piątek, 21 lipca 2017

DRUGI KROK TEŻ JEST TRUDNY.. cd



Dzień 3. (19.07.2017)

Ranek:
Jest trudniej niż myślałam. 
Po opublikowanie „eksperymentu” na blogu poczułam ekscytację, radość, coś nowego, coś co będzie się działo. Ale już wieczorem zaczęło mieszać się to ze strachem, z chęcią ucieczki. Chciałam nacisnąć „usuń” i udać, że nic się nie wydarzyło i czym szybciej powrócić do starego trybu życia, do udawania, że jest dobrze jak jest. 

 (...)

Kiedy wczoraj grupowałam lęki i zastanawiałam się dlaczego akurat tego się boję i dlaczego akurat to czy tamto, tak mi przeszkadza i cofa – zdałam sobie sprawę, że są to sprawy, zdarzenia czy ludzie, których pragnę, do których chcę biec, być na równi a nawet górować, prowadzić, przewodzić, zdobywać. Dziwne uczucie: zrozumieć, że to czego się boję tak naprawdę jest tym czego najbardziej pragnę, co tak naprawdę stanowi o mnie…




Pierwsze kroki:

32/31 Boję się chodzenia po bieżni/Biegania 

Przekroczyłam bramki bieżni na stadionie. W głowie miałam cały czas co myślą inni o mnie. Zapewne się śmieją, że chodzę a nie biegnę a gdy zaczęłam biec, myślałam, że pewnie się śmieją, że biegam tak wolno i tylko co drugie okrążenie, że taka jestem słaba, że nie powinno mnie tam być, bo to miejsce dla najlepszych a nie dla słabeuszy. Cały czas skupiałam się na tym, co odpowiem, jak ktoś mnie zagadnie, co tu robię, albo kiedy usłyszę kąśliwe uwagi od panów pracujących na trawniku boiska: „Co tak wolno?” „Tutaj się biega a nie chodzi!” „Oj słabiutko, słabiutko, może lepiej pójdź do domu?”.
Nie skupiłam się ani trochę na tym co robię. Szłam, biegłam i myślałam tylko o tym co oni sobie w tej chwili o mnie myślą. 

Trudne to było.

64. Boję się słuchać głośno muzyki przez słuchawki. 

Od pierwszej chwili poczułam się wolna. Nie musiałam niczego kontrolować. To z jednej strony było trudne, oddać całą kontrolę: słuchu, wzorku, dotyku, czucia – ot tak życiu. Ale to też było cudowne. Wreszcie, pierwszy raz od jak dawna to nie wiem, słuchałam: muzyki, myśli, siebie. Ludzie wokół mnie rozmawiali ze sobą, mimika ich twarzy wskazywała, że się uśmiechają, smucą, krzyczą – a ja przechodziłam a nawet przebiegałam obok tego, nie przygarniając ludzkich słów, gestów, jako skierowanych do mnie. Może tak wygląda wolność i świadomość życia po swojemu a nie nasłuchiwanie ciągle czy ktoś mnie woła, krzyczy na mnie, zwraca mi uwagę… 

11. Boję się skoczyć przez rzeczkę. 

Stanęłam przed nią, po tym jak dzień wcześniej, natknęłam się na nią podczas spaceru z synem i nie odważyłam się przeskoczyć i musieliśmy zawrócić, choć dzieliło nas tak niewiele do głównej drogi.
Pojawił się paniczny strach. Nie umiem go określić. Ale wiem, że przeżywałam go jak byłam mała. Gdzieś w cieniu tego strachu przebłyskuje postać ojca i ten przymus, aby przeskoczyć. A ja się bałam..
To maluśka rzeczka, wystarczyło zrobić krok. 
Zrobić. Nawet nie  skoczyć. 
Zrobić. Ale lęk był ogromny. 
Po długim wahaniu i cofania ciała... 
Przeskoczyłam.
 Złapałam się ziemi i nie straciłam równowagi. Stanęłam po drugiej stronie.  I poczułam jak popłynęła mi łza: szczęścia, wygranej.
 Pierwszy raz łza popłynęła poza moją kontrolą...






DZIEŃ 4 (20.07.2017)

(...)

Cała trudność tego eksperymentu, polega na tym, że każdej minuty chcę się poddać, chcę to porzucić, może odłożyć na jakieś „potem” „kiedyś”. To jak wybór  alternatywnej drogi dojazdu do punktu B, która nagle z asfaltowej przemieniła się w szutrową i człowiek w sekundzie zaczyna żałować, miotać się w samochodzie, szukać jakiegoś pobocza, wysepki, gdzie mógłby zawrócić na tę którą tak dobrze zna. Nawet już woli stać w tym korku, w upale, ale czuć się bezpiecznie w sobie – bo wie gdzie jest i co go czeka.


