wtorek, 20 grudnia 2016

DOBRO WRACA



12 grudnia 2016 godz.8.43



Dopiero po ponad upływie roku, mogę napisać, że cały ten blog  nabrał rzeczywistego wymiaru. Układanka słów nadająca tytuł tego miejsca stała się wykładnią mojego życia w realnym świecie. Dotarłam do  "TU".  To była długa i trudna podróż, której nie jeden zresztą raz byliście świadkami czytając przekładnię zdarzeń na słowa. Kiedy nadawałam mu taki tytuł byłam daleka od tego, co dzieje się wokół mnie. Daleka sercem. Zaczepiona o przeszłość, wpatrzona jedynie w przyszłość, biegłam niekiedy na oślep, nie dostrzegając tego, co właśnie "Tu".

Przedostatni wpis ukazywał mój upadek w każdym calu mojego człowieczeństwa. Bo jeśli człowiek gubi radość chwili, chęć odkrywania, doświadczania i zachwycania się życiem  a tym samym zamyka się przed światem z całą armią oczekiwań, zranień i żali - po prostu spada w otchłań, zakrywając się deklem szeroko pojętego braku sensu. Ale jeśli dopuści do siebie prawość stwierdzenia, że wszystko co nas spotyka dzieje się we właściwym ku temu czasie, istnieje szansa, że w którymś momencie spadając, zaczepi o metalowy schodek drabinki, która ukryta w ciemnościach podziemnej studzienki i od niej rozpocznie swoją wspinaczkę w górę - ku życiu.


"Twoje trzy cele na najbliższy czas". 
Naciskasz "wyślij". Zamykasz oczy i czujesz się jak zdrajca.

- Dlaczego to zrobiłaś?

"Dziękujemy za wypełnienie formularza.". 


To był mój schodek o który zaczepiła się moja noga, gdy spadałam bez chęci opamiętania. To formularz jaki, poniekąd dla zabicia ostatnich resztek odczuwanego poczucia winy, że marnuję swoje życie, wypełniałam wpisując z łatwością słowa, które nijak miały się do moich celów - bo celów wtedy nie miałam żadnych. 

Wolontariat w Szlachetnej Paczce. Wszystko nowe, nie do końca od strony organizacyjno-logistycznej zorganizowane. Wiele znaków zapytania: jak postąpić z tą czy inną rodziną? Przyjąć ją do projektu? Nie przyjąć? Zaufać w to co mówią, czy nie? 

- To ty decydujesz! To od Ciebie zależy - pamiętaj. 

W przeciągu kilku dni musiałam dorosnąć. Ubrać się w odpowiedzialność i dorosłość, zrzucić narzekanie, ocenianie. To tak, jakby wyrzucono mnie z samolotu, z ekwipunkiem do skoku spadochronowego. Kilka godzin szkoleń, spotkanie, delegacja, lista rodzin a potem słowo: LECISZ! 

A potem było zderzenie. Zderzenie z rzeczywistością o której nie miałam pojęcia, mimo, że rozgrywała a tak naprawdę rozgrywa się obok mnie, zaledwie 5 minut jazdy samochodem. Nawet nie wiem czy słowo: bieda, jest właściwym określeniem. Bo nawet dla mnie, dziewczyny, która w dzieciństwie musiała zbierać po rowach butelki aby mama kupiła za nie chleb; która choćby te dwa miesiące temu musiała przeżyć przez 9 dni za 35 zł - nagle staję w progu domu, który trudno nazwać domem. Zmuszona jestem zadawać pytania o zarobki, o wydatki i gdy słyszę: "42 zł. Widzi pani, tyle mogę wydać na tydzień, ale tylko wtedy jak wykupię tylko jedne leki z kilku przepisanych. Gdybym chciała wykupić wszystkie w miesiącu - nie zostało by mi nic."  Wtedy wszystko we mnie się łamie. I ta właśnie kobieta ratuje mi życie - moje życie. To był ten skok ze spadochronu - ten lot podczas którego zobaczyłam wszystko z zupełnie innej perspektywy; zobaczyłam przestrzeń, w której jest miejsce również dla mnie, ale przede wszystkim na tle Innych osób, wreszcie dotarło do mnie, jak jestem bogata pod każdym względem. 


Dzień Finału Paczki to dwa dni, w których doświadczyłam, tego, czego nie doświadczyłam przez ostatnie kilka lat:

- Koszt Paczki dla jednej z rodzin, wyniósł ok. 8000!!! Uważam, że o takich gestach warto mówić głośno. To był koszt rzeczy materialnych, ale również serca, jaki Darczyńcy przekazali tej rodzinie, remontując i nakrywając kilka dni przed finałem na własny koszt dach tej rodziny - choć ona prosiła tylko o papę na przeciekający kawałek dachu. 

