piątek, 11 listopada 2016

W PERSPEKTYWIE ROKU



listopadowe niebo widziane z mojego okna


Dokładnie o tej porze rok temu, kreśliłam pierwsze słowa w tej blogowej przestrzeni, której kawałek postanowiłam sobie przywłaszczyć, nadając jej taki a nie inny tytuł, który miał być moją osobistą tabliczką informującą, że tu jestem. Tak właśnie - JESTEM. 

Nie do końca też wiedziałam co chcę osiągnąć tym blogiem. Czy ma tak naprawdę pomóc mi, czy to ja opisując swoje doświadczenia i wykaraskanie się z nich, mam pomóc Innym? Nie debiutowałam w tej blogowej strefie a mimo to odczuwałam lęk, strach i niepewność czy to ma jakikolwiek sens, bo wiedziałam, że jeśli się odważę, będzie tam dużo mnie, tej od dawna ukrywanej, nieznanej ale prawdziwej. A to rodziło mój strach, choć wiedziałam, że będzie prowadzony piórem anonimowości.

Mój pierwszy blog: "Na krawędzi życia" założyłam w połowie czerwca 2009 roku, był jak bardzo wiele innych blogów o wszystkim i o niczym. Codzienne życie, wzloty, upadki, przemyślenia, znajomi, wspólne podróże, przyjaźnie. Po pewnym czasie ta nijakość blogowa zaczęła mi przeszkadzać. Chciałam czegoś konkretnego, pisanego moją ręką ale nie o mnie, coś, co będę mogła włączyć chociażby do CV jako mój dorobek pisarski. Założyłam drugi blog: "Warszawa da się lubić". I tak naprawdę to było moje pisarskie dziecko. Nic innego nie zawierał w sobie, jak Warszawę. Od kiedy w 2009 roku przeprowadziłam się z Lublina (gdzie studiowałam) do Warszawy, zwiedzałam i odkrywałam jej zakamarki. Bez mapy, bez przewodników. Wsiadałam, jechałam, wysiadałam i szłam. Z aparatem, ciekawością i zachwytem. Tamten blog dał mi wiele realnych kontaktów z osobami mającymi na uwadze dobro i wizytówkę stolicy; moje zdjęcia, które zamieszczałam u siebie, były umieszczane na innych stronach warszawskich portali. Na tamtym blogu byłam  w pełni personalna, z imienia i nazwiska. I chyba to spowodowało, że, gdy musiałam stanąć przed sądową salą a potem kontrolować wszystko co istnieje w sieci pod moimi osobowymi danymi - ze łzami w oczach ale usunięcie obydwu blogów stało się dla mnie koniecznym rozwiązaniem: w końcu nie byłam już tylko sobą ale także matką mojego dziecka i to jego ochrona stała się wtedy dla mnie priorytetowa.  I mimo, że na blogach nie było niczego co by ingerowało w prawo czy naruszało czyjeś dobro, to sam fakt, mojego tak obszernego bycia w wirtualnym świecie, mogło spowodować liczne utrudnienia w życiu rodzinnym. Nie było to łatwe. Jednym przyciskiem usunąć coś co się kochało, co się stworzyło na takim a nie innymi poziomie, coś co dawało wiele możliwości. Jednak rodząca się wtedy odpowiedzialność za nowe życie wzięła górę.  Do dziś tęsknię za "Warszawą" - to tak, jakbym straciła część siebie. 

Na dwa lata zniknęłam całkiem z blogosfery. Na ponad rok zaniechałam jakiejkolwiek formy pisania, choć moje pierwsze kroki pisarskie stawiałam będąc w podstawówce. Co wtorek siedząc z radiem przy uchu, wsłuchiwałam się w audycję: "Piosenki z listów" w lokalnej rozgłośni. W którejś audycji w konkursie mój list został nagrodzony. To była dopiero radość małej dziewczynki. Kolejny list już w zwykłej audycji został zakończony słowami prowadzącego: "To był zaszczyt przeczytać taki list." Pamiętam tamte emocje po dziś dzień. Kochałam to robić. Kochałam pisać, choć oprócz uczuć jakie były we mnie, nie wiedziałam, że mam prawo coś zrobić z tą miłością i łatwością przelewania myśli na papier. 