****************

32/31 Chodzenie/Bieganie

To mój trzeci dzień, kiedy przekraczam bramki stadionu i staję na bieżni. Nadal towarzyszy mi lęk, przed tym, czy ktoś tam będzie już biegał, albo czy przyjdzie. Nadal to dla mnie mur, który stoi twardo w mojej głowie. Jednak dziś było już o wiele spokojniej w mojej głowie podczas samego marszu. Myśli o ocenie przez innych nie zniknęły, ale były mniej intensywne. Złapałam się nawet na tym, że myśli o zupełnie osobistych sprawach i planuję w głowie dzień i przyszłość. 

 To kolejny dzień, gdzie nikt mi nic nie powiedział, nawet nie patrzył się dłużej niż moment zamykania samochodu na parkingu obok. I wtedy dałam sobie szansę pomyśleć: „A może tych ludzi kompletnie nie interesuje czy ja biegnę czy idę po tej bieżni? Czy jestem oblana potem i oddycham wystarczająco głośno, aby usłyszeć mnie na trybunach czy nie? Może Ci co biegną, po prostu biegną i zmagają się z życiówkami czy własnymi słabościami a nie zawracają sobie głowy moją osobą? 

 Tak czy inaczej, dziś dałam sobie szansę aby biec tyle ile mogę a resztę maszerować. To i tak wielkie osiągnięcie, niż czajenie się zza drzewami i patrzenie jak inni trenują albo czekanie aż nikogo nie będzie, aby spróbować a potem uznać, że jestem beznadziejna.

Pomimo to,  strach przed chodzeniem i bieganiem po bieżni, nadal jest do pokonania, choć na szczęście każdy krok przybliża mnie aby zostawić go zza bramkami.


11. Przeskoczenie przez rzekę.

 Wróciłam nad ten strumyczek, który choć na szerokość męskiego kroku, to dla mnie stanowił ogromną barierę i zagłuszał mnie myślami: „Nie dasz przecież rady”.


Skakałam tyle razy aż przekonałam samą siebie, że potrafię i ta konkretna rzeczka i to konkretne „przejście” nie jest mi straszne i jestem je w stanie pokonać z łatwością. Jutro tam jeszcze wrócę, aby utrwalić świadomość, że „potrafię”.



64. Słuchanie głośno muzyki gdy idę chodnikiem.

Czekałam wprost tej chwili, aż będę mogła założyć słuchawki i odciąć się od świata, ludzkich rozmów, min, zachowań… Czujność, która ciągle we mnie jest – no właśnie jest nadal. Ale słabnie. Odczuwam to w głowie, jak więcej we mnie spokoju, wyciszenia, koncentracji na sobie, na tym co robię a nie tym co dzieje się wokół mnie.

30. Boję się ćwiczyć na balkonie.

Dziś spędziłam tam już kilka minut dłużej niż wczoraj. Było inaczej. Myśli o tym, że na pewno ktoś mnie obserwuje z okien naprzeciwko  nie zniknęły, ale bardziej liczyło się dla mnie rozciągnięcie po ponad godzinnym treningu niż to czy ktoś patrzy. Ni mniej ni więcej, to nadal trudne doświadczenie, stać na balkonie i rozciągać się czy ćwiczyć na widoku tak naprawdę głównej ulicy, sąsiadów z bloku naprzeciwko i całej infrastruktury, która rozciąga się przed i pod moim blokiem.


(...)

Najważniejsze jednak doświadczenie wczorajszej końcówki dnia i dzisiejszego poranka to świadomość, że będzie TRUDNO. A skoro wiem, że będzie trudno, to chęć rezygnacji, niemoc, bezradność czy powątpiewanie czy to ma sens, są tylko momentem, kiedy człowiek zdaje sobie sprawę: „To jest to "trudne" co miało być i nadeszło. Muszę to przetrzymać, posiedzieć obok tego, niech się dzieje w głowie, to co się dzieje. Minie. Jutro będą nowe możliwości.”

(...)

Co chwile napływają myśli aby zamienić rolki na wrotki. Bo wrotek boję się mniej, niż rolek. Ale po chwili przychodzi zastanowienie, że właśnie o to w tym projekcie chodzi, aby wreszcie nie szukać zamienników, nie uciekać a stanąć twarzą w twarz z tym czego się boję…



DZIEŃ 5 (21.07.2017)


Te zapiski zmian jakie zachodzą w mojej głowie i ciele, są uzdrawiające jak i motywujące. Czekam na tę chwilę, kiedy zasiądę przed komputerem położę palce na klawiaturze i zacznę pisać. Gdyby nie to, możliwe, że bym odpuściła, udała przed samą sobą, że zapomniałam, że ten jeden raz mogę odstąpić od postanowienia zmiany.

