piątek, 3 lutego 2017

NOWOROCZNY KWARTAŁ


Życie to pociąg, który ciągnie za sobą wagony dni minionych. Niektóre odczepia, zostawia a z niektórymi jedzie dalej. Często są balastem, ciężarem; często spowalniają, niekiedy zatrzymują. Jednak są też takie wagony, które być muszą, bo tworzą całość, bo jeden napędza drugiego, bo ten z tyłu nie pozwala osunąć się temu, który przed nim.

Tak najłatwiej zobrazować mi moje życie, to które dzieje się teraz. Wagony, które doczepiłam w listopadzie, asekurują te, które doczepiam każdego dnia, miesiąca i te które mam nadzieję, będę doczepiać na kolejnych stacjach.

Kiedy w lutym siłownie pustoszeją,  półki napełniają się na nowo słodyczami, kłótnie wybrzmiewają coraz głośniej, książki coraz głębiej spychane w róg szafki - moje noworoczne postanowienia dobijają właśnie do wyznaczonej kwartalnej przystani. To niewiarygodne uczucie. Usiąść, obejrzeć się za siebie i mieć świadomość, że się udało, że pokonałam odcinek, który sama sobie wyznaczyłam. Odcinek, który nie raz zakrawał o chęć ucieczki, bezsilność, łzy, niemoc.


Mój Nowy Rok rozpoczęłam tym razem w listopadzie, zaraz po tym pamiętnym upadku na samo dno mojego człowieczeństwa. Dno w którym cała w niemocy leżałam schowana pod kocem czekając na zbawienie, które ma przyjść z zewnątrz → Październik
Poniekąd przyszło w postaci cyklu internetowych szkoleń: " Sukces to ja ". Niby wszystko wiedziałam - na rozum - ale to nie wystarczy aby zadziały się zmiany  - nie wystarczy u mnie. Po niedługim czasie zrozumiałam wreszcie sercem i nic innego jak wyszłam spod koca i zaczęłam mój Nowy Rok.

Trzy miesiące: listopad, grudzień, styczeń. Piekielnie trudne trzy miesiące. A niby jedno słowo: Kwartał. Chwila, kilka dni, szybko minie, pomęczysz się może trochę i będzie lepiej, no to do roboty, nie ma na co czekać:
1. Twój cel na życie!
 Matko, czego ja chcę od życia? A niby skąd ja mam to wiedzieć, już teraz, przecież wszystko może się zmienić. Po co mam planować? Niech biegnie swoim rytmem, ja się dostosuję.
2. Twój cel na Rok!
Kolejne ambitne pytanie. Przecież rok nie mniejszy niż życie. Toż ja mogę w miesiąc wszystko stracić, umrzeć a oni pytają o rok. Nie, bez sensu, zresztą i tak nie wyjdzie. Przecież znam siebie, nie wyjdzie, zrezygnuję. Bez sensu.
3. Twoje cele na kwartał, na miesiąc, tydzień i każdy dzień!
Więcej się nie dało. W dodatku nie cel a cele. Boże, czy naprawdę było mi tak źle pod tym kocem. Skąd ja ma to wszystko wymyślić? A skąd ja mam wiedzieć, czy to będzie właściwe, czy się uda, czy...


I wtedy przyszło olśnienie. Jak to mówią: "Człowiek rodzi się głupim i głupim umiera", ale to prawda. Masz jedno życie, jedno jedyne, w dodatku nie masz zielonego pojęcia na jak długo. A Ty ciągle odkładasz swoje marzenia, na to nieszczęsne "potem", "kiedyś", bo ciągle masz wrażenie, że jesteś jeszcze za młody na to aby to dziś podejmować te decyzje i planować: wyjazd, kurs, zakup... Albo nagle uświadamiasz sobie, że jesteś już na coś za stary, że to marzenie, to przecież taka już dziecięca bluzka z kucykiem Pony, cała różowa na dodatek wszędzie brokat - no, przecież wyśmieją cię jak ją założysz a z resztą co tu wyśmieją, no nie wejdzie ci przez głowę. Było to nosić jak byłaś dzieckiem. Nie założyłaś, trudno, teraz w czymś takim chodzić nie możesz.