Rok temu wylękniona na samą myśl o pisaniu czegokolwiek o mnie, pojawiłam się w tym miejscu. To był trudny rok. Każdy wpis był dla mnie wyzwaniem. Nie bałam się pisać ale bałam się tego co napiszę, bo nigdy nie tworzę wstępnych scenariuszy. Od zawsze pisałam wszystko na czysto. Mając jakieś doświadczenie w blogowaniu, ten blog był dla mnie ciężarem. Ale gdy tak myślałam dzisiaj o tym wszystkim co się zadziało, zrozumiałam, że jako jedyny z wszystkich trzech, dał mi najwięcej życiowej mądrości. A prawdziwą mądrość zdobywa się często w trudzie, pocie i zniechęceniu. Prawda boli, nie da się ukryć, ale gdy pierwotny ból minie, ona sama zyskuje na wartości. 

Dziś, mimo, że to negowałam, jestem zupełnie kimś innym, niż byłam rok temu. Nie wiem czy byłabym w tym samym wewnętrznym miejscu, gdyby blog nie powstał. Ale powstał a potem pojawiliście się Wy. Osoba po osobie, komentarz po komentarzu. Za te ostatnie pozostawione słowa, najbardziej dziękuję - świadomie ja pozostawiłam je bez mojej informacji zwrotnej. Podniosłam się, wiele zrozumiałam, wiele się nauczyłam o sobie - kiedyś się z Wami tym  podzielę. Ale to co najważniejsze to przestałam się wstydzić samej siebie, tego, że to moje życie jest takie jakie jest a nie takie jakie sobie wyobraziłam. Przestałam uciekać od samej siebie w świat wyobrażeń. Ten mój ostatni emocjonalny upadek, uświadomił mi, że z każdej największej trudności zawsze się podnosiłam i szłam dalej, nawet jeśli leżąc wydawało mi się, że wszystko przegrałam. Zawsze. Teraz też udało mi się podnieść i idę dalej, tak samo jak ten blog przekraczając kolejny rok istnienia, idzie dalej na równi ze mną. 

Chcecie czy nie, jesteście częścią mojej historii - która nie kończy się jedynie w świecie wirtualnym. 


Witajcie!
Ukrywanie się pod anonimowością mnie zmęczyło i oddalało od siebie samej. 

Mam na imię Renata. Miło mi poznać każdego z Was!





38 komentarzy:

  1. W takim razie witaj ponownie, nowa Ty, z nowymi emocjami,niepewnym uśmiechem i łagodnymi oczami.
    Cieszę się, że mogłam Cię poznać Renatko :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Jotko! A uśmiech mam nadzieję, że niedługo będzie pewny i wyrazisty. Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Witaj!! Ciesze sie, ze zdecydowalas sie na ponowne pisanie. Dziekuje, ze postanowilas usmiechnac sie do nas z ekranu komputera!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lux, wreszcie zaczęłam się uśmiechać również do samej siebie, przede wszystkim do samej siebie. :)

      Usuń
  3. Bardzo miło Cię poznać :) Miło, że udaje Ci się pisać i trzymam kciuki, aby udało Ci się prowadzić tego bloga jeszcze bardzo długo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi również miło poznać :) Sama jestem ciekawa ile ten blog przetrwa. Czas pokaże. Pozdrawiam.

      Usuń
  4. Renatko, dziękuję za opowieść o Twoich internetowych doświadczeniach. Zrewanżuję Ci się moją historią.
    Uświadomiłam sobie, że pojęcia nie mam, kiedy po raz pierwszy zaczęłam pisanie bloga, a było ich wiele, niektóre pod prawdziwym imieniem. Poznałam prawa rządzące blogowiskiem, które niczym się nie różnią od stosunków międzyludzkich w realu. Obecnie mam świadomość, że dla własnego bezpieczeństwa nie powinno się podawać prawdziwych danych, ani pokazywać twarzy, ani też członków swojej rodziny a szczególnie swoich dzieci, a także fotek swoich dóbr materialnych oraz przenosić wirtualnych znajomości do realu - chyba, że chce się promować swoją twórczość tamże tworzoną. Trafiłam nawet na blogerką oszustkę, ale ona nie trafiła na naiwną (chciała ode mnie wyłudzić pieniądze), a po mojej ostrej reakcji wszystkiego się wyparła, twierdząc, że ktoś włamał się na jej konto e-mailowe, a więc to nie ona do mnie napisała.
    Uważam, że prowadzić bloga powinno się dopóki daje to satysfakcję albo uświadomi sobie człowiek, że pisanie stało się obowiązkiem. Tym razem (celowo)wysyłam komentarz anonimowo

