niedziela, 30 października 2016

PAŹDZIERNIK

    
Odwracasz się w tył siebie i widzisz, że droga, która za tobą, jest tylko czarnym żwirem, na którym nic więcej nie ma. Tylko żwir. A przecież szłaś. Cały czas szłaś. A idąc coś miało się tworzyć, stwarzać, rosnąć, budować, zapisywać, aby potem, kiedy tego pamiętnego "dziś" odwrócisz się, zobaczysz za sobą pewien etap życia. Budowle, ludzi, uśmiechy, łzy. Wszystko będzie na tej drodze stało jak drzewa, które zapuściły korzenie w twojej przeszłości i nikt już ich z tej drogi nie wyrwie. 
Ale za tobą tylko czarna prosta droga. Tylko. A przecież żyłaś. Takie miałaś wrażenie. Oddychałaś, mówiłaś: "Dzień dobry" widziałaś, słyszałaś... 

A potem fala łez uderza o ciebie. Jest wszędzie. Konwulsyjny płacz rzuca tobą po całym twoim "ja", które tak naprawdę jest bardziej obce niż cała prehistoria. Mimo to, nie chcesz ustąpić, nie chcesz się poddać. Chcesz wycisnąć na siłę ten płacz i siłą, której już nawet nie rozpoznajesz brnąć pod wiatr, bo przecież musisz. Musisz. Tyle lat wmawiano ci, że Musisz. I nieważne, że dziś wszędzie cisza a głosy jakby inne, cieplejsze, dojrzałe, obecne - ty Musisz!

- Tylko, tak naprawdę co Musisz? - odzywa się nagle cichy głos, schowany głęboko w życiu.
- Co musisz? No co?

Siadasz, ściskając z całych sił kolana, dłońmi, które przecież są twoje i które mogą tak wiele. Mogą a nie muszą. I płacz, który na powrót rozrywa twe ciało, dotyka je jakby chciało słoną wodą łez roztopić mur, który tak wysoki, że ciężko dostrzec już to co za nim; jakby chciało obmyć z tego, co powoduje, że rany nie chcą się goić.

Chciałabyś usłyszeć wtedy: "ale przecież to nie wstyd", a tak naprawdę chciałabyś usłyszeć: "ale to nie twoja wina", ale i tak wiesz, że byś w to nie uwierzyła. 

- Nie chcesz czy nie możesz? - pojawi się znowu, siadając za tobą.
- Na czyje rozgrzeszenie czekasz? Na czyje?

I liczysz, kładziesz jedno na drugie jakbyś chciała zbudować wieżę, która wyzwoli cię z tego czarnego "dzisiaj", "jutro" i przez kolejne dziewięć dni. Trzy dziesiątki i jedna piątka. Tylko tyle aby przeżyć. Na początku robisz zakłady z samą sobą, czy ci się uda, przez dzień, trzy dni, góra cztery. Stoisz mocno na ziemi, trzymając w zaciśniętej dłoni to wszystko co ci zostało. Jeszcze wydaje ci się, że dasz radę, że co to takiego za 7 złoty przeżyć kolejne dwa dni. Ale gdy przychodzi ci odebrać  z rąk własnego dziecka bułkę, która była odłożona na jutro - wtedy dociera do ciebie, że przegrałaś; że nie dałaś rady; że to twoje "muszę" doprowadziło cię na skraj wszystkiego co obdziera z ludzkiej godności i odbiera błogość dziecięcego uśmiechu. 
Słyszysz dźwięk sma i wiesz, że kolejny miesiąc właśnie się rozpoczął, że twoja dziewięciodniowa walka o tę pszenną bułkę dobiegła końca, że nawet zostało ci siedemdziesiąt osiem groszy - ale kiedy podchodzisz do lustra, nie poznajesz tam już nikogo. Kiedy stawałaś do tej walki - przeżyć za tyle co zostało, byłaś przekonana, że spojrzysz na siebie z dumą, z przekonaniem, że to co dla wielu byłoby niemożliwe, dla ciebie okazało się do pokonania. Ale gdy odczytujesz że przelew został wysłany na twoje konto, twoje ciało nie jest nawet w stanie unieść kącików ust aby ułożyć je w kształt uśmiechu. Duma? Czujesz się jak wypuszczony z celi więzień, który wtedy w tamtą styczniową noc odważył się zaufać jemu, a potem odważył się zaufać sobie, że ta podwójna odpowiedzialność go nie powali. Opierasz resztkami sił dłonie o umywalkę. Podnosisz do góry twarz. Oczy, w których wyczytuje się wszystko, są pozbawione życia. Twojego życia. Jest w nich tylko ten styczniowy nakaz przetrwania - dla niego.


Dotarłaś do ostatniego pytania: "Twoje trzy cele na najbliższy czas". Wiesz, że pisanie nie sprawia ci problemu. Uśmiechasz się. Kładziesz ręce na klawiaturze i... I rozumiesz, że umieć pisać, to nie to samo co mieć co napisać. Nie wiesz. Po prostu nie wiesz... Czujesz ból w każdym emocjonalnym kawałku twojej duszy. Ty, która od zawsze miałaś głowę pełną marzeń, dla której niemożliwe nigdy nie istniało, która trudności traktowała jak szczeble ku pełniejszemu życiu - nie wiesz..  
Idziesz. Wstawiasz wodę na kawę, wyciągasz mleko, cukier. Podchodzisz do okna, widzisz jak ciąg samochód jeden po drugim opuszcza rondo. Tak, to rondo ma w sobie jakąś magię, coś co sprawia, że możesz patrzeć  bez końca. Woda zaczyna się gotować. Przypominasz sobie nagle, jak znajoma pozwala gotować się wodzie kilka minut dłużej. Tak, te kilka minut. Choć te kilka minut. Wyłączasz, zalewasz, mieszasz. Idziesz wolno, pragniesz aby pokój nagle się oddalił. Stawiasz kubek. Jeszcze przez chwilę spoglądasz na reklamę, która pojawia się między bajkami. 

