wtorek, 13 września 2016

CZARNE MYŚLI - USUWAJ CZ. II





Były w każdym zakamarku mojej głowy. Ciemne, ciężkie, zwiastujące najgorsze katastrofy mojego życia. Z obawy przed tym co ma nastąpić zamykałam wszystkie okna i drzwi mojego życia. Przed każdą kolejną ewentualną możliwością, zmianą, osobą. Bałam się tego co ma zaraz nastąpić, będąc przekonana, że to co znajduje się w mojej głowie, jest tym samym co za moment nastąpi w życiu, którego dotykam. 



Widziałam co prawda kształty mojej rzeczywistości, jej blask a nawet piękno. Dostrzegałam  migające w oddali światła, słyszałam szum miasta i życia innych. Ale mimo to, ciągle pochłaniała mnie ciemność i katastroficzność moich myśli.
Zabijały mnie od środka. Pomału ale jakże skutecznie. 





To moje osobiste korony mojej życiowej ziemi. Szczyty z których rozpiera się widok na piękno mojego życia, na mnie prawdziwą, wolną bez kajdan przeszłości. 
Kiedy zaczynałam te prawie dwa miesiące temu mój osobisty projekt zmiany mojego życia: "USUWAJ/WŁĄCZAJ", nie przypuszczałam, że nabierze on takiego wymiaru zmian ale i trudności. Projekt bardzo świadomy, po przebytej terapii, po wielu zmianach, które już dokonały się w mojej głowie; po wyrzuceniu z obecnego życia dużej ilości niepotrzebnej i przeżytej już przeszłości. 
To miała być tylko zmiana nawyków, taki mały obrót - jak w tańcu. Miałam sobie pozwolić na upadki, chwile słabości, na bardzo powolne maszerowanie z ogromnym dystansem do założonego celu.
 Jednak, kiedy zaczęłam moją wędrówkę, zrozumiałam, że tylko przezwyciężając chwile słabości, stawiając o jeden krok więcej niż by mi się chciało postawić i podchodząc z pełnym zaangażowaniem i uważnością do tego co przede mną, mogę dotrzeć na szczyt, pomimo wszystkiego co mnie na nim spotka.


 Przebyte 21 dni na zmianie myśli z negatywnych na pozytywne, neutralne; wyeliminowanie tak dużej ilości kompletnie do niczego niepotrzebnych snutych wydarzeń, katastrofalnych zakończeń czy ludzkiej nienawiści skierowanej w moją osobę - okazały się bardzo trudną wspinaczką i wyczerpującą drogą samą w sobie.
To była walka o każdy krok, o każde podniesienie stopy aby ten krok postawić. To nadal jest walka. 
Było trudno, naprawdę trudno - ale ten trud się opłacał. 


Przede mną kolejne szczyty. Wspinając się na Nie, nie zapominam o tym, czego nauczyłam się na poprzednich dwóch szlakach. Zabieram ze sobą to co zostało oczyszczone w pocie wędrówki. Nie odhaczam tego co za mną, bo to rodzaj pracy nad sobą, którego nie da się odłożyć na półkę jak przeczytaną książkę. To co prawda zwycięstwo, jednak bez dbanie o nie, pozostanie tylko przeżytkiem, wspomnieniem czy zatrzymanym w kadrze momentem do którego będzie można powracać ale nie będzie można nim żyć obecnie i czerpać z niego siłę...

Kiedy narysowałam te moje góry, zdałam sobie sprawę, że to nie są już tylko punkty w notesie do naprawy ale codzienna wspinaczka: z potem, zmęczeniem, niekiedy rezygnacją. Jednak kiedy spojrzałam na te dwa, na które udało mi się wspiąć, zrozumiałam, że na kolejne łatwiej się odważyć i nie bać się tego co mnie tam czeka.