    Pozdrawiam :) pani L.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tak domyśliłam się, że to Ty :) To wszystko co napisałaś, jest prawdą, czego dowodem było usunięcie moich poprzednich blogów. Nigdy nie wiemy co nas spotka i jak się zachowamy, ale życie nauczyło mnie trochę uważności, zwłaszcza do ludzi, których nie znam. Pamiętam jak opisywałaś swoje przygody ze "znajomymi" z bloga. Ale abstrahując od tego, ryzyko jest zawsze i wszędzie. Ktoś kiedyś powiedział, że jeśli coś raz zostanie zamieszczone w Internecie jest tam na zawsze, bez względu czy my to usuniemy z naszych portali, blogów czy tym podobnych. Nie planuję zamieszczać zdjęć mojego dziecka ani moich posiadłości, których tak naprawdę nie mam. Okraść czy naciągnąć mnie na koszta, też będzie trudno bo za wiele nie posiadam, a kredytu czy pożyczek na moje dane czy mój dowód też nikt nie dostanie z pewnych osobistych przesłanek :) Kiedyś też ktoś na portalu nk podszył się pode mnie dublując moje konto.. Wiele za mną, ale mam nadzieję, że wiele dobrego przede mną.
      Szanuję Twoją anonimowość, kto wie, może za jakiś czas usunę to powyższe zdjęcie. Ale gdybyś mnie kiedyś spotkała na ulicy, możesz pomachać, lub anonimowo się uśmiechnąć:)

      Usuń
  5. Witaj, bardzo miło Cię poznać i cieszę się, że tyle mogłaś się nauczyć i pomimo trudności jakie spotkały Cię w życiu, Ty doskonale sobie poradziłaś i wygrałaś :)
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)Chyba każdy z nas się uczy na doświadczeniach przeszłości. Zobaczymy co życie pokaże dalej.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  6. Zdaję sobie sprawę ile musiało Cię to kosztować ale nie musisz się ukrywać. Nigdy nie musiałaś, piszesz najpiękniej na świecie !! Jesteś wzorem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za te słowa :) Być dla kogoś wzorem to tak naprawdę duża odpowiedzialność i wyzwanie, tym bardziej będę szlifować mój warsztat.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  7. Witaj 😉 miło poznać Ciebie i Twój sympatyczny uśmiech. Z przyjemnością czytam Twoje teksty i czekam na kolejne. Pozdrawiam 😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wierzę, że ten blog jeszcze trochę przetrwa a z czasem też każdy kolejny wpis będzie emocjonalnie łatwiejszy i lżejszy :)
      Pozdrawiam.

      Usuń
  8. Dzień dobry Renato, a właściwie dobry wieczór :-) Opowiedziałaś historię, dla mnie niesłychaną. Nigdy nie znalazłem się w sytuacji, abym musiał ukrywać swoją tożsamość, dzisiaj widzę, że mam dużo szczęścia w życiu. Miło zobaczyć Twoją uśmiechniętą twarz :-)
    Pozdrowienia
    Dawid

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, to ukrywanie wynikało z wielu nakładających się na siebie okoliczności, tak naprawdę z mniejszym lub większym nasileniem przez całe życie. Dopiero teraz dotarło do mnie, że nie mam powodów aby się ukrywać i wstydzić podpisywać pod tym, co tworzę. Czasami faktycznie przykładając nasze życie do życia innych dostrzegamy wiele pozytywnej inności. Więc cieszę się, że dostrzegłeś swoje szczęście i możliwość bycia od zawsze sobą:)
      Pozdrawiam.

      Usuń
  9. Miło Cię poznać:-) Ja na pewno będę zaglądać na Twój blog:-)) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. Gratuluję odwagi:)
    Bo poruszasz też bardzo trudne tematy na swoim blogu, a mało kto jest w stanie pisać o sobie prawdę z otwartą przyłbicą.
    Mam pewien pomysł związany z anonimowością. Opiszę go w najbliższych tygodniach na blogu.
    Co do Twojego pisania, to pewne rzeczy musimy robić. Po prostu musimy.
    Dlatego blogerzy zakładają blog po kilku latach przerwy, poeci piszą wiersze po kilku miesiącach przerwy, a alpiniści wracają do gór nawet po kilkunastu latach bez wspinaczki!!
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe to co napisałeś. Może faktycznie to co ktoś w nas zaprojektował jako talenty czy pasje, zostaje na zawsze i uparcie co i rusz o sobie przypomina i porywa ze sobą.
      I zaciekawiłeś mnie nawet bardzo tym swoim pomysłem o anonimowości. Nie pozostaje nic innego jak śledzić i czekać :)
      Pozdrawiam.