Wczoraj odważyłam się na powrót do przeszłości aby odnaleźć zalążki i przyczyny mojego wycofania z zajęć sportowych, ćwiczeń, ruchu. Tym razem jak i w wielu poprzednich przypadkach sam lęk o to, że będzie bolało i będzie ciężko był noszony w głowie na wyrost. Sama konfrontacja była jak ruszający się ząb. Wystarczyło poruszać nim kilka razy i wyszedł sam, bez większego bólu czy krwawienia. Tak też było i teraz. 
Wszystkie przyczyny moich porażek na wf  leżały na skraju głowy. Wystarczyło tylko po nie sięgnąć i wyciągnąć na powierzchnię, przyjrzeć się im i zobaczyć jakie spustoszenie robiły w moim życiu.  
Przypisałam myśli do ich właścicieli; odczuwalny lęk do poszczególnych wydarzeń ze szkolnego boiska czy gimnastycznej sali. Zrozumiałam wiele i zobaczyłam, że większość lęku, który w sobie nosiłam był nie mój a osób mi wtedy ważnych.

(...)

Zrozumienie tego stało się mechanizmem do otwarcia drzwi emocjonalnego więzienia w jakim przez tyle lat żyłam. Jestem w tej perspektywie wolna. Mam przed sobą świat z całym bogactwem i wiem, że sport jest po mojej stronie. Ale zrozumienie to jedno, teraz czeka mnie najtrudniejsza walka, aby codziennym wysiłkiem i stawaniem  twarzą w twarz z tym czego się bałam i boję pokonać to. I tu tak naprawdę nie ma już żadnych magicznych środków na pokonanie lęku, jak pokonywanie go każdego dnia od nowa, aż jego siła będzie malała i pewnego dnia, wchodząc na bieżnie zapomnę, że jej się bałam.



PS. Odważyłam się jednak wpisać ten projekt w ramy czasowe. Jest ich naprawdę dużo i wiele z nich będzie wymagała naprawdę wiele determinacji i pracy. Dzień zakończenie to 11 listopada. Z wielu powodów wybrałam akurat ten dzień. 

21 komentarzy:

  1. Kochana rozpłakałam się po przeczytaniu Twoich słow u mnie jest w nich tyle mądrości


    pojawił się strach czy dobrze robie jade szukając ukojenia może lepiej zwinąć się w kłębek i rozpaść

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja Droga nigdy się nie dowiesz czy robisz dobrze, do momentu aż tego nie zrobisz. I nawet jeśli okaże się, że to był zły pomysł, to nigdy nie będziesz sobie pluła w twarz, że nie spróbowałaś. A każda decyzja niesie ze sobą kolejne. Jeśli się odważysz a nie wyjdzie, to wyjdzie co innego, i nie oznacza, że złego. Ale wierzę, że Twoja decyzja jest słuszna, zwłaszcza jeśli napisałaś, że ktoś tam na Ciebie czeka...
      Powodzenia..

      Usuń
  2. Taką mam refleksję, gdy czytałam o Twoich lękach - dla mnie to nie są jakieś pojedyncze lęki, to jeden wielki lęk przed życiem...martwi mnie to o tyle, że możesz stanąć przed kolejnym problemem, co będzie, gdy po 11 listopada pojawią sie nowe?
    Trzymam kciuki za pokonanie wszystkich barier:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za troskę :) Twoja refleksja jest słuszna i w pełni trafna. Jednak nie pokonam maratonu nie stawiając pojedynczych kroków. Nie zdejmę z siebie za jednym zamachem wszystkich części garderoby, bo każda zdejmuje się inaczej: jedna przez głowę, druga przez nogi... Tak samo z lękami. Są zagnieżdżone w moim życiu, to tu, to tam, a tym samym jak zauważyłaś powodują lęk przed życiem w ogóle. Ale jestem przekonana, że małymi krokami perspektywa mojego życia się zmieni. To wyrywki tego co dzieje się i jakie zmiany zachodzą w moim życiu. A co będzie po 11 listopada? Tego nikt nie wie, ale mam przeświadczenie, że jeśli nie zatrzymam się, będę zupełnie w innym miejscu. I wiesz? Nigdy nie pokonam wszystkich lęków. Ale to co obecnie robię, ma mnie nauczyć radzić sobie z tymi, które będą się pojawiać. Bo przecież u każdego pojawiały się i będą pojawiać się lęki aż do końca życia. Cała mądrość w tym, czy umiemy sobie z nimi radzić, czy się im poddajemy...
      Ściskam i dziękuję za wsparcie.
      Idę dalej ku kolejnym :)

      Usuń
  3. Rewelacyjny post, to jest niesamowite jak każdego dnia zmagasz się z lękami, pokonujesz je i wygrywasz. Bardzo dobrze, że się nie poddajesz, zaczynasz na nowo i po prostu nie dajesz za wygraną, tak trzymaj.

