sobota, 17 września 2016

Zatrzymane w kadrze.



Jeden balkon a tak wiele perspektyw widokowych. Dzielę się z Wami chwilami, którymi mogłam upajać się wpatrzona w to, co  rysowało niebo  przed moim oczami. To były wspaniałe chwile. Na szczęście kończy się tylko lato. Widok pozostaje :)












wtorek, 13 września 2016

CZARNE MYŚLI - USUWAJ CZ. II





Były w każdym zakamarku mojej głowy. Ciemne, ciężkie, zwiastujące najgorsze katastrofy mojego życia. Z obawy przed tym co ma nastąpić zamykałam wszystkie okna i drzwi mojego życia. Przed każdą kolejną ewentualną możliwością, zmianą, osobą. Bałam się tego co ma zaraz nastąpić, będąc przekonana, że to co znajduje się w mojej głowie, jest tym samym co za moment nastąpi w życiu, którego dotykam. 



Widziałam co prawda kształty mojej rzeczywistości, jej blask a nawet piękno. Dostrzegałam  migające w oddali światła, słyszałam szum miasta i życia innych. Ale mimo to, ciągle pochłaniała mnie ciemność i katastroficzność moich myśli.
Zabijały mnie od środka. Pomału ale jakże skutecznie. 





To moje osobiste korony mojej życiowej ziemi. Szczyty z których rozpiera się widok na piękno mojego życia, na mnie prawdziwą, wolną bez kajdan przeszłości. 
Kiedy zaczynałam te prawie dwa miesiące temu mój osobisty projekt zmiany mojego życia: "USUWAJ/WŁĄCZAJ", nie przypuszczałam, że nabierze on takiego wymiaru zmian ale i trudności. Projekt bardzo świadomy, po przebytej terapii, po wielu zmianach, które już dokonały się w mojej głowie; po wyrzuceniu z obecnego życia dużej ilości niepotrzebnej i przeżytej już przeszłości. 
To miała być tylko zmiana nawyków, taki mały obrót - jak w tańcu. Miałam sobie pozwolić na upadki, chwile słabości, na bardzo powolne maszerowanie z ogromnym dystansem do założonego celu.
 Jednak, kiedy zaczęłam moją wędrówkę, zrozumiałam, że tylko przezwyciężając chwile słabości, stawiając o jeden krok więcej niż by mi się chciało postawić i podchodząc z pełnym zaangażowaniem i uważnością do tego co przede mną, mogę dotrzeć na szczyt, pomimo wszystkiego co mnie na nim spotka.


 Przebyte 21 dni na zmianie myśli z negatywnych na pozytywne, neutralne; wyeliminowanie tak dużej ilości kompletnie do niczego niepotrzebnych snutych wydarzeń, katastrofalnych zakończeń czy ludzkiej nienawiści skierowanej w moją osobę - okazały się bardzo trudną wspinaczką i wyczerpującą drogą samą w sobie.
To była walka o każdy krok, o każde podniesienie stopy aby ten krok postawić. To nadal jest walka. 
Było trudno, naprawdę trudno - ale ten trud się opłacał. 


Przede mną kolejne szczyty. Wspinając się na Nie, nie zapominam o tym, czego nauczyłam się na poprzednich dwóch szlakach. Zabieram ze sobą to co zostało oczyszczone w pocie wędrówki. Nie odhaczam tego co za mną, bo to rodzaj pracy nad sobą, którego nie da się odłożyć na półkę jak przeczytaną książkę. To co prawda zwycięstwo, jednak bez dbanie o nie, pozostanie tylko przeżytkiem, wspomnieniem czy zatrzymanym w kadrze momentem do którego będzie można powracać ale nie będzie można nim żyć obecnie i czerpać z niego siłę...

Kiedy narysowałam te moje góry, zdałam sobie sprawę, że to nie są już tylko punkty w notesie do naprawy ale codzienna wspinaczka: z potem, zmęczeniem, niekiedy rezygnacją. Jednak kiedy spojrzałam na te dwa, na które udało mi się wspiąć, zrozumiałam, że na kolejne łatwiej się odważyć i nie bać się tego co mnie tam czeka.

Po co to wszystko?:

Eliminacja lenistwa - to świadomość jak wiele możliwości ma doba, tydzień, miesiąc. Jak wiele mogę zrobić od codziennych czynności po możliwość spełnienia tych najskrytszych marzeń; to nowe szanse, nowi ludzie i nowe możliwości - które nie miały racji  bytu wcześniej przez obojętność, zasiedzenie się i permanentny brak poczucia sensu robienia czegokolwiek w imię: "Nie chce mi się!";

Eliminacja czarnych myśli - to jakby rozsunięcie ciemnych, ciężkich i zakurzonych zasłon, otwarcie na oścież okna i ujrzenie świata taki jaki jest naprawdę; to doświadczenie na własnej skórze mądrości: "zmień swoje myśli - a zmienisz swoje życie". 



Trzeci szczyt, w stronę którego zaczynam wędrować od dziś - to NIEZDECYDOWANIE
Zagrzebana w nim, tracę mnóstwo czasu na podjęcie tej właściwej decyzji a często jakiejkolwiek decyzji. A przecież każda podjęta decyzja - gdzieś prowadzi... 

Dziękuję za poprzednie komentarze i blogowe wsparcie. Świadomość, że nie wędruje się samemu, daje siłę do kolejnego kroku ku górze...



P.S. Macie swoje szczyty, które zasłaniają Wam widok na pełnię Waszego życia?