      Usuń
    2. Już od dłuższego czasu myślę o tym poście. Niedługo może się przełamię i napiszę.
      Co do pasji, to często zostają z nami przez całe życie. Ja na przykład miałem tak, że wróciłem do pisania wierszy aż po kilku latach przerwy. Podobnie było z blogiem. Kiedyś przez krótki czas prowadziłem blog. Później miałem kilka lat przerwy. Teraz mam blog już ponad 3,5 roku i nie znudziło mi się pisanie:)

      Usuń
  11. Cześć Renato :)
    Rozumiem cię bardzo dobrze co czułaś musząc usunąć blogi. Czasami wydaje nam się to nieuniknione... i potrzebne. Szkoda, że nawet taki neutralny temat jak Warszawa nie mógł pozostać w sieci...
    Super, że tu znalazłaś swoją 'miejscówkę", pilnuj jej, otaczaj troską i niech da Ci ona wiele satysfakcji z pisania.
    Miło było cię poznać "wizualnie" - wyglądasz mega sympatyczna i przypominasz mi trochę moją kuzynkę :))) A tak właściwie to mogłybyście być siostrami, ty i moja kuzynka Dorotka, która 16 lat temu wyjechała do USA...

    Ja też kocham pisać i moją największą rozterką jest, aby nie zapomnieć o najważniejszych sprawach takich jak dom czy rodzina - może nie aż "zapomnieć', tylko aby czegoś nie zaniedbać, w końcu dom i rodzina na pierwszym miejscu, na drugim praca, bo za coś trzeba żyć a na trzecim dopiero blog :)

    Pozdrawiam!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam, że dopiero teraz odpisuję ale tyle się ostatnio działo. Niesamowicie miłe to co napisałaś. Wiesz usunięcie bloga o Warszawie nie wiązało się z tematem bloga ale z zupełnie innymi przesłankami. Po prostu za dużo było mnie w sieci. Zaczynała się sprawa sądowa mająca na celu dobro synka i musiałam na jakiś czas zniknąć w dużej mierze z Internetu. To była moja osobista decyzja. Nikt mnie nie zmuszał do tego.
      I śmieszne, bo w dniu kiedy napisałaś ten komentarz, zastanawiałam się czy istnieje na świecie osoba przypominająca wizualnie mnie, taka moja nieznana bliźniacza twarz :)
      Pozdrawiam i mam nadzieję, że obu nam uda się nie zniknąć z blogosfery tym razem :)

      Usuń
  12. Miło Cię zobaczyć i poznać Renato :) Masz na imię jak moja ulubiona ciocia ;) Szkoda, że nie widziałam Twojego bloga o Warszawie - bardzo lubię mieszkać w stolicy. Mam wrażenie, że ile bym nie chodziła, nie odwiedzała, to istnieje świadomość, że to jeszcze nie wszystko ;)
    Miłego wieczoru!
    Sylwia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Sylwio! Przepraszam i Ciebie za tak późne odpisanie. Bardzo Ci dziękuję za te słowa - miłe słowa. A co do zwiedzania stolicy - to może kiedyś możemy udać się na wspólne zwiedzanie? :) Pozdrawiam i niedługo obiecuję wpaść z wizytą do Ciebie na bloga.
      Renata.

      Usuń
    2. Jasne, bardzo chętnie wybiorę się z Tobą na zwiedzanie, będzie mi bardzo miło :)

      Usuń
  13. To prawda - próbując ubrać w słowa swoje uczucia, emocje, a nawet myśli, które krążą zmieszane po głowie, można się wiele o sobie nauczyć. To największy atut blogowania. I chyba właśnie tego najbardziej mi brakuje :) Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więc życzę Ci abyś podarowała sobie to, czego Ci najbardziej brakuje ;)
      Pozdrawiam.

