 10 piętra to zazdroszczę, piękne są :-) Jak jestem w jakimś mieście, to zawsze szukam punktów widokowych, to się nigdy nie nudzi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więc nie tylko ja nie pozostaję obojętna na ciągle nowe doznania oglądania świata z wysokości (mniejszych czy większych), mimo, że z pozoru widzimy ciągle jeden i ten sam krajobraz? :)

      Usuń
  13. Ależ ja Ci zazdroszczę tych widoków! Sama chciałabym mieszkać tak wysoko.
    A z tym, że ciężko Ci nazywać Waszą dwójkę pełnowartościową rodziną Cię rozumiem. Mamy narzucony obraz jak coś powinno wyglądać. Jak powinna wyglądać rodzina, matka, dom, udane życie i inne takie. Ale to nie społeczeństwo ma decydować o tym jak sie czujemy tylko my. Jestem pewna, że kiedy Ty będziesz czuła sie dobrze i będziesz mogła powiedzieć sobie 'tak jesteśmy pełnoprawną, szczęśliwą rodziną!' Twój synek nawet nie pomyśli że jest inaczej. Pozdrawiam ☺

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że chcesz towarzyszyć w mojej osobistej wędrówce. Każde słowo pozostawione w tym miejscu, jest dla mnie ważne i cenne. Zapraszam i czuj się jak u Siebie :)