"Twoje trzy cele na najbliższy czas". 
Naciskasz "wyślij". Zamykasz oczy i czujesz się jak zdrajca.

- Dlaczego to zrobiłaś?

"Dziękujemy za wypełnienie formularza.". 

 Odwracasz się w tył siebie i widzisz, że droga, która za tobą, jest tylko czarnym żwirem, na którym nic więcej nie ma.
-  Bo nie było ciebie. Na wyobrażeniach przeszłość się nie utrzyma. Wszystko rozwiał wiatr. Został jedynie czarny żwir, po którym podążało twoje ciało - bez ciebie.

Ktoś wyciąga ku tobie dłoń. Pyta jak się czujesz...

- To nie wstyd zacząć wszystko od nowa...


wtorek, 4 października 2016

WRZEŚNIOWE KSIĄŻKI I FILMY

Co prawda nie było tego tak dużo, bo zaledwie cztery książki, z których tak naprawdę tylko dwie uważam za godne polecenia.

1.

To pierwsza z nich: 
"Nie oddam dzieci!" - Katarzyny Michalak. To moja druga książka autorstwa tej pisarki. Pierwszą była "Bezdomna", która poruszyła mnie naprawdę mocno. Emocjonalnie zrobiła na mnie wielkie wrażenie. Ta również zachowana w podobnym emocjonalnym klimacie. Co prawda to nie do końca mój styl pisania, jaki lubię, jaki mnie hipnotyzuje, wciąga. Jednak kiedy zaczęłam ją czytać, nie mogłam się oderwać. Nie chciałam jej wręcz odkładać na półkę, pełna literackiej zachłanności jak potoczą się losy bohaterów. Fabuła osadzona w Polsce, w realiach z którymi niejednokrotnie każdy z nas stanął  twarzą w twarz, choć może nie w tak drastycznych kolejach losu. Uważam, że dla fabuły warto przeczytać tę książkę.

2. 



"Kiedy odszedłeś" - Maggie O'Farrell.
Z tą książką to taka historia przypadku. Zamówiłam ją w bibliotece już w lipcu i prawie dwa miesiące czekałam pewna, że zamówiłam dokładnie "Kiedy odszedłeś" - Jojo Moyes. Kiedy dostałam sms z biblioteki, że książka czeka na odbiór, biegłam jak na skrzydłach. Moja mina, choć jej nie widziałam, za pewne mówiła wiele, kiedy pani bibliotekarka położyła przede mną tą oto książkę ze zdjęcia. Wychodziłam z pustką w środku, jakby ktoś mi dał w twarz. A potem zaczęłam ją czytać. I już po kilku kartach przypomniałam sobie, dlaczego pokochałam czytanie książek. Po wielu już w tym roku przeczytanych książkach - to pierwsza, gdzie styl pisania jak dla mnie to prawdziwe dzieło sztuki. Chciało się czytać tę książkę, nie tyle dla treści, co dla płynności słów, tego lawirowania między nimi.
Sama fabuła wielowątkowa, dla mnie do 80 strony kompletnie niezrozumiała, za szybko przeskakująca z jednego wątku na drugi. Jednak kiedy wreszcie odnalazłam się kto, kiedy z kim i dlaczego, książka wciągnęła mnie do tego stopnia, że nie potrafiłam się z nią rozstać. Jedna z nielicznych książek, gdzie do końca  trudno przewidzieć zakończenie i rozwiązać rodzinną zagadkę. Książka wymaga skupienia. Przeszłość przeplata się z teraźniejszą. Teraźniejszość jednocześnie jest przeszłością. Mimo wszystko uważam tę książkę a tak naprawdę jej autorkę za wyjątkową pisarkę i moje odkrycie literackie tego roku.

FILM:


1. "MUSTANG". Nie mogłam wybrać się kina, gdy był grany, więc zmuszona byłam poczekać aż któraś ze stron udostępni go za darmo i tak też się stało. Z samych zapowiedzi wiedziałam, że będzie mi się podobał. Choć słowo podobał, nie oddaje tego co działo się ze mną podczas oglądania a mianowicie wielki sprzeciw wobec podejścia do kobiecości. Było we mnie wiele niezgody, nienawiści i pytań, na które tamtejsza kultura jest sama z siebie odpowiedzią.
Do obejrzenia na: http://www.cda.pl/video/927261a0



2. CAFE DE FLORE (2012)
Nie potrafię opisać tego filmu. Cały czas mam go w głowie, ale nie umiem przekazać o czym dokładnie jest. Z pozoru o macierzyństwie, o miłości matki do dziecka, która wręcz zabija. O pokrewieństwie dusz, która to dusza na nas gdzieś czeka całe życie - w tym czy innym życiu. O małżeństwie, stracie i wybaczeniu. Film niesamowity - ale trudny. Nietuzinkowy, nie na jedno "kopyto". Film o wyborach, które dokonujemy lub które dokonują się w nas, na które my nie zawsze umiemy się zgodzić. 
Jak dla mnie to film z przesłaniem i z całym bogactwem życia, które nie zawsze prowadzi do szczęścia - ale zawsze do przeznaczenia, jakie nam zapisane. 




Ciekawych lektur i filmów na te jesienne wieczory i dni.