- Kolejna rodzina dostała całą wyprawkę dla mającego urodzić się  dziecka, choć w swoich potrzebach nie wspominali o niczym dla niego a poprosili o żywność, chemię. Ci ludzie, którzy przygotowywali tę paczkę od pierwszej chwili byli dla mnie wielkim wyzwaniem. Nie potrafiłam przez cały czas uwierzyć w to, że ktoś chce komuś pomóc - tak bezinteresownie i na taką skalę. Pytano o ulubione bajki jakie lubi 6 letnie dziecko, bo chcą kupić ubranka właśnie z ulubionymi bohaterami bajek, żeby dziecko miało podwójną radość. Ale to był tylko początek. Darczyńca zaoferował pomoc przez cały rok. Pomoc i wsparcie dla tej rodziny.

- Staruszka, na widok której człowiek pragnie po prostu usiąść obok a najlepiej wtulić się w te babcine objęcia. Osoba, która skradła serca nas wszystkich. Żyje sama, bez łazienki, bez wody. Wniesione paczki zajęły cały pokój - jedyny jaki ma. A ona usiadła, patrzyła na te pudła i płakała. Długo płakała, takimi babcinymi łzami, ściskając mocno dłoń koleżanki. "Boże. Ja nigdy w życiu nie dostałam tylu prezentów." 

- A Kobieta, która żyje za te 42 złoty na tydzień? Nie wierzyła w to co się dzieje. Paczki były wnoszone i wnoszone. A potem gdy wszystkie stały już w pokoju, ona stała oparta o ścianę i płakała. Zakrywała twarz rękoma i płakała. "Nie mogę..." "O Boże, nie wierzę, że po tylu latach, ktoś zechciał mi pomóc". Prosiła o kurtkę na zimę, bo ma tylko jedną od ośmiu lat. Druga co prawda jest, ale ma ponad 10 lat, a ona chciała wreszcie pójść od kościoła w święta w nowej. Być jak inni. Mieć coś nowego na święta. I nie uwierzycie ile radości, sprawiło jej samo zakładanie, przymierzanie i oglądanie się w lusterku. Pozapinana od góry do dołu, z kapturem na głowie, stała wpatrzona w samą siebie w lusterku... 



Te  i pozostałe doświadczenia o których można opowiadać bez końca, doprowadziły mnie do mojego osobistego "Tu". Ta metafora skoku nie jest wymysłem na rzecz słowa ale przekładnią na to, co naprawdę wydarzyło się w moim życiu. Odbiłam się od tego dna, wyszłam z niego, szczebel po szczeblu. Spotkanie po spotkaniu z realnym człowiekiem; rozmowa po rozmowie; jedna, druga i kolejna opowiedziana historia życia; emocje, łzy i bezinteresowna pomoc, których na każdym kroku byłam świadkiem. To wszystko stało się ścianą, od której mogę wyruszyć właśnie w to: "OD TERAZ", ale też o którą w chwilach trudnych mogę się oprzeć, poczekać, znaleźć rozwiązania i iść dalej. 

Paczka się skończyła a moje życie właśnie się rozpoczyna. Blog również przekracza ze mną kolejny rok. Będzie mi towarzyszył, choć nie tak często. Zrozumiałam, że sens życia, to drugi człowiek - ale przede wszystkim ten, spotkany twarzą w twarz. Postanowiłam włączyć się  w dalszą pomoc wolontarystyczną: Paczkę Seniorów; pomoc w schronisku dla zwierząt a także otworzyć się na ludzi, którzy mieszkają obok mnie, za ścianą a o których nic nie wiem, uciekając do tej pory wzrokiem, spojrzeniem i mówiąc zdawkowe: "Dzień Dobry". Postanowiłam zapukać do ich drzwi i powiedzieć: "Dzień Dobry. Mam na imię Renia. Mieszkam po sąsiedzku..." Postanowiłam wreszcie wykorzystać te możliwości, jakie ma w sobie moje życie i osobowość i nie czekać na niewiadome "kiedyś" a właśnie "Od teraz" krok po kroku pokonywać drogę ku wytyczonym marzeniom i celom: napisać książkę; polecieć do Nowego Jorku; założyć Fundację i - skoczyć ze spadochronu :) 


Dopóki "chcesz" wszystko jest możliwe. Choćby to była tylko iskierka, która tli się niewidoczna; choćby wydawało się, że za chwilę płomień zgaśnie. Dopóki "chcesz", świat będzie po Twojej stronie. Choćbyś spadł na samo dno, swojego człowieczeństwa, choćbyś stracił sens i ludzi, którzy ten sens tworzyli, choćbyś czuł się wykluczony z tej czy innej społeczności - dopóki "chcesz" żyć - to życie nigdy Cię opuści. 


Niech te święta i każdy dzień, który nastanie po Nich, będzie nową możliwością, nową drogą czy nowo spotkaną osobą w Waszym życiu. Wiary, zwłaszcza wtedy, kiedy wokół Was jedynie stara szopa, siano i ciepło płynące jedynie od zwierząt. Przeświadczenia że każda chwila, sytuacja i miejsce może zapoczątkować rzeczy wielkie a człowiek, choćby miał tylko strzechę i kaflowy piec jest w stanie odmienić bieg i sens życia drugiego człowieka. 

Renata.