    Ja kiedyś jak jeszcze mieszkalam w Polsce miałam lęk przed pytaniem się o cokolwiek czy to w sklepie, czy jak nauczyciel mnie wysylał po kredę , w większości przypadków tchórzyłam i odmawiałam albo brałam ze sobą koleżankę i ona się pytała. Dopiero jak wyjechałam za granicę to nastąpił skok na głęboką wodę i musialam sama o siebie zadbać, ale dzięki temu nie mam problemu zapytać się o drogę, choć kiedyś stwarzało mi to wielkie trudności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lęk przed pytaniem się ludzi o coś, też jest we mnie. Ale wynika on z zupełnie innych pobudek niż np lęk przed ludźmi i ich odmową. Ale i to mam nadzieję, wyjdzie gdzieś pomiędzy jednym dniem a drugim.
      Dziękuję za dobre słowo i za podzielenie się swoimi doświadczeniami.
      Pozdrawiam Klara :)

      Usuń
  4. Wiesz, gdy czytałam o twoich kolejnych osiągnięciach to tylko jedno zdanie komentarza mi chodziło po głowie: JESTEM Z CIEBIE DUMNA. Naprawdę, bo więm, co to znaczy lek i jego pokonywanie. Twój przykład z rzeką jest niezwykle znaczący i wiele mówiący. Dobrze, że ją pokonałaś. Trzymam kciuki za dalesze osiągnięcia a 11 listopada napisze do nas INNY CZŁOWIEK.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 11 listopada mam nadzieję, że pokonam swój ostatni lęk z listy, ten jednej z największych i nie tylko napiszę, ale POWIEM :) Czas pokaże..
      Dziękuję za słowa wsparcia i zrozumienia.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  5. Gratuluję, że w tak krótkim czasie pokonałaś już tak wiele swoich lęków :)
    Sporo dał mi do myślenia Twój post. Sam pokonałem sporo lęków. Na przykład mam lęk wysokości, a poszedłem kilka razy do parku linowego. Trzęsły mi się nogi, pot kapał z czoła nie tylko ze zmęczenia, ale dałem radę. Albo pokonywałem swój lęk przed publicznym mówieniem, występując w konkursach poetyckich. Nie wygrałem żadnych nagród, ale już coraz mniej się stresuję i serce nie bije tak szybko jak dawniej, gdy mówiłem coś w dużej grupie ludzi.
    Bieganie to temat rzeka. Kiedyś trochę biegałem (miałem podobne myśli jak Ty, że za wolno, że za krótkie dystanse itd.), ale uszkodziłem nogę. Od kilku miesięcy myślę o powrocie do biegania, ale tylko myślę. Może trzeba w końcu zacząć..

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zapraszam do towarzyszenia w bieganiu, skoro ja zaczynam a Ty masz myśli, aby powrócić :) Mi będzie raźniej, mimo, że na odległość a Ty może też wyniesiesz z tego jakieś korzyści.
      Gratuluję również Tobie, że udało Ci się pokonać swoje lęki. Domyślam się, że pracy w tym kierunku było wiele, aby się odważyć a potem kontynuować. Tak czy inaczej, najważniejsze to mimo strachu próbować.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. Jeszcze sporo tych lęków do pokonania przede mną. Ale jak mówił Mark Twain:"Za 20 lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś". Zawsze, gdy się boję coś zrobić, staram się przypominać te słowa. Bo po pokonaniu strachu przychodzi uczucie dumy, a po ucieczce przed strachem poczucie smutku i złości. Przynajmniej ja tak mam.
      Dam Ci znać jak zdecyduję się na bieganie. Na pewno Twoje wpisy są bardzo motywujące :)

