wtorek, 18 lipca 2017

EKSPERYMENT

Jeśli coś ma się wydarzyć, to się wydarzy. Jestem tego przykładem.

Przez tydzień czasu odwiedzając sklepy, rzucała mi się w oczy, gazeta, na którą nigdy nie zwracam uwagi. "Świat wiedzy", ze swoją tytułową stroną "Jak pokonać 100 lęków w 100 dni" [7/2017]. Za każdym razem brałam ją do ręki, przeglądałam jak kobieta pokonuje swoje lęki.  I mimo, że odkładałam na miejsce, to cały czas o tym myślałam. Kilka dni temu nim zdałam sobie sprawę, znalazła się w moim koszyku. Kupiłam ją. Przeczytałam ponownie, już na spokojnie w domu o każdym lęku, z którym kobieta sobie radziła. Niektóre wyśmiałam w duszy, myśląc: "O Boże, jakie to głupie. Jak można o tym publicznie pisać i robić taki hałas." A potem stało się coś niezwykłego.

Zrozumiałam, że we mnie samej jest niezmierzona ilość lęków i strachu, które cały czas noszę w sobie. Na równi z trudnym doświadczeniem choroby mojego syna, które miało miejsce kilka dni temu, postanowiłam, że wezmę przykład z tej kobiety i zmierzę się z własnymi lękami.

Chciałam to zrobić w zaciszu samej siebie. Ale potem pomyślałam, że uczynię to na łamach tego bloga. To podnosi moją poprzeczkę, bo poniekąd wyjdę naga przed ludzi, obtarta z całej zewnętrznej zbroi, która te lęki kamufluje. Ale wierzę, że będzie to bardziej uzdrawiające niż samodzielna walka.
 Nie stawiam sobie jednak ram czasowych.

Jeśli zechcecie mi towarzyszyć w tym eksperymencie ale też trudnej walce niekiedy z demonami przeszłości, będę wdzięczna, bo nic nie daje większego przeświadczenia zwycięstwa niż obecność kogoś kto życzy dobrze, a obecność tych, co będą życzyć źle będzie jeszcze większym katalizatorem do zmian.

https://pieknoumyslu.com/pokonywanie-leku-znikad/




Dzień 1 (17.07.2017)

To tak naprawdę dzień trzeci, bo pierwszy krok uczyniłam w piątek (15.07), jednak to kolejny jednorazowy akt odwagi, bez przyczyn, bez przygotowań, dla udowodnienia, złamania siebie, wystawienia bardziej na pośmiewisko przez samą siebie.

A dziś zaczęłam spisywać swoje lęki, zaczęłam tworzyć listę: „Boję się…”. Wystarczyło kilkanaście minut aby pojawiło się ponad 50 haseł. Niewiarygodne, co tak naprawdę się działo. Te lęki ustawiały się w rządku: jedna myśl za drugą i jak przedszkolaki w kolejce do zjeżdżalni popychały jedna drugą, aby jak najszybciej znaleźć się na dole. 
Ale o dziwo, po wypisaniu tych kilkudziesięciu pozycji, poczułam ulgę, niewiarygodną. Napisane myśli nabrały innego wymiaru. Stały się czymś konkretnym: osobą, wydarzeniem, sytuacją, ale przede wszystkim ukazały się jako PRZESZŁOŚĆ. Materializowane na papierze, wnosiły nie tylko słowa ale niekiedy w przeciągu kilku sekund całą gamę przeżyć, początków, przyczyn.

Szłam ulicą trzymając w jednej ręce długopis a w drugiej mały notatnik. Zapisywałam każdą szykującą się do zjechania myśl. Każdy lęk. Niczego nie pomijałam, choć w pierwszej chwili w konfrontacji z moją dorosłością wydawała się głupia, dziecinna, śmieszna. Ale sięgając do wcześniejszych prac nad sobą, wiedziałam, że w tych najmniejszych z pozoru myślach, kryje się niekiedy przyczyna całej destrukcji.

