środa, 12 kwietnia 2017

BYĆ KOBIETĄ, BYĆ MĘŻCZYZNĄ - NIE TYLKO OD ŚWIĘTA


W marcu przeczytałam dwie książki, które bardzo poruszyły moim dotychczasowym myśleniem o postrzeganiu ludzi przez samych siebie. Jako osoba, która niekoniecznie miała w głowie dobre wzorce kobiece i męskie a tym samym, mocno kulała w swoim osobistym pojmowaniu kobiecości i przenoszeniu go w codzienne i odświętne życie - żyłam jednak w przekonaniu, że inni mają się w tej materii znakomicie. Otóż po tych dwóch pozycjach zaczęłam poddawać w wątpliwość ludzkie według mnie bezbłędne podejście do faktu bycia kobietą i mężczyzną.

1.

Jak to sami autorzy nazwali: książka napisana dla mężczyzn i o mężczyznach. Czytało mi ją się znakomicie i z wielką ekscytacją, może dlatego, że ktoś nijako wpuścił mnie w zakamarki męskiego umysłu a co tym idzie bycia mężczyzna tu i teraz. No właśnie, tylko, że z tym "tu i teraz" już nie tak wesoło w tym męskim świecie. Pozwólcie jednak, że za wiele nie będę w tej kwestii się wypowiadać - z jednego tylko faktu - nie jestem facetem i ten świat jest mi obcy. 
Książka pisana w formie rozmowy dwóch facetów, wymienionych na okładce, poruszyła wiele codziennych i życiowych kwestii, w tym także pokazała  jak postawa matki czy ojca  może ukierunkować (nie zawsze prawidłowo) życie chłopca, któremu w dorosłych życiu trudno przebić się w ten męski świat. 

2. Wybaczcie zdjęcie, proszę:


"Bez cukru, proszę" Katarzyna Miller. 
To również książka w formie rozmowy,  Miller z Kondratowicz. Książka opisuje życie Miller w całości, od dzieciństwa po dziś dzień, jednak wielokrotnie jest odniesieniem do kobiecości samej w sobie; do babskich przyjaźni; do pogoni za idealnym ciałem; za sławą, rodziną, mężem...

Obie książki tak naprawdę starają się dać wskazówki jak być kobietą i mężczyzną. Facet opowiada innemu facetowi co z kolei inny facet powinien robić aby czuł się męski i co najdziwniejsze, aby się w tej męskości odnalazł i nie zagubił. Kobieta daje rady innym kobietom, aby nie bały się być kobietami. Dziwne, bo przecież rodziny się kobietą i rodzimy  się mężczyzną. To jest przecież w nas od zarania naszego życia. 


Choć, kiedy zadamy zaledwie dwa wybiórcze pytania, przestaje to już aż tak dziwić.
- Lubisz swoją kobiecość?- w odpowiedzi jest ta straszna cisza, coraz bardziej czerwona twarz, niekiedy łzy i tysiące tych samych odpowiedzi: "Jestem brzydka, gruba": "Mam męża i co z tego, skoro on już nie widzi we mnie kobiety, a skoro on jej nie widzi, to znaczy, że nią już nie jestem." "Miałam już kilku chłopaków ale z nikim nie jestem, bo nikomu się podobam, bo nikt mnie nie chce pokochać - to jak mam się czuć przez coś takiego kobietą?"
- Czujesz się męski? - "Daj spokój. Zarabiam marne grosze, w domu żona i dzieci a ja nie umiem zapewnić im odpowiednich warunków - jak mam się czuć męski w takim czymś?"
"Męski? Codziennie do roboty, od świtu do nocy, po 15 godzin. Kiedy wracam nie mam siły na nic innego jak pójść spać. Kumple chodzą na siłkę, uprawiają sporty, mają ciała jak z katalogów a ja? Przecież się nie zwolnię, bo z czego będę żył. O byciu męskim, mogę jak na razie tylko pomarzyć. "

Mnóstwo takich i podobnych odpowiedzi. Smutne to aż, że mimo, że jesteśmy kobietą czy mężczyzną nie czujemy się nimi. Smutne i dziwne, bo gdzie tak naprawdę jest w nas ta męskość i kobiecość: ubiór, ciało, płciowość - czy może to wciąż ta stereotypowość: kobieta  w kuchni przy garach a facet w robocie z kilkoma zerami na koncie? Budzimy się, stajemy przed lustrem i tak często to kogo widzimy nie jest dla nas w żadnej mierze kobiecością ani męskością. Mimo, że nią właśnie jest.

Wkładamy tysiące masek na siebie, permanentnie coś poprawiamy aby wreszcie móc się czuć 100% kobietą i mężczyzną. A i tak nie wychodzi, bo nawet gdy dochodzimy do pewnego pułapu naszego wewnętrznego zadowolenia po wszystkich poprawkach, zaczynamy się bać, że to się zawali i że wyjdzie na jaw jacy jesteśmy do niczego i beznadziejni, że znajdą się i tak od nas lepsi, bardziej męscy czy bardziej kobiece. 

I nawet nie dziwi już fakt, że tak wielu ludzi boi się rodzinnych spotkań i świąt, które już za kilka dni, bo zamiast radości z bycia razem, jest w nas niekiedy tylko lęk o to jak wypadniemy, czy wpasujemy się w oczekiwania, czy tego roku pochwalą nasze męskie osiągnięcia i kobiecy wygląd,? Czy ciotka jedna z drugą nie skomentuje naszych butów "takie męskie te buty założyłaś, trzeba było coś lekkiego, kobiecego włożyć, no popatrz jak ty wyglądasz. O Ania to ma dopiero buciki jak trzeba." Czy jakiś stryjek ze strony kuzynki Zosi nie zapyta nagle: "No Zenek, uda ci się w tym roku zabrać rodzinę na wakacje, bo Krzysiek, ten wiesz, ze strony ojca brata matki Heńka, mówił, że już w maju wyjeżdżającą do ciepłych krajów. Jak tam, dostałeś ten etat w końcu, czy nadal jesteś szarą myszką za biurkiem? Co z ciebie za facet. Musisz się bardziej postarać." 

Jeśli wpisujecie się w kanon rodzinnych spotkań i porównań, życzę Wam abyście znaleźli w sobie siłę i odwagę unieść się ponad to i stanąć dumnie przy swoich choćby najmniejszych osiągnięciach. Życzę Wam aby Wasza Kobiecość i Męskość były po prostu Wasze i po Waszemu - i nie tylko w te święta. 

WESOŁYCH ŚWIĄT WIELKIEJ NOCY.
Renia.