      Usuń
  6. Podziwiam Cie ta ta wole walki ze swymi lekami! Nawet nie zdawalam sobie sprawy, ze tak gleboko i tak wielkie siedza w Tobie. Ciesze sie, ze jednak zdecydowalas sie na zmiany, kroczkami i skokami do celu.
    Po Twym wpisie zastanowilam sie nam mymi lekami...i wiesz myslalam, ze ja wcale ich nie mam- jednak... jest ich wiecej niz myslalam- tylko gdzies gleboko i nie siegam do nich...
    Kibicuje Ci- powodzenia!
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie zdawałam sobie sprawy, że jest ich aż tak wiele. Ale kiedy pokona się choćby jeden, kolejny słabnie na sile a nawet samoczynnie znika. Nie żałuję tego kroku. Nie zawsze to łatwe, ale jak już zacznę z czymś się mierzyć, potem wszystko jakoś idzie. Raz lepiej, raz gorzej ale idzie do przodu a kolejne próby już tak nie straszą.

      Jeśli kiedyś odważysz się pokonać Swoje lęki będę wspierała :)

      Usuń
  7. Też we mnie siedzi lęk, co sobie ludzie pomyślą. I też ćwicząc w parku szukam miejsc bardziej odludnych, aby nikt nie obserwował mojej rozgrzewki. Wiem, że to nie ma sensu, bo mało kto patrzy, a jeżeli patrzy i nawet się naśmiewa, to jakie to ma znaczenie?
    Podziwiam twoje mierzenie się z lękami i sposób, w jaki dajesz radę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie jakie? Tylko, że na głowę niby każdy z nas zna odpowiedzieć. Jednak kiedy przyjdzie do konfrontacji: ja-oni - niekiedy wszystko bierze w łeb. Dziś po 6 razach przekroczenia bramek na bieżni, było inaczej. Poboczni ludzie, w pewnych momentach nawet stawali się niewidoczni dla mnie...
      I zdziwisz się lub nie, może Cię to rozśmieszy, ale kiedy dziś tak chodziłam (chodem sportowym) po bieżni, nagle przyszedłeś mi na myśl Ty. Idąc tak, przewinęło mi się w głowie jedno z Twoich zdjęć, gdzie wędrujesz sam z kijkami w lesie. A z tego zdjęcia biła pewność, odwaga i koncentracja na celu. Pomyślałam wtedy, że daleko mi do Twojej odwagi uprawiania sportów na oczach innych, do Twojej pewności, że jesteś tam, gdzie chcesz być i że ewentualna ocena innych nie sprawia Ci problemów. Więc moje zdziwienie się pojawiło, kiedy przeczytałam Twój komentarz :)

      Usuń
  8. To niezwykłe doświadczenie dla mnie - czytać Twoje zapiski. Ba, to pasjonujące. I podziwiam to, jak sie otwierasz.Dzięki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Anno za te słowa. To również pasjonujące dla mnie i nie ukrywam zaskakujące, że potrafię się tak BEZ STRACHU otworzyć w tych najbardziej wstydliwych sprawach. Dziś mija 9 dzień. Każdy dzień jest niesamowity, inny, pełen wyzwań, trudności ale równocześnie zwycięstw i wyniesionych lekcji. Żyję tu, gdzie wcześniej, a mam wrażenie jakbym zaczęła żyć w innym wymiarze miejsca i czasu..
      Pozdrawiam Cię gorąco i dziękuję za wsparcie.

      Usuń
  9. Również mam w sobie lęki, a mój brat niestety ma fobię społeczną. Bardzo Cię rozumiem i podziwiam. Zrobiłaś ogrom i jeszcze o tym piszesz publicznie. Takie osoby motywują do działania, dodają siły. Zachęciłaś mnie, bym również pokonała jakiś swój lęk, który jednak przeszkadza mi w życiu.

    Gratuluję Ci całym sercem. Jesteś wspaniała. Pozdrawiam. :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, tym mocniej, że moje starania i walka z tym co doskwiera w moim życiu, może też przyczynić się do tego, że ktoś pokona jakiś lęk u siebie a tym samym będzie szczęśliwszy. A spowodowanie radości i szczęścia u drugiej osoby, to sama przyjemność.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  10. Jestem pod wielkim wrażeniem Twojego przedsięwzięcia. Trzymam kciuki za powodzenie. Życzę Ci dużo sił i determinacji. Pozdrawiam serdecznie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Eksperyment wciągnął mnie w 100%. To coś niewiarygodnego, co się wydarza. Opiszę wszystko gdy eksperyment się zakończy.
      Pozdrawiam.

      Usuń

Dziękuję, że chcesz towarzyszyć w mojej osobistej wędrówce. Każde słowo pozostawione w tym miejscu, jest dla mnie ważne i cenne. Zapraszam i czuj się jak u Siebie :)