Pisałam, pisałam. W domu moje dziecko siadało obok mnie na balkonie i myśląc, że robię listę zakupów, udawało, że robi swoją, w swoim zeszycie, co chwilę wyrywając mnie z wirujących w głowie myśli pytało: „Mamo a jajka mamy, czy też trzeba kupić? A chleb? Bułki? Mleko?”
To niewiarygodne, jak w tym samym czasie przyszło mi konfrontować się z przeszłością tak trudną i radością tak niewinną i piękną mojego dziecka w teraźniejszości, w tym „tu i teraz”.

Więc tak zaczyna się mój eksperyment. Czas w którym przyjdzie mi stanąć twarzą w twarz z tym, od czego od dawna uciekam, tłumacząc sobie, że to nie wypada, że wyrosłam, że teraz jest ważne co innego, że przeszło minęło, że tylko „teraz się liczy”, że szkoda czasu…

Nie, nie szkoda czasu, który poświęca się na uprasowanie białej koszuli, w której po włożeniu człowiek czuję się pewny siebie, piękny, na miejscu, na równi z innymi, emanujący radością i szczęściem i pewnością, że jest tam, gdzie chciał być, że jest tym, kim chciał być.


Nie szkoda zatem czasu na wygładzenie tego co gdzieś podczas terapeutycznego prasowania się zagubiło, zawieruszyło albo odnalazło. To już nie terapia, to już nie nauka prasowania, ale świadome i umiejętne prasowanie, z pewnością celu i słuszności. 

https://fi.pinterest.com/pin/451837775092179507/

Dzień 2. (18.07.2017)

Co mi towarzyszy?

Mnogość myśli. Paniczny strach, który odrywa moje ciało od krzesła. Chodzę w tą i z powrotem. Nie mogę usiedzieć z kartką na miejscu, bo czuję, że to już za długo, że marnuję czas, że powinnam wziąć się do roboty a nie pisać coś co z pozoru przecież nie ma już znaczenia.

Towarzyszy mi przede wszystkim lęk i mrowienie w głowie. Taki sam ból głowy, jak w dzieciństwie, kiedy czekałam na przyjście rodziców i swoją karę za coś co zrobiłam źle, lub dobrze. Bez znaczenia. Czekanie na karę.  Moje ręce nerwowo biegają po całym ciele, trudno mi je utrzymać na klawiaturze, nawet w tym momencie. 

Na obecną chwilę moja lista liczy 110 pozycji lękowych. A to jak się domyślam kropla w morzu. 

Jeszcze nigdy nie stanęłam tak mocno z tym co wywołuje strach. O wielu sprawach wiedziałam, że: boję się pająków, pijaków, bójek, czy mówienia przez mikrofon lub rozmowy przez telefon z biurami czy instytucjami, gdzie trzeba podać swoje imię i nazwisko. Znałam przyczyny, więc było to czymś oczywistym. Boję się bo… I dalej życie toczyło się swoim rytmem. Nie zatrzymywałam się nad tym, chyba mało kto zatrzymuje się nad swoim lękiem wysokości, strachem przed myszami, czy lataniem samolotem. „Tak mam”;   „mam to od zawsze”; „to przecież się nie zmieni”. Ale były lęki, które odczuwałam każdym koniuszkiem palca, jednak siła ich była porażająca na tyle, że stała się świętością, tematem tabu, o którym sama ze sobą nie odważyłam się nawet porozmawiać. Miała w sobie też tę prześmiewczość, ten wstyd, który wyłaził za każdym razem, kiedy tylko dana sytuacja przyszła na myśl. A wstyd odbiera godność więc trzeba zrobić wszystko aby go nie odczuwać, ale przede wszystkim aby nikt inny go nie zobaczył.  Więc najlepiej unikać, uciekać od tych myśli.