      Usuń
  14. Byłam pewna, że zostawiłam tu kilka słów, ale może tylko chciałam to zrobić... Ja nigdy nie pokazałam się w sieci, ani nie podałam swojego imienia, jednak zdaję sobie sprawę, że w dobie nowoczesnych technologii anonimowa niestety nie jestem. I z tego tez powodu kilka moich wcześniejszych blogów poszło w ... nie napiszę w co. jesteś dzielna, odważna i mądra. uważaj na siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każda nasza decyzja niesie ryzyko a ta związana z naszą osobą, czy prywatnością w dzisiejszych czasach niestety podwójne ryzyko. Ale z drugiej strony jeśli nie będziemy ryzykować, możemy niczego nie doświadczyć, co wykracza poza nasze granice komfortu. Oczywiście się z Tobą zgadzam co do niebezpieczeństw w sieci. Ja zaryzykowałam, mam nadzieję, że nie zapłacę wysokiej ceny upublicznieniem się :)
      Pozdrawiam.

      Usuń
  15. Droga Renato! Jestem u Ciebie po raz pierwszy... i już zachwycił mnie Twój styl pisania. Mam nadzieję, że opublikujesz jeszcze niejeden tekst... będę zaglądała i wypatrywała kolejnych notek. Pisz, pokaż co Ci w duszy gra...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każde nowe odwiedziny, za którymi kryje się żywy człowiek po drugiej stronie monitora jest radością i nutką podekscytowania. A jeśli zostawia tak miłe słowa, to aż rumieńce wyskakują na twarzy :) Dziękuję więc i za słowa i odwiedziny. Życie w realu pochłania mi ostatnio większą część mojego czasu, ale przy najbliższej okazji pozwolę sobie zajrzeć do Ciebie :)
      Pozdrawiam.

      Usuń
  16. Oooo, bardzo mi miło, Renato.
    Tu Monika ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Anonimowość ma swoje plusy ale...mam wrażenie, że jeśli w pisaniu oddaje się sporą część swojej duszy tym, którzy czytają, nie sposób ją wręcz zachować. I prędzej czy później zaczyna nas uwierać. Sama piszę pod pseudonimem, ale nigdy się nie ukrywałam, z wieloma osobami się spotkałam, wielu z bloga zna moje prawdziwe dane. Także...rozumiem jakoś ten akt odwagi. I cóż, miło cię poznać, Renato:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to ktoś powiedział, anonimowość w Internecie tak naprawdę nie istnieje i chyba to prawda. To tylko nasze złudzenie, że możemy czuć się bezpiecznie anonimowi. Tak czy inaczej, jak napisałam wcześniej, mam nadzieję, że konsekwencje tej decyzji nie skrzywdzą mnie aż nadto. Pozdrawiam, dziękuję za odwiedziny i za niedługo przybędę z reodwiedzinami :)

      Usuń
  18. Witaj Renato:) Ja mam na imię Piotr, ale to już pewnie wiesz. Jesteś odważną kobietą, skoro zdecydowałaś się na pokazanie swej twarzy. Ja zrobiłem to tylko raz i szybko to skasowałem. Widocznie, nie jestem tak odważny, jak ty. Nie będę pisał o wrażeniu, jakiego doznałem na twój widok, bo o to nie chodzi. Może napiszę tak. Wydajesz się kobietą szczerą i wartą zaufania. Pozdrawiam serdecznie i jeszcze raz szacunek za odwagę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Piotrze. W wirze minionych zajęć, dopiero teraz odpisuję. Twoje słowa sprawiły mi wiele radości. Przepraszam, za tak długie milczenie.
      Wiesz, to chyba nawet nie o odwagę rozchodzi się. W moim przypadku to była kwestia zespolenia się z samą sobą i przestania się wstydzić samej siebie. Mam nadzieję, że rozumiesz. Czy to było dobre posunięcie? Na tę chwilę nie żałuję tego a co przyniesie przyszłość i wiążące się z tym konsekwencję? Tego na razie nikt nie wie :)
      Ze szczerością jest różnie. Ludzie się jej boją, nie chcą jej słyszeć, dlatego też często muszę zastanowić się dwa razy zanim zechcę powiedzieć to co naprawdę myślę.
      Zdjęcia mogą powiedzieć wiele - życie weryfikuje wszystko :)
      Pozdrawiam ciepło.

      Usuń

Dziękuję, że chcesz towarzyszyć w mojej osobistej wędrówce. Każde słowo pozostawione w tym miejscu, jest dla mnie ważne i cenne. Zapraszam i czuj się jak u Siebie :)