Po co to wszystko?:

Eliminacja lenistwa - to świadomość jak wiele możliwości ma doba, tydzień, miesiąc. Jak wiele mogę zrobić od codziennych czynności po możliwość spełnienia tych najskrytszych marzeń; to nowe szanse, nowi ludzie i nowe możliwości - które nie miały racji  bytu wcześniej przez obojętność, zasiedzenie się i permanentny brak poczucia sensu robienia czegokolwiek w imię: "Nie chce mi się!";

Eliminacja czarnych myśli - to jakby rozsunięcie ciemnych, ciężkich i zakurzonych zasłon, otwarcie na oścież okna i ujrzenie świata taki jaki jest naprawdę; to doświadczenie na własnej skórze mądrości: "zmień swoje myśli - a zmienisz swoje życie". 



Trzeci szczyt, w stronę którego zaczynam wędrować od dziś - to NIEZDECYDOWANIE
Zagrzebana w nim, tracę mnóstwo czasu na podjęcie tej właściwej decyzji a często jakiejkolwiek decyzji. A przecież każda podjęta decyzja - gdzieś prowadzi... 

Dziękuję za poprzednie komentarze i blogowe wsparcie. Świadomość, że nie wędruje się samemu, daje siłę do kolejnego kroku ku górze...



P.S. Macie swoje szczyty, które zasłaniają Wam widok na pełnię Waszego życia? 



23 komentarze:

  1. Lubisz poezję i chodzenie po górach?
    Bo wpis jest bardzo poetycki, a tematyka mocno górska;)

    Ja też miałem problemy z lenistwem i czarnymi myślami. W moim przypadku najlepszym sposobem na przykre i złe myśli było właśnie działanie. Nawet głupie pójście na ćwiczenia albo odkurzenie mieszkania czy pisanie na blogu niwelowało głupie myśli.
    A dawniej, gdy sporo leżałem przed TV, miałem tysiące chorych myśli.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestem miłośniczką poezji, choć od czasu do czasu lubię się nad nią zatrzymać. Góry? No cóż. Dawno tam nie byłam, ale są dla mnie ważne z takich a nie innych względów.

      Czyli nie ja jedna zostałam opanowana, lub dałam się opanować tej całej myślowej ciemności? Cieszę się, że udało Ci się przezwyciężyć, pójść dalej, wyjść do świata, do ludzi, do samego siebie. To na pewno duży wysiłek, ale wierzę, że się opłacał i teraz żyje Ci się z samym sobą o wiele lepiej.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  2. Ciekawie to opisałaś, warto zastanowić się nad tymi naszymi szczytami. Nie zauważam u siebie czarnych myśli, choć kiedyś bywały, z niezdecydowaniem walczyłam długo i czasem zdarza mi sie, ale najbardziej męczy mnie lenistwo lub brak motywacji. Chciałabym poprawić elastyczność ciała, zdrowiej sie odżywiać, więcej podróżować, lepiej wypełniać czas - a tu wygoda bierze górę, czasem łakomstwo, chęć nicnierobienia tak po prostu, dla wyciszenia, a życie ucieka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odpowiadając u Ciebie na pytania uświadomiłam sobie, że to niezdecydowanie bardzo mnie wiąże, powstrzymuje. Co prawda miałam go na swojej liście, wiedziałam od początku, że chcę to zmienić, przepracować, ale zapewne odłożyłam bym to na dalsze "potem" a zajęła się zupełnie czymś innym. Ale wiem, że "dziś" jest najlepszym czasem, w którym mogę rozpocząć pracę nad Niezdecydowaniem.

      Jeśli nie czytałaś, bądź nie słuchałaś audiobooka polecam odnośnie tego co napisałaś: "Zjedz tę żabę" Brian Tracy. Może akurat coś znajdziesz pomocnego lub ciekawego dla Siebie odnośnie tego co chciałabyś zmienić, ulepszyć.