Włączyłam ponownie wideo z pytaniami o cele, nałożyłam słuchawki i chyba przez te słuchawki słowa dotarły do serca. TWOJE! Czyli MOJE? Czyli, że naprawdę mogę? Tak wszystko co tylko zapragnę? Nawet tę bluzeczkę z Pony? A Matko! Ale to  by było spełnieniem największych marzeń, móc spełnić to wszystko o czym marzę!

I tak się zaczęło. Co prawda radość zaczęła pomału ulatniać się, kiedy cele główne, zaczęłam rozbijać na małe kroki; kiedy odkryłam, że abym mogła podróżować, muszę najpierw wyjść z długów, zacząć zarabiać i móc wydawać te zarobione pieniądze na podróże; Kiedy dotarło do mnie, że abym mogła spełnić marzenie przed publicznymi występami, muszę najpierw uporać się z moim największym lękiem - przed publicznymi występami :)

To były trzy trudne miesiące i trzy trudne cele, bo bardzo przyziemne, bo wymagające ogromnego nakładu pracy nad sobą, dyscypliny, zmiany myślenia, poproszenia o pomoc, wyjścia spod tego koca i pójścia do ludzi, zapukania do drzwi i zapytania: "szukam pracy, może mają Państwo coś do zaoferowania?" I tak właśnie było. Jednym z takich celów na ten pierwszy kwartał było: wyjście z zaległości finansowych. Nie napawa optymizmem i nie uskrzydla, prawda? :), ale daje podwaliny do późniejszych zwycięstw i radości.

Gdybym miała wyciągnąć z tego kilka życiowych nauk na przyszłość, dla siebie a może i dla innych:


  1. Patrzeć szeroko na całe życie. Gdybym skupiła się tylko na tych trzech celach kwartalnych, nigdzie bym nie doszła. One były trudne, ciężkie, jak  skały które trzeba wtoczyć na samą górę w upalne dni. Zanim zerknęłam na to na czym mam się skupić teraz, najpierw patrzyłam na to, jak wyglądać będzie moje życie, gdy osiągnę cele z całego roku. Wyobrażenie o tym jak zmieni się moje życie już za rok, że będę tam gdzie od zawsze pragnęłam być - dawało nieziemskiego kopa, który każdego dnia zganiał mnie z łóżka(często musiał to robić siłą) ale dawał siłę do stanięcia twarzą w twarz z tym co jednak muszę zrobić teraz, zanim zadzieje się to, co ma się zadziać za jakiś czas. 
  2. Wszystko się zmienia, kiedy zaczynam coś zmieniać. Choćby negatywna odpowiedzieć, tak naprawdę przybliża mnie do celu a tym bardziej rozszerza mój światopogląd i obecne myślenie o danej sytuacji. Każde "nie" zmusza do tego, aby szukać dalej a kiedy zaczynamy szukać, umysł podsuwa rozwiązania,  o których często nie mamy pojęcia. 
  3. Nie ma sytuacji bez wyjścia. I można by dalej za księdzem Twardowskim dopowiedzieć: "Kiedy Bóg drzwi zamyka, to otwiera okno." To prawda. Często bazujemy na wyuczonych mechanizmach; często znamy tylko jedną drogę do domu, jeden rodzaj sera, samochodu, ciągle te same bułki czy te same słowa w odpowiedzi do ludzi, których boimy się urazić naszą szczerością czy niekiedy egoizmem. To jak winda, która zamyka nam się przed nosem i zamiast pójść schodami, czekamy na następną, bo mamy w głowie, że windą będzie szybciej a schodami się zmęczymy, spocimy no i jak będziemy wyglądać; to jak autobus, który nam odjechał. I mimo, że za nim ustawił się kolejny, to nie wsiadamy, bo tym tylko do następnego przystanka byśmy podjechali a potem musielibyśmy się przesiadać, to już lepiej zadzwonić do szefa i powiedzieć, że się spóźnimy i czekać na następny, bo tego jesteśmy pewni, że dowiezie nas od punktu A do punktu B, bez naszego myślowego udziału i fizycznego wysiłku. A przecież życie to nie tylko ten jeden autobus, winda czy samochód, czy nawet ci sami ludzie.. Życie to cała gama codzienności, które dzieją się każdej sekundy obok nas, właśnie wtedy kiedy coś wyuczonego nie wyjdzie. A kiedy odważymy się jednak spróbować, okazuje się, że te inne bułki, choć ciemne, są równie pyszne jak te jedzone od kilku lat.
  4. Wbrew opiniom jeden krok naprawdę przybliża nas do celu drogi. Te oklepane 30 minut dziennie, naprawdę potrafią zdziałać cuda o wiele większe niż te dwa dni pod rząd, bez chwil na cokolwiek innego. Bo kiedy zaczyna się iść świadomie, to i kroki stawia się świadomie. To już nie jest tylko wypełnienie zadania, dorównanie konkurencji, udowodnienie wszystkim, ale moja świadoma wędrówka. Ten dzisiejszy jeden krok, który wiem w jakich postawiłam go butach i w którym miejscu. Jutro będzie kolejny i nim się obejrzę naprawdę podróż zacznie sprawiać mi radość a nie obowiązek czy punkt na liście. 
  5. Bo MOJE rozszerza perspektywę. Bo moje daje wolność wyboru, radość w chwilach dla mnie odpowiednich, ścieżki dla mnie właściwe. Ale "moje" nie wybiega z taką siłą ku drugiemu. Moje sukcesy mają tak ogromne znaczenie tylko dla mnie. Moja radość, że tej nocy moje dziecko przespało, pierwszy raz całą noc od kilku dni, rozrywa mnie wewnętrznie do tego stopnia, że jestem gotowa dzielić się tym z całym światem. A świat uśmiecha się, mówi: "O to super!, Gratuluję, na pewno się cieszysz?"; "Miło to słyszeć córeczko, czekałam aż zadzwonisz i to powiesz. To w takim razie mogę wracać ze spokojnym sercem do swoich zajęć." I wtedy zaczynasz to zrozumieć - o ile zrozumieć się chce - że ta moja perspektywa: radości, zwycięstwa, celów, nagród, sukcesów, bólu, łez, straty - będzie w mojej skali, tylko we mnie. Ludzie naprawdę się ucieszą, pocieszą, zostaną na chwilę, ale nie będą w stanie odczuwać moich emocji. Zostawią mnie z nimi, czy to tymi dobrymi czy trudnymi, wrócą do siebie, bo wrócić muszą. I zrozumienie, że MOJE rozszerza tylko moją perspektywę, jest kropką nad "i", która pozwala wreszcie uwolnić się od oczekiwań i iść własną drogą, stawić sobie cele, które mnie będą ubogać, pchać do przodu, dawać radość, wytchnienie, szczęście... Bo MOJE naprawdę wiele zmienia - o ile mam odwagę pozwolić mu istnieć samodzielnie. 
  6. I chyba najważniejsze - dla mnie najważniejsze. Jeśli masz cel, wreszcie wiesz dokąd zmierzasz. Nie straszna ci plątanina ulic, obwodnic, dróg - masz przecież przed sobą, tą jedną w danej chwili drogą i wiesz, że to właściwa. To kwestia zaufania, że skoro ją wybrałaś, to znaczy, że jest właściwa - teraz jest właściwa. Czy będzie właściwa z perspektywy czasu? Nikt tego nie wie, nawet ty. Musisz zaufać sobie i po prostu dojechać nią do wyznaczonego punktu na mapie twojego życia. Nie jesteś w stanie jechać wszystkim drogami, którymi podążają inni. Wybierz tę właściwą dla siebie i nią jedź. 
fot: http://wgospodarce.pl/


To był naprawdę cudowny czas. Trudny, ale dający wiele satysfakcji. Czas w którym podczas realizacji postawionych celów, marzenia już na tym etapie zaczęły się spełniać, uwidaczniać, stawać się wyraziste a co za tym idzie dawać przeświadczenie, że najprawdopodobniej, to ta właściwa droga. A nawet jeśli nie, to jest to wspaniała droga, po której kroczenie teraz daje mi wiele satysfakcji, poczucia przynależności i wewnętrznego sensu mojego życia. Czego chcieć więcej?

A jak Wasze noworoczne postanowienia? :)