Terapia daje przeświadczenie sprawczości, mocy:  „Od teraz jesteś dorosły, masz moc, to ty decydujesz co z daną myślą, sytuacją zrobić.” Więc po dorosłemu, uciekasz, chowasz się za innymi sprawami, aby tylko o tym nie myśleć nie mówiąc o konfrontacji  z tym co doskwiera. Nazywasz to odpowiedzialnością: praca, dzieci, dom, rodzina – „no nie mam czasu zajmować się głupotami”. W końcu jako dorosły mogę powiedzieć „nie” ! Mogę powiedzieć: „nie muszę tam iść”! Nie powiem przecież: „boję się tam iść, bo boję się przeskoczyć ten płot, bo nigdy mi nie wychodziło, nigdy nie byłem w stanie podskoczyć w górę aby złapać się górnej części i przełożyć nogi. Byłem za to wyśmiewany, szkalowano mnie, bo ciota, bo ciepłe kluchy, bo żaden ze mnie chłopak tylko baba.  Uciekałem, Wymyślałem wymówki”. Dziś jako dorosły mogę przecież powiedzieć: „nie muszę przeskakiwać tego cholernego płotu”. A że to gryzie gdzieś w środku? Nikt nie widzi. Chociaż tyle. Muszę wracać do dzieci. Jestem za nich odpowiedzialny. Szkoda mi czasu na głupi płot. Są ważniejsze rzeczy w życiu.”

Ja też nigdy nie umiałam przeskoczyć płotu. Ale na szczęście dziewczynom nie kazali udowadniać, że potrafią. Ale musiałam udowodnić, aby dostać choćby dostateczną ocenę, że potrafię przeskoczyć skrzynię na lekcjach wuefu. 

Nie potrafiłam.

 Do dziś kiedy widzę jakiś mur, płot, czy drewniane ogrodzenie, dopada mnie trauma z dzieciństwa. Do dziś uciekam, co prawda nie już na tył kolejki, jak to robiłam w szkole, ale wybieram drogi okrężne, choćby nie wiem jak mi się śpieszyło. Tłumaczę sobie za każdym razem: „Przeskakiwać mogą dzieciaki. Mi nie wypada. Jestem dorosła, jestem matką nic już nie muszę. Mogę wreszcie iść jak człowiek chodnikiem i drogą, nawet o ten odcinek dalej. Nic mi nie będzie. Będą nawet za to zdrowsza.”

Okłamuję  siebie tak okrutnie, że aż boli, gdy dotrę okrężną drogą do domu. Siadam, i czuję jak wewnętrznie rozdziera mnie jakiś ból, jak staję się małym nieporadnym dzieciakiem, którego z tej i z tamtej strony boiska ktoś przezywa i pokazuje palcem.
I za każdym razem wiem, że nie wiem jak okrężną drogę wybiorę, strach pójdzie razem ze mną, będzie mi wierny do momentu aż pewnego dnia nie odważę się przeskoczyć tej skrzyni, płotu czy muru zostawiając go na zawsze po drugiej stronie.

 A mimo to, ciągle wybieram okrężne drogi.

Aż do teraz…

29. Boję się przeskoczyć przez skrzynię.

http://www.majesticsport.pl/pl/c/SKRZYNIE/181

21 komentarzy:

  1. Jestem, jakby co. I mam mnóstwo różnych strachów. Niektórych wcale nie chcę pokonać... Ale jestem, pamiętaj. I wołaj, jakby co.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Nikt tego nie wie, czy nie przyjdzie taka chwila, że nie zawołam. Czas pokaże...

      Usuń
  2. Jestem z Tobą.
    Każdy z nas ma lęki, czasami nawet o nich nie wiemy, bo są zbyt głęboko zakorzenione w nas. Bardzo dobrze, że je wypisujesz, będziesz wiedziała z czym masz się zmierzyć, podziwiam Cię za odwagę, nie każdy umiałby tak szczerze opisać swoje uczucia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za te słowa. Cała praca dopiero przede mną, ale pomimo lęku o lęki, wiele we mnie ekscytacji i wiary w nowe.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  3. Takiej skrzyni bałam się strasznie i nigdy jej nie pokonałam, w ogóle byłam kiepska z WFu, ale nikt nie jest kiepski ze wszystkiego, prawda?
    Pisz, wywalaj, zwyciężaj, nawet jeśli nie wszystkie pokonasz, zrobisz krok naprzód i lepiej poznasz siebie:-)
    Uszy do góry...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba raczej każdy z czegoś jest dobry. Tak przynajmniej mi się wydaje. To, że tego nie odkrywamy, bo boimy się, to już inna kwestia, ale z reguły każdy z nas ma jakiś talent i to nie jeden. Mój wf też kulał, okropnie.
      Dużo roboty przeto przede mną :)