      Pozdrawiam :)

      Usuń
  3. Reasumując - życie to nieustanna wspinaczka a każdy ma swój Everest (z pewnością nie jeden). Interesująco ujęłaś temat. Życzę CI powodzenia w zdobywaniu kolejnych życiowych szczytów.
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Dla każdego, kto zdobywa swoje również. Niech widoki zachwycają.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  4. fajnie to ujęte i napisane... czarne myśli powinno się wycierać jak ołówek gumką

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby to było takie proste, to nie było by tyle depresji wśród ludzi. Zresztą zazwyczaj po wytarciu, pozostaje brudny ślad.
      :)

      Usuń
  5. Pozostajac w klimacie metafory - czasem lepsze od zdobywania szczytu jest wedrowanie po wyżynie. Powodzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy z nas ma swoje ulubione trasy, wysokości. Ważne aby każdy znalazł odwagę jeśli to konieczne i nie bał się na nie wyruszyć.
      Dziękuję :)

      Usuń
  6. Opisywane sytuacje sa mi raczej obce... mnie "nosi" a pozytywne nastawienie do zycia to moja wizytowka. Oczywiscie trafiaja sie gorsze dni, fazy- czesto spowodowane pora roku, hormanoami itp. Ciesze sie jednak, ze Ty dajesz rade, ze juz "cos" sie dzieje- mam nadzieje, ze odkryjesz tez te malutkie przyjemnosci- kawka, kasiazka czy spacer. Przesylam sloneczne pozdrowienia i pakunek optymizmu!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, aż tak źle nie jest:) Kawa, książka a spacer przede wszystkim to dla mnie coś wyjątkowego. A mieć wokół siebie pozytywnych ludzi, którzy zarażają optymizmem i żyją w pełni to istny skarb, tym bardziej cieszę się, że mogę do Ciebie zaglądać i czerpać tę radość i życie:)

      Usuń
  7. Witaj. Życzę tobie powodzenia w tej trudnej wspinaczce. Eliminacja czarnych myśli, będzie chyba najtrudniejszym wyzwaniem, lecz nie do niepokonania. Pozdrawiam słonecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najtrudniejsze są początki, potem ciało i głowa zaczynają się przyzwyczajać do zmian a pielęgnowane zmiany w czasie przynoszą duże korzyści. Ale dziękuję. Wsparcie przyda się zawsze, zwłaszcza we wspinaczce pod górę.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  8. Mam trochę takich szczytów, które niemiłosiernie się piętrzą... Obecnie ruszyłam na wędrówkę aby je pokonać ale wciąż bojąc się możliwego upadku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno tak naprawdę boimy się bardziej tego, że uda nam się zwyciężyć niż tego, że upadniemy. Na początku dziwiło mnie to stwierdzenie i głębia przesłania, ale po wielu doświadczeniach, wreszcie zrozumiałam jego sens. I faktycznie. Zwycięstw boimy się bardziej niż porażek.
      Mimo upadków życzę wędrówki w górę :)

      Usuń
  9. Swego czasu też przechodziłam przez etap uczenia się eliminowania czarnych myśli. Trwało to naprawdę długo, ale efekty są zadowalające :) Jednak górki i pagórki nadal istnieją w moim życiu - na przykład niecierpliwość, która czasem przedwcześnie niszczy jakieś idee ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem przekonana, że górki i pagórki będą zawsze istniały w naszym życiu, ale to dobrze, bo gdyby ich nie było moglibyśmy przestać odczuwać głębi życia. A czarne myśli? To ciężki kawałek ziemi, który wymaga wiele nakładu pracy aby wyrosło na nim nowe życie. Cieszy fakt, że Ci się udało, że włożony zapewne ogromny wysiłek przyniósł zadowalające rezultaty. To też daje światło w tunelu dla innych, którzy tak jak i ja zmieniają swoje myślenie.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
    2. Odnośnie Twojego komentarza na moim blogu - też mam nadzieję, że nie zniknę szybko, nie chciałabym tego ;)