      Usuń
  4. To dobry i ważny temat. Kibicuję Ci i być może nawet wezmę z Ciebie przykład! Mnie udaje się bardzo drobnymi kroczkami posyłać swoje strachy "do diabła", ale z każdego jestem dumna. Stąd rozumiem i wiem, że moja lista też byłaby niemała. Powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Każde kibicowanie będzie dla mnie cenne. A małe kroczki to chyba jeden z najskuteczniejszych sposobów na zmianę.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  5. Już wiele z tych lęków pokonałaś ujawniając je , niekoniecznie tu, niekoniecznie przed Kimś ale przed sobą samą, to co ujawnione nie ma już takiej siły, najgorsze strachy czają się w ciemnościach,,a Twoje właśnie wyszły na światło a światło je "rozpuszcza" i niech tak się stanie.Już jesteś dzielna ,choćby poprzez to, że wzięłaś się za nie...kto za nas nie ma strachów??? Nie ma takich..kibicuję ,trzymam kciuki w procesie uwalniania...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. To bardzo mądre słowa i dodające siły. Wierzę, że dodadzą odwagi nie tylko mnie, ale Inny, którzy przeczytają Twoje słowa również.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  6. Skrzynia na wf-ie, nie pamiętam czy ją przeskoczyłem, chyba tak. Ale bać się bałem . Świetne to zadanie ze zmierzeniem się z lękami. Jestem ciekaw ile jest ich u mnie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skrzynia cały czas przede mną. Jednak zaczęłam na nią inaczej patrzeć, nawet zaczynam nabierać wiary, że po wielu próbach uda mi się ją przeskoczyć. I tak, zadanie zmierzenia się z lękami okazuje się być czymś niesamowitym. Wszystko zapisuję aby na koniec móc przeczytać jak wiele osiągnęłam i kim byłam zanim pokonałam wewnętrzne lęki. Raz na kilka dni podzielę się z Wami skrótem moich doświadczeń i przemian, bo mimo, że to dopiero trzeci dzień, to wiem, że przemian będzie jeszcze wiele..
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  7. dał mi do myślenia Twój post
    skrzynie zawsze przeskakiwałam każdy płot i siatkę , nie było drzewa na które nie wlazłam
    kiedyś byłam inna bardziej odważna
    teraz boje się coraz bardziej....


    pamiętaj jestem z Toba...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zdawałam sobie sprawy, że można na ten eksperyment spojrzeć też z perspektywy siebie, sprzed lat. Ale masz rację, ja też od czterech dni odnajduję siebie sprzed lat albo robię wszystko aby wrócić na tory, które dawały radość a nie lęk.
      Dziękuję za obecność, to dużo znaczy.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  8. Trzymam kciuki za twój eksperyment.

    OdpowiedzUsuń
  9. Hm ...... blogi promują określenie - wyzwanie. Natomiast u Ciebie to nie zwykłe wyzwanie a bardzo trudna praca nad sobą. Trzymam kciuki i życzę Ci oczekiwanych efektów, bo z pewnością łatwo nie będzie.
    Zastanowiłaś mnie z ta skrzynią na wf - przez kozła przeskoczyłam, a jak było ze skrzynią? Nie pamiętam. Pozdrawiam ;)
    W ramach wsparcia przesyłam od siebie pozytywnego linka ;)
    https://www.youtube.com/watch?v=VMuYrDVUFG4&feature=share

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję serdecznie za piosenkę. Naprawdę ucieszyło się moje serce :)

      Masz rację, to nie wyzwanie, to eksperyment, który dotyczy mojego wewnętrznego świata. To trudna droga ale wiem, że to dobra decyzja. Dziękuję za wsparcie, na pewno się przyda, zwłaszcza w te trudniejsze dni.

      Pozdrawiam :)

      Usuń

Dziękuję, że chcesz towarzyszyć w mojej osobistej wędrówce. Każde słowo pozostawione w tym miejscu, jest dla mnie ważne i cenne. Zapraszam i czuj się jak u Siebie :)