      Usuń
  10. Stale wspinam się pod tę górę. Czasami mam wrażenie, że gdy zrobię kilka kroków do przodu, za chwilę osuwam się w dół... Czasami tak trudno coś zmienić w swoim życiu, począwszy od rzeczy błahych, kończąc na tych najważniejszych, szczególnie, gdy się ma za sobą trudne doświadczenia, które powodują, że tracimy wiarę w siebie... ale - tak jak napisałaś: przeszłość niech zostaje za zamkniętymi drzwiami, niech będzie tylko gorzką lekcją życia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem przekonana, że nie tylko Ty masz takie wrażenie. Zwątpienia, chwile osuwanie się w dół, przeświadczenie o stagnacji czy cofaniu się - towarzyszą każdemu. Niektórzy to ukrywają, inni od tego uciekają jeszcze inni nie są świadomi tego co dzieje się w ich myślach czy mechanizmach kierujących ich życiem.
      A przeszłość? Ot tak raczej nie da się jej zamknąć, zostawić za drzwiami. Uciekając od trudnych doświadczeń, mimo wszystko nie ucieknie się daleko. To tak z własnego doświadczenia. Przepracowanie jej, spojrzenie z dystansem na to co minęło, wyciągnięcie życiowych nauk i wspaniałych wspomnień, które też się w niej zawierają - to o wiele lepsza droga poradzenia sobie z tym co boli. Tak było u mnie. Każdy jednak radzi sobie z bólem przeszłości inaczej. Najważniejsze abyś znalazła swój sposób, który przeprowadzi Cię z bólu do cieszenia się tym życiem, które jest Teraz. Czego Ci życzę:)

      Usuń
  11. Katastroficzne wydarzenia są udziałem każdego człowieka tyle, że różnie każdy z nas na nie reaguje. W ogóle życie składa się wyłącznie z elementów dwubiegunowych. Marazm, stagnacja to tylko stan umysłu, życie jako takie jest w ciągłym ruchu.
    Co do przeszłości, nawet jeśli była bolesna, to nie powinniśmy zapominać, że nas ukształtowała na lepsze. Lepsze postrzeganie, reagowanie, podejmowanie decyzji. Z resztą odnoszę wrażenie, że to już wiesz. Oczywiście na spojrzenie z dystansem trzeba czasu, ale zawsze nadchodzi.
    Bywa, że człowiek staje się niewolnikiem przeświadczenia o własnej małości, niemocy, i odbiera swój byt jak zawieszenie w czasie. Czasami wystarczy tzw. wyjście do ludzi, zrobienie czegoś co się lubi, a czasem nieodzowna jest fachowa pomoc specjalisty. Ale w życiu, jak w powiedzeniu "wszystkie drogi prowadzą do Rzymu". Trzeba tylko dać sobie pozwolenie na odwrócenie się plecami do tego co uwiera, a lęki i obawy przed "powtórką z rozrywki" jeśli nie prysną, jak bańka mydlana, to staną się mało dostrzegalne. A kiedy zdarzy się upaść to trzeba otrzepać kolana, podnieść głowę i powtarzać sobie do znudzenia, że nic (i nikt) w życiu nie jest doskonałe.
    Moja wypowiedz może zabrzmiała jak wymądrzanie się, ale - uwierz mi - jest efektem własnych doświadczeń i wnikliwego obserwowania bliźnich.
    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie odbieram Twojej wypowiedzi jako wymądrzanie się, wręcz przeciwnie jako słowo wsparcia, tym cenniejsze, że oparte na doświadczeniach Twojego życia. Dziękuję za to co napisałaś. A napisałaś we właściwym dla mnie czasie...

      Usuń

Dziękuję, że chcesz towarzyszyć w mojej osobistej wędrówce. Każde słowo pozostawione w tym miejscu, jest dla mnie ważne i cenne. Zapraszam i czuj się jak u Siebie :)